reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry...

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

reklama

Mam problem.. teściowie 😔

Zapłakana96

Fanka BB :)
Dołączył(a)
3 Październik 2019
Postów
3 512
Już się popsuło 😢😟
Wiem że najchętniej byś mu dała ultimatum że albo rodzice albo ty eh takie rzeczy nie są proste i nigdy nie da się przewidzieć co będzie odpowiedzią... On cię kocha na pewno ale takie sytuacje dla nikogo nie są łatwe i dla niego też nie są. Spróbuj z nim porozmawiać wieczorem na spokojnie... Albo jak jest jak mój mąż czyli nie umie normalnie rozmawiać to powiedz mu że ma cię tylko wysłuchać i powiedz mu jak się czujesz z tym że tak cię teac traktuje a przede wszystkim jak boli cię jego reakcja a raczej jej brak. Postaraj się raczej unikać zdań typu jak się to nie zmieni to odchodzę bo tego się już nie cofnie. Powiedz że go kochasz ale nie dajesz już rady psychicznie i że prosisz żeby jej pomógł. Z facetem czasami lepiej delikatnie
 
reklama

Mono88

Fanka BB :)
Dołączył(a)
7 Czerwiec 2021
Postów
354
Jestem bardzo ciekawa dziewczyny, jak się sytuacja u Was rozwinęła. Czy macie już spokój, czy przeciwnie, wojna z teściami trwa.
Jestem w bardzo podobnej sytuacji, co jedna z Was, mieszkam z przyszłym mężem u niego w domu, mieszkają z nami jego rodzice i brat. Partner prowadzi tu dość duże gospodarstwo z hodowlą zwierząt, jego rodzice dużo pomagają, bez nich nie dałby rady sam. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Nie możemy się wyprowadzić, nic nie można im powiedzieć, bo jest się zależnym od pracy ich rąk. A są okropni... Tzn dla swoich dzieci są normalni, bo synowie są przyzwyczajeni do tego, jacy rodzice są, ale ja nie umiem się tu odnaleźć. Oni muszą wszystko wiedzieć, wszystko widzieć, skomentować. Są pełni krytykanctwa i pogardy dla ludzi, wszyscy są durni tylko oni najmądrzejsi. Teściowa cierpi chyba na manię prześladowczą, bo wszystko co robi, robi przez pryzmat tego co ludzie powiedzą. I nam wszystkim każe tak postępować. Przykładowo, nie pojechałam kiedyś do kościoła, a poszłam z ich wnuczką na spacer po wsi, to się darła, że łazimy po wiosce wtedy, kiedy jest msza, co ludzie na to powiedzą. Jestem w widocznej ciąży i też najlepiej, żebym się nigdzie nie pokazywała, bo wstyd przed ludzmi, bo ślubu nie mamy, a dziecko w drodze. Do sklepu nie pójdzie, bo ludzie zobaczą i będą gadać, że do sklepu chodzi i co kupuje. Nosa za bramę nie wystawi, bo zaraz pewnie ktoś ją obgada. A sama obgaduje od rana do wieczora. Wszystkich. Ludzi ze wsi, rodzinę, własne dzieci, kiedy ich nie ma. Mnie też, a potem dochodzą mnie słuchy od innych, że niby nic w domu nie robię, roboty nie znam, do niczego się nie nadaję. A ja w domu sprzątam, bo ona się nie ruszy, czasem gotuję, kiedy jej nie ma, bo jak jest to się obraża, że się panoszę. Pomagam przy zwierzętach, mimo że nie powinnam się forsować, bo jestem w ciąży, a bydło to nie stado kurek, łatwo o krzywdę. Ale chyba o to właśnie chodzi, że nie doję krów tylko ona musi, a ma aż 59 lat i chciałaby już odpocząć. Nie ważne to, że jestem w 8 miesiącu ciąży, ona przecież do ostatniego dnia w polu siedziała to każdy tak może... Czasem już psychicznie nie wyrabiam, bo u mnie w domu takich zachowań nie było. Moja mama nie pozwala mi siatki z zakupami nosić, a ta najchętniej wygnałaby mnie obornik przerzucać... Dużo można by pisać, ale co po tym, jak wyjścia z sytuacji i tak nie ma 😔 dopóki żyją, jestem na nich skazana.
 

