reklama

Nasze porody

Temat na forum 'Archiwum mam lipcowych' rozpoczęty przez iwon3004, 19 Maj 2009.

  1. iwon3004

    iwon3004 lipcowa mamuśka 09

    Pozwoliłam sobie skopiować wiadomość Małgosi. - Miglak.



     
    Ostatnia edycja: 20 Maj 2009
  2. iwon3004

    iwon3004 lipcowa mamuśka 09

    Oto następny opis....Kasiurek1983 dziękuję bardzo :elvis:

     
    Ostatnia edycja: 2 Czerwiec 2009
  3. reklama
  4. niuta3

    niuta3 MAMA STASIA I MAKSA

    Relacja z porodu
    Sobota godzina 10.00 poczułam delikatne skurcze które, o godzinie 12.00 były już bolesne i trwały co 10 minut przez około 30 sekund. O godzinie 15,30 już nic mnie nie bolało, tylko latałam do ubikacji!Stwierdziłam ,że dopadła mnie jakaś grypa jelitowa i tyle. Wieczorkiem całkiem spokojnie zobaczyliśmy z mężem Ople i spokojnie położyliśmy się spać. Około północy znowu poczułam, skręt jelit, po godzinie 1.00 rozpoczęły się skurcze, które z początku były krótkie i odzywały się co 20 minut, później , stawały się coraz mocniejsze i częstsze.e O godzinie 2.30 obudziłam męża .
    Godzina 3.00 siedzimy w samochodzie, skurcze są co 2 minuty i trwają chyba wieki!
    3.20 podjeżdżamy pod szpital. Potem działo się już wszystko błyskawicznie, Przebieranie do koszuli , badanie rozwarcie 4 cm , podpisy w dokumentacji, reszta później , po akcja porodowa bardzo szybko się rozkręca, jedziemy na porodówkę, kładę się na łóżku u,kolejne badanie i szok rozwarcie 8 cm . Mąż jest cały czas ze mną, po chwili czuje już parcie , jeszcze dwa skurcze i mogę przeć, chwilka i słyszę płacz, JEST , kładą mi go na piersi, taki mały potworek, cały biały z mazi płodowej, nawet nie widać czy ma włoski, ale jest najpiękniejszy na świecie. potem tylko szybki poród łożyska, szycie i jestem wolna i szczęśliwa, po dwóch godzinach leżę na sali, a po następnych dwóch, jestem już po kąpieli w swojej piżamie i maszeruje na noworodki po bobasa, który po kąpieli wygląda całkiem ludzko, jest różowiutki i słodko śpi.
    Maksiu miał 3600g, 56cm i dostał 10 punktów w skali Apgar. Po trzech dobach w strachu o dalszy rozwój żółtaczki możemy wrócić do domu!
     
  5. AsiaJan86

    AsiaJan86 Lipcowe mamy'09

    Niuta z Twojego opisu wynika, że poród to małe piwo przed śniadaniem. Też bym tak chciała:-):-):-):-)
     
  6. monia1021

    monia1021 Fanka BB :)

    porod poprostu bajka gratulacje jeszcze raz
     
  7. iwon3004

    iwon3004 lipcowa mamuśka 09

    Niuta poród marzenie. Dobrze, że szybko poszło....

    I dobrze, że Max to piękny, zdrowy facet!!!!
     
  8. jo-anna

    jo-anna Fanka BB :)

    Niuta zazdroszczę takiego porodu. Ja mój właśnie taki sobie wymarzyłam, do tego jeszcze relaksująca kąpiel w wannie :)))
     
  9. niuta3

    niuta3 MAMA STASIA I MAKSA

    Sama się śmieje, że poród to miałam jak w amerykańskich filmach! Poszło bardzo szybko, ale powiem wam ,że bardziej bolało niż przy pierwszym porodzie, chociaż tam ten trwał ponad 12 godzin!
     
