Witajcie. Kiedyś tu opowiadałam swoją historię. Zaszłam w nieplanowaną 3 ciąże. Na początku byłam zrozpaczona. Nawet tutaj po zamieszczeniu postu kilka osób mnie "potępiło" za moje myślenie. Mam 2 córki a 3 okazał się synek. Koniec końców urodzilam go i oczywiście zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Dałabym się za niego pokroić na kawałeczki. Życie oczywiscie bywa przewrotne. Mimo ciężkiego porodu, zamartwicy synka, zapalenia płuc i innych rozwijał się prawidłowo. Rutynowe badania w 3 miesiącu wykazały pewne nieprawidłowości i okazało się, że synka ma chorobę genetyczną dystrofię mięśniową Duchenne. Od tamtego momentu nasz świat się zatrzymał. Wydawało się że nasze życie jest idealne. 3 dzieci, nowo wybudowany dom, stabilna praca męża, ja na swojej działalności, domek letniskowy nad jeziorem... Idealnie. Na chorobę synka nie ma leku. Trwają różne badania, "mądrzy" myślą.... Ale póki co nie ma nic. Rok temu myślałam że mój świat się zawalił, jaką byłam głupia i zapatrzona w to idealne życie. Mój świat zawalił się teraz, kiedy wiem, że nie mogę w żaden sposób mojemu dziecku pomoc. Do tej pory byłam pracoholiczką, nigdy nie miałam czasu na nic, dla dzieci również. Była tylko praca, praca... A teraz? Praca zeszła na 2 plan, na 1 jest modlitwa, bo tylko Bóg jest mi w stanie przywrócić zdrowie mojego syneczka.