Zani2407

Fanka BB :)
Dołączył(a)
26 Sierpień 2018
Postów
8 056
Jestem bardzo ciekawa dziewczyny, jak się sytuacja u Was rozwinęła. Czy macie już spokój, czy przeciwnie, wojna z teściami trwa.
Jestem w bardzo podobnej sytuacji, co jedna z Was, mieszkam z przyszłym mężem u niego w domu, mieszkają z nami jego rodzice i brat. Partner prowadzi tu dość duże gospodarstwo z hodowlą zwierząt, jego rodzice dużo pomagają, bez nich nie dałby rady sam. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Nie możemy się wyprowadzić, nic nie można im powiedzieć, bo jest się zależnym od pracy ich rąk. A są okropni... Tzn dla swoich dzieci są normalni, bo synowie są przyzwyczajeni do tego, jacy rodzice są, ale ja nie umiem się tu odnaleźć. Oni muszą wszystko wiedzieć, wszystko widzieć, skomentować. Są pełni krytykanctwa i pogardy dla ludzi, wszyscy są durni tylko oni najmądrzejsi. Teściowa cierpi chyba na manię prześladowczą, bo wszystko co robi, robi przez pryzmat tego co ludzie powiedzą. I nam wszystkim każe tak postępować. Przykładowo, nie pojechałam kiedyś do kościoła, a poszłam z ich wnuczką na spacer po wsi, to się darła, że łazimy po wiosce wtedy, kiedy jest msza, co ludzie na to powiedzą. Jestem w widocznej ciąży i też najlepiej, żebym się nigdzie nie pokazywała, bo wstyd przed ludzmi, bo ślubu nie mamy, a dziecko w drodze. Do sklepu nie pójdzie, bo ludzie zobaczą i będą gadać, że do sklepu chodzi i co kupuje. Nosa za bramę nie wystawi, bo zaraz pewnie ktoś ją obgada. A sama obgaduje od rana do wieczora. Wszystkich. Ludzi ze wsi, rodzinę, własne dzieci, kiedy ich nie ma. Mnie też, a potem dochodzą mnie słuchy od innych, że niby nic w domu nie robię, roboty nie znam, do niczego się nie nadaję. A ja w domu sprzątam, bo ona się nie ruszy, czasem gotuję, kiedy jej nie ma, bo jak jest to się obraża, że się panoszę. Pomagam przy zwierzętach, mimo że nie powinnam się forsować, bo jestem w ciąży, a bydło to nie stado kurek, łatwo o krzywdę. Ale chyba o to właśnie chodzi, że nie doję krów tylko ona musi, a ma aż 59 lat i chciałaby już odpocząć. Nie ważne to, że jestem w 8 miesiącu ciąży, ona przecież do ostatniego dnia w polu siedziała to każdy tak może... Czasem już psychicznie nie wyrabiam, bo u mnie w domu takich zachowań nie było. Moja mama nie pozwala mi siatki z zakupami nosić, a ta najchętniej wygnałaby mnie obornik przerzucać... Dużo można by pisać, ale co po tym, jak wyjścia z sytuacji i tak nie ma 😔 dopóki żyją, jestem na nich skazana.
Albo się uodpornisz albo uciekniecie z mężem albo się rozstaniecie albo będziecie razem ale w ciągłej kłótni, w końcu tak każde stanie się nieszczęśliwe bo nawzajem będziecie się obwiniać, mąż będzie między młotem a kowadłem a Ty zawsze bedziesz wyrzutkiem. Mysle, ze musisz obrosnąć w gruba skore jeśli żadne inne rozwiazanie jak wyprowadzka nie ma szansy bytu. Oni się nie zmienia.
 

