• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Kwietnióweczki 2008

Ehh a jak do jutra sie nic nie zadzieje to bede musiala sie pozbyc kochanych suwaczków i już będzie odwrotne odliczanie :-( żeby pogoda byla fajna to bym na spacerek poszla a tu pada i brzydko :dry:
Iza pocieszam sie myślą że twoja mała nie trzymała 14 dni tylko te kilka ufff :tak:
 
reklama
Asia herbatki malinowej nie pijemy.;-)
Ja termin porodu mam dobrze wyliczony i zgadza się ten z om i z usg. Ja zaszłam w ciążę 20 lipca koło 20 wieczorem w pozycji na jeźdźca:-p:-D. Wiem bo mam bolesne jajeczkowanie i wiem co do godziny kiedy miałam. Raz przy takim bolesnym jajeczkowaniu wylądowałam w szpitalu i mnie pocięli na wyrostek, a się okazało że to jajeczkowanie. Od tej pory nie mam zaufania do lekarzy.

No terminy terminami a bobas ma to gdzieś, chyba że postanowił być punktualny?!:tak:

Asia, An ja za to biegam z piesem do parku, do lasu, na zakupy. Pół dnia na nogach i nic, tylko mi nogi puchna.

ja stzrlam że 17 lipca we wtorek (chyba zaraz po pracy ok 17- syn na wakacjach z babcią), pamietam bo później wyjechaliśmy do rodziny na kilka dni, a w czwartek robiłam test nic nie było (po jakiejś imprezie gdzie alkoholu nie piłam bo już myślałam że zaciążyłam, a potem kolejny test w poniedziałek lub wtorek był już ok, a tam pisało że 5 dni po.chyba

z pierwszym wiedziałm dokładnie 11 kwiecień 1998 też ok 20
 
Ehh a jak do jutra sie nic nie zadzieje to bede musiala sie pozbyc kochanych suwaczków i już będzie odwrotne odliczanie :-( żeby pogoda byla fajna to bym na spacerek poszla a tu pada i brzydko :dry:
Iza pocieszam sie myślą że twoja mała nie trzymała 14 dni tylko te kilka ufff :tak:


Iwonka ale wiesz u Was juz o tyle z gorki ze juz wiecie na 100 & ze jesli nie urodzicie w terminie to na bank bedzie to do siedmiu dni... a mi zostalo do terminu jeszcze 12 dniii plus maksymalnych siedem to daje nam 19 az:baffled:
 
Iza a córcia podobna do brata, ostatnio każdy kto rodził 2 dzicko ze znajomych mówił ze małe to wykapany brat lub siostra.

Ciekawa jestem: syn jest do mnie strasznie podobny, blady, bardzo jane włosy, kształty ma po tacie, szczyplizna (ja zawsze pulchna byłam) i kształt głowy po tacie, ale na piersze spojrzenia czysta ja. A maz ma brązowe oczy, czarne włosy i ciemną karnacje (łatwo sie opala). Ja chciałam żeby syn miał cieną karnacje po tacie, a jest bloni a córeczka moze być być blądynka - ha tak sobie moge myśleć a zobacze za kilka dni.
 
No a poród - powiem krótko - był krótki heh :)

Wieczorem w sobotę wylądowaliśmy z mężem na ktg bo Malusia coś słabiej się ruszała, wolałam dmuchać na zimne. Ja tam miałam jakieś skurcze regularne ale nic nie bolały, więc sobie myśle - przepowiadające.

Najpierw wypełniłam papiery, cały wywiad został zebrany bo kazali przyjść w poniedziałek do szpitala na wywołanie. Na ktg wszystko ok z dzieciątkiem, czynność skurczowa jest. Po badaniu - doktorka chciała mnie zostawić w szpitalu na patologii bo szyjka gładka, rozwarcie na 1 paluszek i czynność skurczowa. No ale ja nic nie czułam, że rodzę to nie chciałam. Ona mówi, no to pewnie dziś w nocy albo jutro znowu się zobaczymy (wykrakała heh).

