reklama

Konkubinat - alimenty - brak porozumienia :(

Temat na forum 'Porady prawnika' rozpoczęty przez AgataLU, 19 Czerwiec 2010.

  1. AgataLU

    AgataLU Początkująca w BB

    Witam!
    Gdy dowiedzialam się ,że jestem w ciąży, kupiliśmy na wspólwlasność mieszkanie z ojcem dziecka. ślubu nigdy nie wzieliśmy. Mieszkalismy razem, ja zajmowalam sie dzieckiem (jestem pedagogiem - nie poszlam do pracy, dorwczo zajmowalam sie jeszcze drugim dzieckiem jednoczesnie by dorobic) a on pracowal i splacal kredyt i nas utrzymywal (moje dochody na czarno szly na potrzeby biezace).
    Gdy dziecko mialo ok 3 lata postanowilismy sie rozejsc, nie bylismy juz razem fizycznie i psychicznie jednak dalej mieszkalismy razem. Ja dalej bylam bezrobotna, zajmowalam sie domem, dzieciem, cos dorywczo zarobilam. On mowil ze sie wyprowadzi do innego miasta. I tak sie bujalismy 2 lata. Nasze osobiste relacje coraz gorsze zaczely odbijac sie na dziecku. Ja zaczelam sobie lepiej radzic zawodowa a on gorzej nas traktowac (juz nie ma takiej wladzy - ze bez niego sobie nie poradzimy, moze budzi to jego lek ze jest niepotrzebny).
    Zdarza mu sie naduzywac wladzy rodzicielskiej - na sile ja wlozyc w ubraniu do wanny, wepchnac szczoteczke do buzy, mocno trzymac za cialko jej male i chamsko sie odzywa, nastawia ja przeciw mnie.
    Stwierdzilam ze dosyc jak poszla szyba w oknie i powiedzial ze mamy sie wyprowadzac (ktorys raz z kolei ale teraz stwierdzilam ze wystarczy).... i.......... znalazlam mieszkanie do ktrego moglybysmy sie przeprowadzic juz teraz, skonsultowalam z prawniczka sytuacje prawna - co do alimentow i mieszkania. Wiedzac na czym stoje porozmawialam z nim... a on mowi ze nie zgadza sie zebym wyprowadzila sie z corka, bo to jego dziecko, a mieszkanie wcale nie jest w polowie moje bo to on placil kredyt - proponowalam albo splate swojej czesci (ja jemu albo on mi) albo sprzedaz mieszkania i podzial - w sensie ze nie mam co marzyc o jakichkolwiek pieniadzach z mieszkania (prawnie wspolnego) bo dla niego prawo nic nie znaczy i on wie lepiej co jest sprawiedliwe.
    No wiec nie wiem czy moge sie wyprowadzic zeby sytuacja sie unormowala. czy stwierdzic ze w sumie jest dobrym ojcem a incydenty zdarzaja sie kazdem czy skupic sie na incydentach i zabrac dziecko a jak bedzie protestowal to pomyslec o ograniczeniu wladzy rodzicielskiej. no nie wiem. sytuacja wydawala sie prosta i moznaby sie dogadac ale co jak druga strona nie chce?
    Przy tym sam nie jest w stanie zapwnic malej opieki bo nie zaprowadza i nie odbiera jej z przedszkola - tylko ja. ja coraz bardziej rozkrecam wlasna dzialalnosc tak by dopasowac sie do rytmu przedszkolnego i tego kiedy on sie nia zajmuje w weekendy.
    budzi moj lek ta jego agresja i nie chce zeby mnie sparalizowala, chccialabym sie podeprzec prawem by choc troche poczuc sie pewnie.

    dziekuje i pozdrawiam
     
  2. reklama
  3. E. Słotwińska-Rosłanowska

    E. Słotwińska-Rosłanowska Ekspert BB. Prawniczka

    Przeczytaam Pani post kilka razy i musze stwierdzić,że właściwie nie zadała Pani żadnych pytań.
    Zasada jest prosta, jeśli nie mogą Państwo dojść do porozumienia, wszystkie sporne kwestie może rozstrzygnać sąd.
     

Poleć forum