Zapłakana96

Fanka BB :)
Dołączył(a)
3 Październik 2019
Postów
3 512
Znam temat moi teście są podobni...nie wiem jak twój mąż ale mój nigdy się nie dogadywał z rodzicami ale od dziecka miał wpajane że musi zostać na gospodarstwie i do niczego innego się nie nadaje i tak też zostało że pracował cały czas jak parobek... Gdy zabierał mnie do swojego domu przed ślubem teście byli ok ale wszystko się zmieniło gdy z nimi zamieszkałam... Fakt że na początku robiłam tak żeby teście byli zadowoleni wiele razy mówiłam mężowi odpuść bo będzie wojna ale to jest wbrew mojej naturze i nie lubię się podporządkowywać więc gdy się okazało jak mi tyłek objechali i jak to ja jestem wszystkiemu winna że niczego nie nauczona itp to się wscieklam i skończyło się moje miłe podejście... Suma summarum osiągnęłam swój cel i teście przepisali na męża gospodarstwo po ślubie ale i tak się wtrącają cały czas ale za 2 lata minie okres w którym musimy prowadzić to gospodarstwo bo choć jest duże to źle wybudowane i przy zwierzętach większość trzeba robić ręcznie... Mąż się wkurza że trzeba było iść od razu po ślubie jak najdalej od jego rodziców a nie liczyć że oni się zmienia ale niestety przez to że on byl zarejestrowany jako domownik a nie pracownik to w świetle prawa był bez dochodu a ja byłam świeżo po maturze i w ciąży i kredytu byśmy nie dostali a teście by nic nam nie dali gdybyśmy odeszli... Za 2 lata sprzedajemy gospodarstwo i idziemy stąd z zapleczem pieniędzy(oczywiście teściom damy pieniądze też żeby żyli bez martwienia się o kasę )... Oni nie mają jeszcze wieku emerytalnego i pomagają w gospodarstwie bo niestety we dwóch nie jesteśmy w stanie tego robić sami wszystkiego bo doby by nie starczyło a nie ma opcji że nie będą się wtrącać jeśli zostaniemy i choćbyśmy podzielili dom to nic to nie da bo już teraz robią nam na złość jak tylko jest coś nie po ich myśli... Dla mnie najważniejsze jest że mąż jest po mojej stronie i mamy światełko w tunelu że będzie kiedyś pięknie, pójdziemy do pracy i będziemy żyć z naszymi dziećmi w spokoju... Gospodarstwo nie wchodzi też w grę z powodu problemów z kręgosłupem mojego męża... Mam satysfakcję pewna z tego że stracą gospodarstwo bo to jedyna strata która ich zaboli, jak by to nie brzmiało to zemscilam się za to poniewieranie nami, za wyśmiewanie się z nas gdy przeżywaliśmy stratę dziecka...sami są sobie winni bo na starość zostaną sami
Jestem bardzo ciekawa dziewczyny, jak się sytuacja u Was rozwinęła. Czy macie już spokój, czy przeciwnie, wojna z teściami trwa.
Jestem w bardzo podobnej sytuacji, co jedna z Was, mieszkam z przyszłym mężem u niego w domu, mieszkają z nami jego rodzice i brat. Partner prowadzi tu dość duże gospodarstwo z hodowlą zwierząt, jego rodzice dużo pomagają, bez nich nie dałby rady sam. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Nie możemy się wyprowadzić, nic nie można im powiedzieć, bo jest się zależnym od pracy ich rąk. A są okropni... Tzn dla swoich dzieci są normalni, bo synowie są przyzwyczajeni do tego, jacy rodzice są, ale ja nie umiem się tu odnaleźć. Oni muszą wszystko wiedzieć, wszystko widzieć, skomentować. Są pełni krytykanctwa i pogardy dla ludzi, wszyscy są durni tylko oni najmądrzejsi. Teściowa cierpi chyba na manię prześladowczą, bo wszystko co robi, robi przez pryzmat tego co ludzie powiedzą. I nam wszystkim każe tak postępować. Przykładowo, nie pojechałam kiedyś do kościoła, a poszłam z ich wnuczką na spacer po wsi, to się darła, że łazimy po wiosce wtedy, kiedy jest msza, co ludzie na to powiedzą. Jestem w widocznej ciąży i też najlepiej, żebym się nigdzie nie pokazywała, bo wstyd przed ludzmi, bo ślubu nie mamy, a dziecko w drodze. Do sklepu nie pójdzie, bo ludzie zobaczą i będą gadać, że do sklepu chodzi i co kupuje. Nosa za bramę nie wystawi, bo zaraz pewnie ktoś ją obgada. A sama obgaduje od rana do wieczora. Wszystkich. Ludzi ze wsi, rodzinę, własne dzieci, kiedy ich nie ma. Mnie też, a potem dochodzą mnie słuchy od innych, że niby nic w domu nie robię, roboty nie znam, do niczego się nie nadaję. A ja w domu sprzątam, bo ona się nie ruszy, czasem gotuję, kiedy jej nie ma, bo jak jest to się obraża, że się panoszę. Pomagam przy zwierzętach, mimo że nie powinnam się forsować, bo jestem w ciąży, a bydło to nie stado kurek, łatwo o krzywdę. Ale chyba o to właśnie chodzi, że nie doję krów tylko ona musi, a ma aż 59 lat i chciałaby już odpocząć. Nie ważne to, że jestem w 8 miesiącu ciąży, ona przecież do ostatniego dnia w polu siedziała to każdy tak może... Czasem już psychicznie nie wyrabiam, bo u mnie w domu takich zachowań nie było. Moja mama nie pozwala mi siatki z zakupami nosić, a ta najchętniej wygnałaby mnie obornik przerzucać... Dużo można by pisać, ale co po tym, jak wyjścia z sytuacji i tak nie ma dopóki żyją, jestem na nich skazana.
 