W nocy nie mogłam spać prócz dwóch półgodzinnych drzemek bo budziły mnie skurcze co 5-3 minuty, nie bolały ale przeszkadzały. No i spędziłam nockę zastanawiając się, czy rodzę czy nie. W końcu o 3 się wkurzyłam i wstałam, umyłam głowę, wygoliłam krocze, obcięłam pazurki, nasmarowałam się balsamem brązującym - no i się zaczęło. Chyba coś ruszyłam łażąc bo skurcze zaczęły się robić mocniejsze i boleśniejsze. No to obudziłam męża i synka (biedak przerażony bo mama ciężko oddychała - przeponką) i pojechaliśmy najpierw do babci zostawić Małego a potem do szpitala. A tymczasem skurcze coraz mocniejsze i boleśniejsze.
Gdy przyjechała całe szczęście dałam tylko kartę ciąży i dali mnie na ktg znowu. Położna widząc skurcz za skurczem zbadała mnie przez odbyt, czy przypadkiem nie jechać ze mną od razu na porodówkę. Ale nie - najpierw było znowu badanie, rozwarcie na 4 palce, doktorka stwierdziła, że "i tak długo wytrzymałam" - ale to żaden problem nie był bo nie bolało przecież...

Zawieziono mnie na salę w wózeczku, dostałam szpitalną koszulinkę i od razu na łóżko, znowu ktg. Weszła położna i się pyta jak się nazywam. Powiedziałam a potem spytałam jak ona sie nazywa - zdziwiła się troszkę :) Lekarza zresztą też pytałam, nie tylko o imię zresztą, pogadaliśmy sobie o jego dziecku i porodzie. Mąż mnie troszkę denerwował w czasie skurczów bo gadał od rzeczy - mówił oddychaj pieskiem w trakcie zwykłego skurczu hehe - chyba był przerażony i zestresowany. No ale w międzyczasie bardzo pomagał, odwracał uwagę, dawał łyk wody, świetny był do trzymania za rękę w trakcie skurczu. :)

No ja oczywiście po zajęcia ze szkoły rodzenia mówię do położnej że chcę pobiegać, poskakać na piłce, pod prysznic... bo szybciej pójdzie. A ona na to, że nie, bo ja zaraz urodzę. No ale jak to zaraz? Pięć minut? Godzina? Tylko się uśmiechnęła enigmatycznie :) i rozerwała mi pęcherz płodowy, jak wody odeszły to taka ulga nastąpiła.... ufff... do kolejnego skurczu, mocniejszego już.

Obok rodziła jakaś kobietka, potem trafiłyśmy do tego samego pokoju, chwilami krzyczała tak, że myślałam że już się dziecko urodziło i ono tak krzyczy. Stwierdziłam że mi też wolno i też sobie pokrzyczałam troszkę :)) A co tam, dałam przynajmniej ujście energii hihi.

No ona już urodziła a położna się nią zajmowała gdy mnie chwyciły parte i zaczęłam się drzeć "prze mnie, prze mnie". No to przyleciała i zaczęła masować mi krocze - bolało, nie powiem, ale przyspieszyło całą sprawę. 3-4 parte, 10 minut, nacięcie i zobaczyłam dosłownie jak dziecko wychodzi ze mnie (bo zażyczyłam sobie żeby wysoko podnieść oparcie - grawitacja pomaga wyprzeć dzidzię). Nie wszystko pamietam dokładnie, ale wydała mi się ogromna, sina i z taką dłuuugą pępowiną. Ale jak położyli mi na brzuchu i mogłam ją dotknąć to wydała się malusia i krucha i śliska, że bałam się co by nie spadła z brzusia. Mąż przeciął pępowinę, bardzo wprawnie mu to poszło, bo to już drugi raz hihi no i zabrali Patrysię na badania i czyszczonko. Ja zostałam wymięta, z pomarszczonym płaskim brzuchem, prawie czarnym, w zakrwawionej szpitalnej koszuli.

