reklama

Nasze porody

Temat na forum 'Dzieci urodzone w sierpniu 2007' rozpoczęty przez Claudi, 20 Lipiec 2007.

  1. Claudi

    Claudi Zadomowiona(y)

    takiego watku na pewno nikt nie podjal-tym razem juz sprawdzilam:-);-):-D
    moglybysmy tu opisywac swoje porody.moga pisac mamusie ktore juz rodzily a jak nie to zaczynamy po kolei,jak maluszki beda sie zjawiac na swiecie.tym ktore beda rodzic na koncu na pewno przyda sie pare dobrych rad np.jaki byly pierwsze objawy zblizajacego sie porodu-bp w koncu kazda ma inne,kiedy jechac do szpitala,co tam sie ogolnie dzieje po przyjezdzie,jak mamy sie zachowac itd????ten watek tak mi sie przynajmniej zdaje moze ulatwic nam te ciezkie niewiadome chwile:-)
    co wy na to??????
     
  2. Magda25

    Magda25 Mama Weroniki i Marysi

    Pewnie , że świetny pomysł , fajnie sie potem jakis czas po urodzeniu czyta, bo większości rzeczy i tak zapominamy dzieki maluszkowi. No i nierozpakowane maja co czytac. Potem jest łatwiej, tzn człowiek wie na co może liczyc , a co w ogóle nie wchodzi w grę.

    Z tym wątkiem to naprawdę bardzo dobry pomysł.
     
  3. reklama
  4. li_monka

    li_monka Fanka BB :)

    No to kto pierwszy? :-D:laugh2::happy:
     
  5. raabit

    raabit Sierpniowa mama 2007 :)

    Ja myśle, że pierwsza jest jednak Madeline :tak:
     
  6. Magda25

    Magda25 Mama Weroniki i Marysi

    Tylko cos się wcale nie odzywa. Szkoda. Chyba wszystkie z nas są ciekawe co u niej.
     
  7. raabit

    raabit Sierpniowa mama 2007 :)

    Magda miejmy tylko nadzieje, ze wszystko w porządku z maluchem i Madeline! chociaz faktycznie troche długo sie nie odzywa :szok::-(
     
  8. Claudi

    Claudi Zadomowiona(y)

    ciesze sie.nie denerwujmy sie na zapas o madeline ja mysle ze jest teraz w 7 niebie i mysli tylko o malym:-):tak::-D a do nas sie odezwie jak troszke juz ochlonie
     
  9. viviana

    viviana Szczęśliwa mama Zuzi...

    No to w takim razie ja zacznę, bo mam teraz chwile czasu a potem to nie wiem kiedy zajrze na forum, bo mój mąż jutro wraca do pracy i zostaje z malutka sama...

    No więc wszystko zaczęło się o 1 w nocy 22 lipca. Godzine wcześniej wstałam do łazienki siusiu i już nie mogłam zasnąć.. o godzinie 1 poczułam jak coś ze mnie wypływa, powędrowałam więc do łazienki, i moim oczom ukazała się biało-rózowa (podbarwiona krwią) plama... No więc budze mojego Andrzeja i ruszamy do szpiatala, wzięłam ze sobą tylko dokumenty i telefon komórkowy, bo nie myślałam, że już zostane w szpitalu. Na izbie przyjęć, zbadał mnie lekarz, badanie było inne niż podczas wizyt u lekarza w trakcie ciąży, dosyć nieprzyjemne i troche bolesne. Później położna zmierzyła tętno malucha, moje ciśnienie i zabrała się za wypisywanie dokumentów (troche ich było). Mój mąż w tym czasie pojechał do domu po torbę. Zostałam zakwalifikowana do porodu, pekł mi pęcherz płodowy i ciągle delikatnie sączyły się wody. Po wypełnieniu dokumentów przyszła po mnie połozna z traktu porodowego. Umieścili mnie na łóżku porodowym, niestety wszystkie łóżka na salach przedporodowych na trakcie były zajęte, ale w sumie nie przeszkadzało mi to, bo łóżko na które trafiłam było nowe i bardzo wygodne. Andrzej posiedział ze mna jeszcze troche i wrócił do domu, bo nic się nie działo... A mi czas dłużył się niemiłosiernie... podłączyli mnie do KTG, oczywiście skurcze jakieś tam były ale dla mnie prawie w ogóle nie odczuwalne. Zasnąć mimo usilnych prób nie mogłam...
    Rano podczas obchodu znowu było to dziwne badanie (ono nosi jakąś nazwe, ale nie pamiętam). Rozwarcie na 1 cm...pomyślałam sobie że do 10cm, to jeszcze cała wieczność... Pan doktor stwierdził, że jeszcze zaczekamy... No i czekalismy tak z Andrzejem do godziny 11, bo właśnie o 11 lekarz zadecydował, że dostanę kroplówkę z oksytocyną, bo wody odpływają a nic się nie dzieje....
    No i się zaczęło...
    Oksytocyna podziałała na mnie bardzo szybko....byłm zaskoczona, bo już po jakiś 15 minutach zaczęły się regularne skurcze... Ale pierwsze dwie godziny nie były aż takie straszne...myślałam, że będzie gorzej... Spacerowaliśmy po trakcie (Andrzej cały czas był ze mna), albo spędzaliśmy czas w pokoju porodów rodzinnych, gdzie wysiadywałam na worku sake... Po dwóch godzinach skórcze stały się bardziej bolesne.... nie było już tak łatwo.... Wzięłam ciepły prysznic..ale pomógł na chwile.... Szczerze powiem, że byłam przygotowana na ból ale nie aż taki, skurcze miałam z brzucha.... dziwne uczucie... dziwny ból.... Ostatnia godzinę przeleżałam na łóżku zwijając się z bólu, wtedy już zaczęło się moje pojękiwanie...i przeklinanie...nie wiem czemu ale podczas skurczów przeklinałam. Andrzej ciągle przypominał mi o oddychaniu przeponą... okazało się że to nie jest takie proste... skoro mysli się tylko o tym zeby skurcz się skończył.... Ale sama świadomość tego, że jest obok mnie była tak cholernir ważna...
    W pewnym momencie, jak mówiłam Andrzejowi, że nie mam już siły, że wcale nie chce rodzić, że chce spać...( bo przecież całą noc nie spałam) poczułam, że skurcze się zmieniają....Andrzej zawołał położna...i usłyszałam że rodzimy...
    Niesamowite było to jaka siłe maja skurcze parte, nie można nad nimi zapanować.
    Andrzej był cały czas ze mną... To było niesamowite uczucie... W trakcie porodu przestaje się myśleć o tym jak się wygląda... co się mówi. Najważniejsze było dla mnie jak naszybciej wypchnąc dzidziusia z siebie.... Wiec posłusznie słuchałam tego co mówili położna i lekarz.... O nacięciu krocza wiedziałam, wiedziałam kiedy zostałam nacięta ale samego bólu nie poczułam. Po chwili poczułam jak brzuch mi opada i jak na moi brzuchu kłada mi moją malutka kruszynkę, nasza córeczke...
    Po odcięcu pępowiny przez Andrzeja, małą zabrali do ważenia mierzenie itd....
    Dostała 10 punktów w skali Apgar...Mnie w tym czasie zszywali krocze, dostałam znieczulenie, więc nic nie bolało... Po zszyciu krocza przynieśli mi malutką do pierwszego karmienia... dwie godziny po porodzie leżałam jeszcze na trakcie porodowym, puźniej przewieźli nas na salę na oddział połozniczo-noworodkowy...
    Wiecie dziewczyny...niesamowite przeżycie....patrze teraz na nią....i czasami az nie wierze....Ten cały ból jest wart mojego maleństwa....
    Dzisiaj minął tydzień... Od wczoraj siadam normalnie na pupie :-D I zachwycam się naszą malutką córeczką przez cały czas...
     
  10. reklama
  11. raabit

    raabit Sierpniowa mama 2007 :)

    Cudownie Viviana :tak: teraz to juz tylko zycze zdrówka dla Ciebie i malutkiej :tak:
     
  12. Natalia85

    Natalia85 Sierpniowa mama'07 mama Piotrusia

    Viviana gratulacje...:-);-):tak:
    zazdroszcze ci że juz masz po:-Di dzidzia przy tobie...dużo zdrowia:-D
     

Poleć forum