ZielonaMamma

Fanka BB :)
Dołączył(a)
2 Grudzień 2020
Postów
304
Znam temat moi teście są podobni...nie wiem jak twój mąż ale mój nigdy się nie dogadywał z rodzicami ale od dziecka miał wpajane że musi zostać na gospodarstwie i do niczego innego się nie nadaje i tak też zostało że pracował cały czas jak parobek... Gdy zabierał mnie do swojego domu przed ślubem teście byli ok ale wszystko się zmieniło gdy z nimi zamieszkałam... Fakt że na początku robiłam tak żeby teście byli zadowoleni wiele razy mówiłam mężowi odpuść bo będzie wojna ale to jest wbrew mojej naturze i nie lubię się podporządkowywać więc gdy się okazało jak mi tyłek objechali i jak to ja jestem wszystkiemu winna że niczego nie nauczona itp to się wscieklam i skończyło się moje miłe podejście... Suma summarum osiągnęłam swój cel i teście przepisali na męża gospodarstwo po ślubie ale i tak się wtrącają cały czas ale za 2 lata minie okres w którym musimy prowadzić to gospodarstwo bo choć jest duże to źle wybudowane i przy zwierzętach większość trzeba robić ręcznie... Mąż się wkurza że trzeba było iść od razu po ślubie jak najdalej od jego rodziców a nie liczyć że oni się zmienia ale niestety przez to że on byl zarejestrowany jako domownik a nie pracownik to w świetle prawa był bez dochodu a ja byłam świeżo po maturze i w ciąży i kredytu byśmy nie dostali a teście by nic nam nie dali gdybyśmy odeszli... Za 2 lata sprzedajemy gospodarstwo i idziemy stąd z zapleczem pieniędzy(oczywiście teściom damy pieniądze też żeby żyli bez martwienia się o kasę )... Oni nie mają jeszcze wieku emerytalnego i pomagają w gospodarstwie bo niestety we dwóch nie jesteśmy w stanie tego robić sami wszystkiego bo doby by nie starczyło a nie ma opcji że nie będą się wtrącać jeśli zostaniemy i choćbyśmy podzielili dom to nic to nie da bo już teraz robią nam na złość jak tylko jest coś nie po ich myśli... Dla mnie najważniejsze jest że mąż jest po mojej stronie i mamy światełko w tunelu że będzie kiedyś pięknie, pójdziemy do pracy i będziemy żyć z naszymi dziećmi w spokoju... Gospodarstwo nie wchodzi też w grę z powodu problemów z kręgosłupem mojego męża... Mam satysfakcję pewna z tego że stracą gospodarstwo bo to jedyna strata która ich zaboli, jak by to nie brzmiało to zemscilam się za to poniewieranie nami, za wyśmiewanie się z nas gdy przeżywaliśmy stratę dziecka...sami są sobie winni bo na starość zostaną sami
Zamieszkaliście z teściami, którzy dali Wam gospodarstwo i dach nad głową, a jedyne, co chcesz zrobić, to się zemścić... Nieźle. Trzeba było samemu iść do pracy, a nie czekać na darowiznę, bo nikt Wam nie musiał nic dawać.
 
