reklama

Mój synek umarł

Temat na forum 'Pożegnania' rozpoczęty przez takisobiektos, 25 Styczeń 2013.

  1. takisobiektos

    takisobiektos Początkująca w BB

    Mój synek umarł

    Jakże brakowało mi pustkowia, skalistego milczenia,
    Zapachu morza w oddaleniu na straży.
    Uważnego i wścibskiego lisa i tej burzy,
    Z której środka wydobywały się takie grzmoty, że eh!
    Nam już się tu nie przytrafi nic.

    Mogę stać, poruszać ustami i w końcu za którymś razem
    Wymamrotać coś, co będzie przypominało imię,
    Ale będzie zaledwie słowem, które naciągnie moje mięśnie,
    Przyspieszy oddech i zaciśnie palce na kilka chwil,
    Kiedy mu na to pozwolę, gotowa natychmiast się wycofać,
    Gdyby znalazł się ktoś, kto wykona za mnie całą robotę –
    Będzie oddychał, oddychał, oddychał tak długo,
    Że sam wciśnie ,,stop”. Ty tylko mów.
    Zacznij opowiadać o moim dziecku –

    Ileż było zmartwień z jego powodu. Nijak byś nie zgadł.
    Umarło. Mój synek umarł, gdy miał cztery lata,
    A mi się zdawało, że był już bardzo stary i mądry,
    Wychowując mnie. Nie dokończył tego, co zaczął.
    Pobiegł dokądś drobiąc po parkiecie bosymi stopami,
    To przecież dziecko!

    Męczy mnie detal i pamiętanie wszystkiego,
    Muszę znaleźć jakiś pretekst na przerwę, oderwać się stąd,
    Dotrzeć do innego pustkowia: uda się, nie uda, uda –
    Zbyt ciężka, by dać się chwycić przesuwam się na północ,
    Płynę strumieniami, wylewam się ze skał,
    Wzbieram u stóp, do rana przebrnę dalej nad oleistymi,
    Makrelowymi płatami chmur,
    Pachnącymi jak kawałek roztapiającego się masła,
    Ale nie obchodzi mnie teraz, gdzie jestem,
    Kiedyś wywietrzeję, trzeba to tylko przeczekać.

    autor: Marzena Broda
     
    Ostatnia edycja: 29 Styczeń 2013
  2. reklama

Poleć forum