Hej Dziewczyny!!
Dawno mnie nie było ale niestety trudny czas za mną i przede mną pewnie jeszcze też. Zmarł mój tato. Niestety przegrał walkę z rakiem. Choć właściwie nie wiem, czy o walce można mówić. Wszystko potoczyło się tak szybko. W połowie grudnia dowiedzieliśmy się o chorobie a 3 miesiące później umarł. W połowie marca dostał się na oddział onkologii, radioterapii, bo miał być leczony naświetlaniami ale okazało się, że ma rozległe przerzuty i zamiast go leczyć przewieźli do hospicjum, bo niestety nadziei na wyleczenie już nie było. Tam spędził 2 tygodnie. próbujemy się pozbierać.
Co do Igora, to łobuz się zrobił okrutny. Biega jak szalony, szczególnie na dworze i w nowych miejscach, nie zważając na zagrożenia i obecność mamy czy taty. Jednym słowem robi co chce, a wszelkie zakazy i nakazy manifestuje krzykiem, płaczem, wyrywaniem się i robieniem mostków. Czyżby bunt 2latka??? Czasami mam dość, bo to przecież takie spokojne dziecko do niedawno było. Oby to był okres przejściowy :-) Do tego wciąż walczymy z wiecznym katarem (podejrzewamy już alergię) i przeszedł niedawno trzydniówkę. No i ma już 11 ząbków.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i postaram sie teraz trochę częściej zaglądać.