Dołączył(a)
28 Grudzień 2019
Postów
13
Sorki że się nie odzywałam, całkowicie zapomniałam o wątku który założyłam. A więc tak do tej pory mieszkam z teściami a może mieszkanie to za duże słowo, żyjemy pod jednym dachem ale nie odzywamy się do siebie. Było u nas dużo awantur o wyjazdy do moich rodziców gdzie wręcz mi zabraniali do nich jeździć. Miarka się przebrała jak zaczęli na nich nadawać że nas buntują i źle to wplywa na nas i zaczęli takie tematy przy dziecku. Wybuchłam i wywiązała się straszna awantura po której ja do nich nie schodzę schodzi tylko czasem mąż z dzieckiem. Padło sporo przykrych dla mnie słów i za miesiąc moze 1.5 bedziemy mieli już swój dom 70km od nich i sie wyprowadzamy. Tylko tym żyje i nie mogę się doczekać. Te lata co tu mieszkam to były najgorsze lata mojego życia pełne nerwów i stresu. NIGDY ALE TO NIGDY młode mężatki nie pchajcie się w mieszkanie z teściami bo dopóki jesteście cicho to będzie ok ale jak już sie postawicie to będzie bardzo napięta atmosfera. Bardzo się cieszę że mój mąż w koncu przejrzał na oczy i zobaczył że w takim układzie daleko nie zajedziemy. A już odwrotu nie ma, umowy podpisane, zaliczki wpłacone. Jedyne co to tylko brat i siostra męża nie bardzo są za naszą decyzją bo bedą musieli odwiedzać rodziców czesciej bo siostra próbowała przekonać męża zeby jeszcze zrezygnować, ale mi to już jest obojętne co komu sie podoba. Teściowie jeszcze nie wiedzą ze dopinamy wszystko i sie wyprowadzamy to sie zdziwią aż nie mogę się doczekać ich miny.
 

