wiecie co, dzisiaj nam Lenka spadła z łóżka na podłogę, normalnie jestem cała roztrzesiona, mam nadzieję że jej nic nie będzie...
leżała na łóżku z nami i wstając mówię do T żeby ja pilnował, a on zamknął na minutę oczy i w tym czasie mała zlądowała między łóżko a parapet, cudem ominęła żeliwny grzejnik.... tak strasznie płakała że aż się zaniosła i przez moment nie oddychała, dmuchnęłam jej w buźkę i załapała... płakała z 5 minut, potem było już w porzadku, po pół godzinie zjadła i usnęła, niby nie powinno się chyba dać spać, ale ona mi przy jedzeniu usnęła, dam jej pospać z pół godzinki i obudzę, będę dalej obserwować czy nic złego się nie dzieje....mówie wam, nie spuszczajcie oczu z dzieciaków bo chwila nieuwagi i może sie zdarzyc wszystko