No i potem przyszedł pan doktor, urodziłam łożysko, coś oporne było i nie chciało wyjść, musiałam poprzeć kilka razy a położna za pępowinę ciągnęła. Jak wyszło to je rozbabrali, oglądali z każdej strony a ja się śmiałam, że to drugie dziecko też śliczne, do męża podobne hihihi. No i potem szycie ale o tym już pisałam.... No i karmienie Patrycji pierwsze. A po obserwacji 2 godzinnej na położnictwo.



Tak jeszcze na marginesie - jak będziecie leżeć po porodzie i macica Wam się będzie boleśnie bardzo obkurczać to nie bójcie się pójść poprosić o jakąś tabletkę na ból. Mają w szpitalu takie co prawie od ręki pomagają i dają ulgę na pół dnia.
 


Ja sie witne i takiego slonka Wam zycze bo ja go mam:-), chociaz Izy to pewnie mocniej swieci niz moje;-) JESZCZE RAZ GRATKI SLICZNEJ I DUZEJ PATUNI:tak:

Wiec jakbyscie nie wiedzialy to nie urodzilam:no:, i sie nie zanosi, a najstraszniejsze jest to ze zadnych skurczykow, nic cisza:szok:, boshe zebym ja tylko tego porodu nie przespala;-)

Nie pisze do kazdej z osobna ale wiecie co nie chce mi sie:baffled:, musicie zrozumiec ciezarna:-D, zreszta co Wy mozecie o tym wiedziec:-D;-):-D;-), za to wszystkie buziam:tak:

Ide posprzatac i wtedy zajrze moze ktoras sie sypnie Asia, Iwonka wy takie najbardziej wskazujace:laugh2:, to nie zawiedzcie cioci Reni;-):-)

Do potem


 
Jak Wy fajnie wiecie, kiedy To nastąpiło :) Zazdroszczę :) Ja moge tylko zgadywać sobie... mniej więcej...

No mam nadzieję, że już króciutko i też będziecie tuliły swoje pocieszki. A teraz zmywam się do łózia, bo troszkę słabo się czuję... Może to przez ten nawał i nocki zarwane. A po porodzie położna wieczorem musiała mnie do kibelka jak babcie prowadzić bo ciemno mi się w oczach robiło...

Do miłego.... może po drzemce :) Buziolki :)
 
E Iza to Ty wesoly mialas ten porod usmialas sie troszke wcale mnie nie przerazil hahahaha ) wrewz gdzies przez moment lek zanikl...... hahahah no zobaczymy na jak dlugo hahaha ale fajnie to opisalas brakowalo tu takich opisow...) jak zaczelam czytac to pwiem szczrze ze przygotowalam sie na jakas zgroze po ktorej powiem o matko o jeju!! haha a tu fajny porod ):-)
 
reklama
ekstra, Iza wielkie dzięki w imieniu swoim i innych, pewnie zwłaszcza pierworódek za dokładny opis całej akcji:tak: !!! Witomino..no tam nikogo nie mam, ja dzieciństwo na Wzgórzu, a potem w samiutkim centrum - na Świętojańskiej. Z resztą nadal mieszka tam moja mama i jeszcze troche rodzinki też mam w Gdyni.

Lady - taka fajna ta książka? Hmm to może skoczę dzis do empiku..A ja mam termin na 18go, a lekarka powiedziała wczoraj że mam się zgłosić w razie czego na 10tą dobę po terminie, więc w najgorszym wypadku: 8+10=18 dni, czyli jednym słowem: masakra:baffled:

A ja piep..ę pogodę i idę z kundelkiem na spacer, nie wiadomo ile jeszcze się nim nacieszymy bo jest z lekka szurnięta i nieobliczalna (przygarnęliśmy ją kilka lat temu z ulicy) i nie wiem czy nada się do współmieszkania z noworodkiem :-( być może wyląduje u mamy...straszna szkoda, bo to nasze z Piotrkiem oczko w głowie, tyle radości wnosi mała wariatuncia nasza:blink:
no to do później, pozdrawiam.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry