reklama

Madurowicz w Łodzi

Temat na forum 'Poleć szpital, lekarza, położną' rozpoczęty przez anlumaka, 20 Październik 2010.

  1. anlumaka

    anlumaka Początkująca w BB

    Witam:-) Jestem jeszcze całkiem świeża na tym forum. Mam pytanko,a właściwie mnóstwo pytań o Szpital Madurowicza w Łodzi. Za niecałe półtora miesiąca urodzę synka i mam na oku właśnie ten szpital. Dodam jeszcze że mimo tego że mam dwójeczkę w domku, to porodówki w Łodzi są dla mnie wielką niewiadomą, bo dziewczynki rodziłam w innym mieście. Bardzo proszę o opinię dziewczyny które tam niedawno rodziły. Za wszystkie informacje będę ogromnie wdzięczna:-) Interesuje mnie zwłaszcza opieka na porodówce ,bo później ze smykiem to już sobie poradzę sama:-D mam wprawę:-p Napiszcie czy ZZO jest rzeczywiście na życzenie i bezpłatne i czy można je dostać bez problemu. Czy najpierw ubierają maluszka w szpitalne ciuszki,czy od razu trzeba mieć swoje? Czy mogą mnie odesłać do innego szpitala jeżeli nie będzie miejsc,bo tak słyszałam:szok: I proszę o wasze opinie bo pomimo tego że czeka mnie to po raz trzeci to czuję się jakbym szła po raz pierwszy:-(W Łodzi mieszkam dopiero 2 lata. A który szpital oferuje jeszcze zzo na życzenie bo czytałam że podobno Matka Polka ale nie wiem czy to aktualne informacje.Proszę napiszcie jeśli coś wiecie bo termin coraz bliżej a ja nadal nie wiem w którym szpitalu urodzić swojego Igorka:-(Pozdrawiam cieplutko
     
  2. switti

    switti Początkująca w BB

    Witaj,

    ja tez się szykuję na Madurowicza, termin mam za 3 m-ce.
    Z tego co się naczytałam i słyszałam, opieka na porodówce jest bardzo dobra, zarówno ze strony lekarzy, jak i położnych.
    Potem - na oddziale noworodkowym - już trochę gorzej, bo dzieciaków dużo, a pielęgniarek mało... Jak to ujęła moja koleżanka - "nikt nie będzie wokół Ciebie skakał".
    No ale skoro masz już dzieci, to dasz rade :)

    Pozdrawiam!
     
  3. reklama
  4. XdXX

    XdXX Początkująca w BB

    Madurowicz to najgorszy szpital. robia sobie doświatczenia na kobietach w ciąży , najpierw wyuwołuja porody a potem daja na wstrzymanie. Jesli juz ktoraś zacznie rodzic dostaje magiczny zastrzyk na powstrzymanie. To jest ich metoda na cofnięcie porodu aby sie nie przepracowac np. w święta. sama jestem tego przykładem. ja i moja córka miałyśmy godziny policzone.tylko pacjetki ordynatora oraz zony starzystów sa traktowane jak ksiezniczki.zwykłe pacjentki ktore oplacaja składki zus traktowane sa w sposób oburzajacy i nie etyczny.z takimi szpitalami sa podpisywane kontrakty przez narodowy fundusz zdrowia a pacjetki cierpia i ich dzieci jeszcze nie narodzone dzieci . co z tego ze maja nowoczesny sprzęt skoro obsługa szpitala jest nieetyczna i łamie przysiege hipokratesa.
    oczywiscie jest również miły życzliwy personel ale to jest tylko niewielki procent tego lecz i tak musza tanczyc jak im zagra kalinko-ordynator. pozdrowienia dla czwartego pietra!!!
    przestrzegam każda matkę czekająca na narodziny swego dziecka przed tym szpitalem!!!!!!!!!!!!!!!!
     
  5. Cashmere

    Cashmere Zaciekawiona BB

    edit
     
    Ostatnia edycja: 17 Luty 2012
  6. lk2011

    lk2011 Początkująca w BB

    Szpital Madurowicza/ Pirogowa
    Cześć dziewczyny napiszę wszystko to co przychodzi mi do głowy, bo kiedy ja byłam w ciąży strasznie szukałam informacji na temat przebiegu porodu oraz spraw organizacyjnych w szpitalu.

    Rodziłam w tym szpitalu, we wrześniu tego roku. Najpierw wywiad i badanie w izbie przyjęć.
    Później trafiłam na oddział przedporodowy we wtorek (w ten dzień wypadał mi termin porodu w/g usg).
    Oddział ten znajduje się na 4 piętrze, gdzie są:
    1. sala porodowa (na sali porodowej jest kilka ODDZIELNYCH sal, z możliwością zamknięcia drzwi. Jest dość przyjemnie. Ja rodziłam w sali nr 1 (niebieskiej)- w tej sali możliwy jest też poród w wodzie... ale szczerze mówiąc nie słyszałam, aby którakolwiek w ten sposób rodziła).
    2. sala do cięcia cesarskiego (nie byłam)
    3. sale oczekujących (sala przedporodowa). Noi tak... ogólnie pierwszego dnia to opowieści wszystkich dziewczyn, które oczekują na dziecko i nie mogą urodzić są przytłaczające. Opowiadają jak to są podłamane nieudaną próbą indukcji (wywołanie porodu poprzez podanie kroplówki z Oksytocyną) itd... Trochę to dobija, ale po kilku dniach zaczyna się to ignorować. Niektóre kobiety idą na indukcję i nagle wyjeżdżają z sali porodowej na salę cesarskiego cięcia- co dla oczekujących matek jest strasznie dołujące.
    Ogólnie leżałam 6 dni, zanim poród się zaczął + 3 dni po porodzie. Pierwszego dnia rano jesteś badana na dole, w izbie przyjęć- więc badanie przez lekarza dyżurującego na oddziale przedporodowym Cię omija tego dnia.
    3 razy dziennie idzie się na tony- tj. słuchanie serduszka dziecka- nie boli, przykładają po prostu taką jakby plastikową słuchawkę do brzucha i już.
    Pierwszego dnia pobierana jest krew- morfologia itd. Oczywiście codziennie obchód rano i wieczorem.
    Kolejnego dnia bada Cię lekarz (czasem jest sam, a czasem tych lekarzy jest 5 i 2 pielęgniarki/położne) i pobiera posiew z pochwy i odbytu oraz przeprowadza z tobą wywiad- ile ważysz, pyta kto prowadził ciążę, czy nie masz żylaków itd... :) Wykonywane jest jeszcze USG brzucha- przychodzi siostra i zabiera wszystkie "nominowane" na dół. Ogólnie podczas tego USG nie należy się o nic pytać, bo odpowiedzi się nie usłyszy. To usg wygląda zdecydowanie inaczej, aniżeli chodziłaś w trakcie ciąży do swojego lekarza, było miło itd. Tu słyszysz jak pani doktor dyktuje asystentce wymiary Twojego dziecka- takie suche dane). Doktor ma do zbadania 30 kobiet i nie ma czasu na odpowiadanie pytań- tak jest i tragedii nie ma- jak będzie coś nie tak to powie Ci o tym lekarz już na górze, na sali przedporodowej.
    Ogólnie dzień wygląda tak: temperatura, tony, śniadanie, KTG - indywidualnie(podłączają Ci takie urządzenie do brzucha, które monitoruje bicie serca dziecka, oraz ewentualne skurcze, wszystko samo się zapisuje), obiad, tony,KTG, kolacja, tony. -CZASEM KTG jest tylko 1xdziennie.
    Ja przyjechałam we wtorek do szpitala, w piątek miałam wykonywaną indukcję (wywołanie). Rano lewatywa (i nie jest straszna!!! Nie jest to nic miłego, ale nie ma co panikować). Zakładają wenflon i jedziesz na porodówkę. Niestety mnie podali oksytocynę, miałam skurcze przez 2 h, ale jak odłączyli kroplówkę to skurcze ustały. Wróciłam na salę przedporodową. :(( Byłam trochę załamana, fakt. Bo już się nastawiłam, że ujrzę swojego dziecko.
    Ale nie musiałam długo czekać, bo już z soboty na niedzielę zaczęły się skucze i dziecko zaczęło zsuwać się coraz niżej ( i tu już zaczęło boleć). Całą niedzielę miałam mocne skurcze, które nie dawały mi normalnie funkcjonować, lekarze radzili stać pod prysznicem -troszeczkę uśmierzało ból... więc stałam, ale w końcu bolały mnie nogi od stania (np. stałam godzinę :-/). Chodziłam na badanie średnio co 3 godziny, ale niestety nie miałam rozwarcia. To badanie już bardzo bolało...bo chcieli aby dziecko szybciej wyszło. W końcu po południu podali mi jakiś zastrzyk w pośladek, ale też średnio zadziałał. Później to bolało mnie tak, że leżałam na łóżku i położne przychodziły i robiły mi okłady z ręczników- w ogóle siostry bardzo fajne :)) O 22 mój mąż poszedł do doktora, i powiedział, że się strasznie męczę. Zabrali mnie na porodówkę. Zrobili lewatywę- teraz było fajnie :)hehehe Ogólnie nie wiadomo czy rozluźnić się czy nie:)
    Kazali mi usiąść na łóżku i czekać. Tak mnie bolało, że im wykrzyczałam żeby mi cesarkę zrobili (ogółnie moje dziecko ważyło 4120g w/g ich usg, które było robione w środe - przypominam, że akcja porodu je w niedzielę wieczór)ale stwierdzili że nie ma potrzeby. Bardzo irytują teksty ludzi, którzy Ci radzą- oddychaj głęboko... Mają racje, tylko że boli jak cholera.
    Zakładałam, że nie chcę znieczulenia, ale po tylu godzinach skurczów już chciałam. Powiem Wam tak. Lekarz (wredny spytał czy sądziłam że poród nie będzie mnie bolał... hmm bez komentarza. Myślę, że gdyby był w trakcie wykonywania tego zabiegu mój mąż to lekarz by się nie odważył na takiego typu dywagacje.) kazał mi usiąść na łóżku po turecku i mówił żebym się nie ruszała (było trudne bo w momencie skurczu boli jak cholera). Ogólnie znieczulenie nie boli w ogóle. Najpierw znieczula miejsce, a później dopiero wkłada coś tam:) Jak znieczulenie zaczęło działać to prawie zasnęłam :D Czułam 1 skurcz a nie 20 poprzedzających skurcz główny, że się tak wyrażę. Poczekałam chyba z godzinę pod kroplówką na rozwarcie. Przebili mi pęchęrz płodowy- nie boli.
    Następnie siostra spytała grzecznie, czy chcę leżeć na łóżku czy może chcę spróbować przez na kucki (opierając się o mojego męża). Oczywiście wariant 2. Ogólnie parłam chyba na milion sposobów:)) Powiem tak dzięki znieczuleniu miałam możliwość na skupieniu się, na prawidłowym parciu, oddechu itd. Kiedy było już podobno widać główkę (nie czułam tego i nie słyszałam co mówi położna i lekarz) to stanęła przede mną położna ubrana w fartuch, maskę, rękawiczki, a mnie założyli takie ochraniacze z wikliny na nogi to wtedy zdałam sobie sprawę, że za chwilę ujrzę moje dziecko. Poprosiłam panią doktor żeby oparła mi się na brzuchu, (wtedy dziecko szybciej wychodzi :)) Pomogło , urodziłam :) Urodzenie łożyska nie pamiętam w ogóle, nie bolało nic- ale to chyba dzięki znieczuleniu :) Byłam jeszcze łyżeczkowana, to też nie bolało. Szycie hmm... miałam już moje dziecko na swoim brzuchu więc same wiecie:) Nie było to przyjemne, ale dało się przeżyć, oczywiście też znieczulają miejscowo.
    Z takich organizacyjnych rzeczy:
    Miałam zielone wody płodowe... wkurzyło mnie to, bo podobno lekarze umieją sprawdzić je pod specjalnymi lampami. Mnie nie sprawdzili. Moje dziecko było owinięte 2 razy pępowiną. Położna (ruda) wielki fachowiec naprawdę, szybko zareagowała. :)
    Dodatkowo moje dziecko ważyło 4500 g... cieszę się, że udało mi się urodzić naturalnie, z mężem (bo bardzo tego chciałam)aczkolwiek uważam, że powinnam mieć wykonane cesarskie cięcie. Sądzę, że miałam dużo szczęścia.[​IMG]
    Zawieźli mnie na dół, kazali spać. Poszłam spać, a po godzinie przynieśli dziecko :)) Nie miałam od razu pokarmu, więc poprosiłam siostrę żeby nakarmiła moje dziecko butelką- bez problemu. Siostry na sali poporodowej bardzo miłe.
    Już po porodzie okazało się, że pani doktor która mnie szyła zrobiła to nieprawidłowo i miałam zapalenie szwów... Wzięłam antybiotyk i przeszło.[​IMG]
    Lekarze byli mili. Nie wiem czy byli po prostu mili, czy dlatego, że był mąż.

