No więc było tak że zrobiłam 2 testy bo mi sie okres spóźniał i wyszły negatywne, potem odrzuciło mnie od papierosów od kawy, to zrobiłam kolejny test no i wyszedł pozytywnie, weszłam do sypialni i sie popłakałam, nie wiedziałam co zrobić a jak mój wszedł do łazienki i zobaczył wynik to przyszedł do mnie w całkowitym spokoju, przytulił i poprostu zaczął sie cieszyć... W sumie to jak widziałam się z dziewczyną mojego wójka (byłam wtedy w 2 tyg ciąży oczywiście nic o tym nie wiedziałam) ona opowiadała mi jak sie czuje bo była już w 9 tyg i w sumie sobie pomysłałam że chciałabym już też mieć kruszynkę którą będe mogła obdarować razem z Markiem ogromną miłością no i okazało sie że jestem... Inni? Rodzina M. zaczęła mu gratulować że nareszcie, zaczęli sie mną niesamowicie opiekować (do nich mam 12km a moi rodzice niestety muszą pracować za granica) a moim rodzicą powiedziałam przez tel z płaczem to zaczęła mnie uspakajać, powiedziała że mogliśmy troche poczekać ale są bardzo szczęśliwi, że żadnego grzechu nie popełniłam, że grzechem by było gdybym dziecka urodzić nie chciała... No i od tamtej pory w pełni cieszymy się ciążą... Jedyny gorszy moment był kiedy lekarz powiedział mi po usg że mam niewielkie oddzielenie błon pozałożyskowych ale po ostatnm badaniu okazało się że ono poprostu musi sobie tam być że nie grozi dzidzi i nie przeszkadza w niczym...
Dlaczego zrezygnowałam... Wszystkim mówiłam nieco inaczej, nie chciałam żeby mój M sie obwiniał, mówiłam poprostu że nie dałam rady pogodzić pracy i nauki... Tak naprawde było tak że zależało mi bardzo na utrzymaniu mieszkania a niestety musiałam sama je utrzymywać bo mój był w wojsku a ja chciałam żeby mógł przyjeżdrzać do naszego gniazdka no i zrezygnowałam sama z siebie ze studiów z myślą że na następny rok zaczne nowe bardziej mi odpowiadające... U mnie ćwiczenia z socjologi do zaliczenia były pestką ale wykłady to była makabra...
Dziekuje za wysłuchanie... Pozdrawiam...