Ja bym tam mogła dwuletnią Emmę urodzić.
Teraz nam dużo lepiej razem niż kiedy jako noworodka i niemowlaka miałam ochotę ją wyrzucić za okno albo oddać za darmo

Teraz toto przynajmniej ludzkie jest...przedtem to był diabeł wcielony który doprowadził matkę na skraj depresji.
Milenko - dziewczyny dobrze piszą, co tylko możecie róbcie razem. Emma z nami odkurza, mopuje, podłogi na sucho przeciera
I zero spinki, że jak mi trzyma rurę od odkurzacza to pół podłogi nie jest odkurzone, zrobi się następnym razem. Luzik...ja zagryzę zęby a dzieciak spokojniejszy.
Owszem, tak jak Ty nie lubię jej koło kuchenki jak gotuję, ale zawsze jej pozwolę np pietruszkę do zupy wrzucić, czy parę warzyw do gulaszu z łyżki. A tak to jej daję zestaw do gotowania na stolik w kuchni, normalne garnki, łyżki, plasterki marchewki, płatki kukurydziane, wodę mineralną i Emma gotuje.
A ile mogę czasu to tyle jej poświęcam. Nigdy nie wiadomo ile tak naprawdę jest nam go dane i chce wykorzystać każdą minutę. Uwielbiam patrzeć jak się rozwija, zmienia, mądrzeje. Potrafi mnie doprowadzić do białej gorączki i rozmieszyć do łez, potrafi być uparta jak osioł i wyć jakby ją ktoś zarzynał, a za chwilę całuje i "przeprasza". Uczymy się siebie codziennie i chyba to pierwsza szkoła z której coraz rzadziej mam ochotę zrywać się z lekcji

Zaczęło mi się nie chcieć chodzić do pracy bo zdecydowanie mam lepszy ubaw z małą w domu ...tylko czasem są dni kiedy praca jest błogosławieństwem i ucieczką od dwulatki.