    Jeżeli któraś idzie na przedporodówkę to niech weźmie ze sobą od razu sztućce i kubek do picia!!! i jakieś pieniądze (na dole jest sklepik).
    Po porodzie jest zakaz noszenia majtek, więc nie trzeba brać. Wkłady są korytarzu, ale warto mieć 1 paczkę przy sobie. Wkłady są za darmo.
    Na korytarzu są również butelki z mlekiem dla noworodków. Za darmo.
    Na salę porodową weźcie butelkę wody i mały ręcznik do twarzy.
    Pomoc drugiej osoby jest nieoceniona. Ja bardzo chciałam mieć męża przy sobie. Ogólnie nie pocieszał mnie, tylko pomagał. Przytulał, mówił komendy typu- wymień powietrze itd. To strasznie pomagało. Rozumiem kobiety, które nie chcą męża na sali porodowej, to weźcie koleżankę, mamę obojętnie to pomaga bardzo, jeżeli przeraża Was samo słowo poród ;)

    Podsumowując polecam szpital, choć myślę, że miałyśmy z moją córką dużo szczęścia podczas porodu:)

    Każdy poród jest indywidualny. Jedne dziewczyny przyjeżdżają i rodzą w godzinę i nie potrzebują znieczulenia.
    Ogólnie krąży mit, że w tym szpitalu nie dają znieczulenia. Dają, ale jeżeli widzą, że już jest główka i za chwilę kobieta urodzi to po co?.
     

Poleć forum