Kasiek, mówię, że gdyby np. w przyszłym roku sobie odpuścił, to nie pozwolę mu powtarzać klasy, bo nie mam na to czasu. teraz dobrze się uczy, jest nawet jednym z najlepszych w klasie, ale skąd mam wiedzieć, co mu może odbić za rok.?
23may tak, zostały mu 2 lata.. on czasem robi komuś komputer, w wakacje będzie pracować.. i to wszystko co zarobi daje mi, chyba, że coś potrzebuje + olejki do efajki, więc to nie jest tak, że nic nie robi, ale jest tego za mało, żebyśmy mogły wyżyć..
Renata jego rodzicom się nie wytłumaczy. a nawet sędzina powiedziała, że bardziej mi się opłaca zasiłek brać, bo skoro oni ofc. utrzymują się z zasiłków to mogę liczyć najwyżej na 100 zł alimentów od nich :/ po 2, przychodzi do nich pismo z sądu pierwsze co robią biorą rzeczy K. i za drzwi. bo przecież stracą 100 zł, a wiesz ile piwa można za to kupić.? jak dobra przecena to nawet 100 puszek.. scenariusz z moją mamą bardzo prawdopodobny, bo jak się kłócimy to o tym mówi.. pewnie w takiej sytuacji poszłabym do K., ubłagałabym jego babcie, żeby zaopiekowała się Wicią i go to the work.. gdybym coś dokładała do rachunków i jedzenia to może by mnie jakiś czas nie wyrzucili.. drugi scenariusz mało prawdopodobny. on nie ma nikogo poza nami. nikt inny go nie kocha, bo na 100% jestem pewna, że rodzice go nie kochają. babcie ma twardą, miała kobieta ciężkie życie, więc jeżeli go kocha, to mu tego nie okaże. gdybym nie była upierdliwa i za nim nie chodziła stale to w życiu byśmy razem nie byli, bo on się bał ludzi. ojciec go bił (bije.? nie wiem.), wmawia mu, że jest najgorszy, do niczego się nie nadaje.. jak był w wieku Wici przybijał go gwoździami do podłogi, żeby mu nie przeszkadzał. dziwię się jego matce, że po czymś takim zamiast się spakować i uciekać z dzieciakiem zrobiła sobie z nim 4 następne.. ale bił i wyzywał tylko K.. K. obiecał mi, że jak skończy szkołę to nigdy nie dopuści do tego, żebyśmy musieli żyć tak jak żyje jego rodzina.. myślę, że on ny chciał coś zrobić, żeby pomóc, ale nie wie jak. a ja jestem za nerwowa i zamiast tłumaczyć krzyczę na niego.. a on się wycofuje i idzie grać, albo spać.. tak sobie podsumowałam wszystko i myślę, że może za dużo na niego tu gadałam, a za mało na siebie, ale ciężko jest mówić o sobie. nie chwaliłam go. ani na forum, ani tu. nie mówiłam o nim nic miłego.. a przecież on nie jest taki okropny.. głównym problemem jest kasa i to, że on chce być jak inni w jego wieku.. że wychodzi na piwo z kolegami i nikt mu nie dzwoni po 15 minutach, że ma natychmiast wracać i wlać wodę dziecku do kąpania (nie mają ciepłej wody w kranie, trzeba gotować w garach, miałam uszkodzoną rękę, a taki gar trochę waży.. znowu tłumaczę siebie, nie jego :/).. widzę, jak bawi się z Małą, że ona jest szczęśliwa jak jego widzi. że on sam chce Ją kąpać, bo może się z nią pobawić kaczuszkami.. jak się wścieka jak jego najmłodszy (8lat) brat Ją uderzy.. on tylko nie ma kasy.. żeby mieć kasę, trzeba mieć pracę, żeby mieć pracę trzeba mieć wykształcenie/doświadczenie.. a jego rodzice to nie jego wina.. mam nadzieję, że jak staniemy na nogi nie będziemy musieli ich już nigdy oglądać..
Mirabelka i chyba będziemy musieli usiąść i na spokojnie sobie wyjaśnić, czego od siebie oczekujemy
się rozpisałam.