inkaby

Fanka BB :)
Dołączył(a)
26 Maj 2020
Postów
4 271
Witam..
Zacznę od tego że jestem 1.5 roku po ślubie...mamy z mężem synka 9 miesięcy, przeprowadziłam się do domu męża w którym mieszkają też jego rodzice. Jak zaszłam w ciąże musiałam iść na zwolnienie z powodu ciąży zagrożonej. I wtedy się zaczęło.. będąc w ciąży dużo czasu spędzałam w domu.. A że nie mam tutaj żadnych znajomych, koleżanek, ani fajnych sąsiadek to było to dla mnie dość ciężkie. Zrobiliśmy sobie z mężem osobne piętro gdzie mamy kuchnię, łazienkę 3 pokoje.. I uważam że to był wielki błąd. Nie doświadczona życiowo zgodzilam się na mieszkanie z tesciami.. niby to jest dom męża Ale wszystko musi być tak jak tesciowe chcą.. mamy wejście swoje do domu A teściowie swoje Ale z naszego wejścia można zejść na dół od razu do nich.. już na początku ciąży były wizyty teściowej codziennie.. nawet 10 razy dziennie. Oczekiwali ode mnie że będę z nimi siedziała na dole oglądała telewizję i pila herbatę. Strasznie mnie ten stan męczył ponieważ w moim rodzinnym domu niby mieszkaliśmy razem z rodzicami i braćmi Ale jednak nikt nie interesował się nikogo życiem.. dodam że teściowie nie pracują A mają małe gospodarstwo.. zaczęło się to robić dla mnie nie do wytrzymania .. za każdym razem jak gdzieś chcieliśmy jechać np w sobotę o 14 to były pretensje że jedziemy tak wcześnie A tu tyle roboty.. były pytania gdzie I do kogo jedziemy.. wchodzenie bez plukania na górę.. no popropstu zero prywatność.. mamy własną kuchnię A i tak teściowa zasypywała nas jedzeniem które później musiałam wyrzucać.. no i w końcu urodził się nasz synek wtedy się zaczęło.. przechodzenie do nas za każdym razem jak usłyszą że mały płacze.. czasem wybudzali mi też go bo teściowa to taka krzycząca kobieta.. jak jechaliśmy do moich rodziców to zawsze był problem I jak wracaliśmy np o 19 to pretensje że męczymy dziecko.. jak przyjeżdżają goście to teściowa przybiega do nas żeby nas zawołać na dół bo ktoś tam przyjechał.. I musiały siedzieć bo jak nie to jest awantura.. A my czasem nie mamy ochoty iść I siedzieć z ich gośćmi (to wtedy mówi że to nie ładnie tak) możemy pójść na na godzinę A nie na 7 tak jak oczekuje teściowa.. wkurza mnie to ze traktuje nas jak dzieci nawet jak jesteśmy na zakupach to dzwoni żeby przyjechać bo goście są.. czuje się jak małe dziecko bo w moim rodzinnym domu nikt mnie nie kontrolował A tutaj jest inaczej.. oczekują że będziemy im wszystko mówić. Nawet ostatnio był tekst zostaw małego na dole I idź na górę tak rozkazujaco, a dodam że mój synek jest grzeczny i można przy nim wszystko zrobić.. teść nigdy nie miał synka na rękach ma 70 lat i się boi A teściowa nie słucha co się do niej mówi za nic ma nasze zdanie.. boję się ze będzie podważać nasze zdanie przy synku..boję się też z nimi go zostawić bo nie mam zaufania do nich za grosz.. powiedzcie mi czy przesadzam czy może chodź troszkę mam rację.. 😔😔😔
Lepiej nie będzie będzie tylko gorzej- wyprowadźcie się
 

Madzia86G

Fanka BB :)
Dołączył(a)
23 Październik 2021
Postów
431
Miasto
Tarnowskie Góry
To zależy jacy są rodzice.

Gdybyśmy mieszkali u moich rodziców to pewnie by już do rozwodu doszło albo też szukali swojego kącika. Moi rodzice są strasznie zaborczy i władczy.

Ale mieszkamy u moich teściów. Zupełnie inny rodzaj ludzi. Mieszkam tu 4 lata, jesteśmy rok po ślubie. I dosłownie ani razu się nie wtrącili w nasze życie. Mamy dosłownie wolną rękę co do naszego życia.
Teściowie od razu też mi powiedzieli, że tak samo na podwórku- jeśli chcę coś sobie posadzić to wolna wola.
 
reklama
Dołączył(a)
28 Grudzień 2019
Postów
13
To zależy jacy są rodzice.

Gdybyśmy mieszkali u moich rodziców to pewnie by już do rozwodu doszło albo też szukali swojego kącika. Moi rodzice są strasznie zaborczy i władczy.

Ale mieszkamy u moich teściów. Zupełnie inny rodzaj ludzi. Mieszkam tu 4 lata, jesteśmy rok po ślubie. I dosłownie ani razu się nie wtrącili w nasze życie. Mamy dosłownie wolną rękę co do naszego życia.
Teściowie od razu też mi powiedzieli, że tak samo na podwórku- jeśli chcę coś sobie posadzić to wolna wola.
Mają okropny charakter, ciągle chcą rządzić tym jak dysponujemy naszym wolnym czasem, kogo odwiedzamy, gdzie jedziemy. Na szczęście za 3 miesiące się wyprowadzamy.
 
Do góry