  10. reklama
  11. goteczka

    goteczka lipcóweczki '09

    Szymutek śpi więc mogę podzielić się moimi wrażeniami poporodowymi.
    Chociaż przez całą ciążę spodziewałam się że zbliżający się poród można jakoś wyczuć i przeczuć to okazało się, że życie pisze zupełnie inne scenariusze. We wtorek wstałam jak co dzień, pobiegałam z konewką na balkon co by popodlewac kwiatki a później - też jak ostatnio co dzień pojechałam na naszą budowę i później do moich rodziców. U rodziców ponieważ pogoda była ładna wyciągnęłam się na ławeczce pod drzewkiem i odpoczywałam. AAAA... a wczesniej jeszcze pogimnastykowałam się trochę bo poszłam sobie sama pozbierać truskawek ;-). No i tak leżę i leżę pod drzewkiem i nagle usłyszałam a właściwie poczułam takie 'pyk' w brzuchu i delikatne ukłucie. Powiedziałam o tym mojej mamie a ona na to żebym uważała bo chyba wody mi odejdą. Ja mądra baba sprawdzilam sobie ręka że mam suche spodnie i się tylko uśmiałam. A mama swoje - że okaże się jak wstanę a ja jednak twardo leżałam dalej... W końcu jednak postanowiłam sprawdzić teorie mamy i wstałam no i wtedy właśnie poczułam że leje mi się po nogach i zrobiło mi się w spodniach dziwnie ciepło (to była goddzina 13.10). Biegiem do kibelka - utkałam się watą i dobrze, że był mój tata to przywiózł mnie do mojego domku. Po drodze telefon do małża co by przyjechał a w domku - co mnie zdziwiło samą - zero paniki z mojej strony (w przeciwieństwie do mojego taty który już chciał mnie wieźć na porodówkę od razu), wzięłam sobie prysznic, ogoliłam nóżki, umyłam głowę, sprawdziłam zawartość torby, zrobiłam mężowi kanapki i czekałam. Kiedy dotarl do domu pojechaliśmy. W szpitalu w czasie badania na izbie przyjęć uszła ze mnie druga fala wód tak więc lekarz nie miał wątpliwości co do tego że się zaczęło i mnie zostawiają w szpitalu. Zostałam poinformowana że w ciągu 24 godzin powinny wystąpić u mnie skurcze a jezeli nie wystąpią - to zaczną je wywoływać a póki co mam pójść na lewatywę (jeżeli sobie życzę), mam się przebrać w koszulę i spacerować. Tak też zrobiłam - spacerowałam, spacerowałam i co 15 min chodziłam na kontrole tętna płodu (aż do godziny 18.40). Pewnie gdyby było wolne miejsce na porodówce to trochę by mnie przyspieszyli ale miejsc nie było więc musiałam czekać. O 18.40 ostatecznie trafiłam na salę porodową nie miałam jednak takiej wyraźnej akcji skurczowej - na KTG wychodziło to jako 'skurczyki' (jak określiła położna) więc trzeba było czekać dalej chociaż dla mnie to już były dość bolesne skurcze i trochę bałam się co będzie dalej. Do tego miałam wciąż rozwarcie na max. 2 palce i dziecko wciąż było wysoko. W międzyczasie kilkakrotnie miałam wykonywany masaż szyjki (co jest nie wiem czy rownie czy bardziej nieprzyjemne niż skurcze). Była decyzja, że oksytocynę zaczną mi podawać dopiero ew. rano kiedy pojawi się większe rozwarcie - nawet poradzono by mąż sobie spokojnie pojechał do domu. On jednak był niewzruszony i jak się okazało DOBRZE. Jeszcze przed północą nagle i niespodziewanie okazało sie że jest już rozwarcie na 4 palce i można mi podać kroplówkę z oksytocyny. Z każdą kropelką skurcze były intensywniejsze - z tego co pamiętam to początkowo co 4 min a później co 2 min i trwały około 30 sek. Zaczęłam nawet rozważać znieczulenie ale jakoś położna zasadniczo odradzała - że to spowolni akcję porodową i że może jeszcze wytrzymam a później... później nie było już większego sensu. No i nie będę ukrywać że bolało - dobrze, że pod ręką miałam taki drążek przy łóżku to go ściskałam z całych sił modląc się o koniec skurczu. W tzw międzyczasie miałam chwile zwątpienia nawet rozpłakałam się w rękaw mężowi i pamietam że mówiłam że jestem tak zmęczona że nie wiem jak sobie poradzę. Najgorsze w tym wszystkim było to że za parawanem rodziła druga dziewczyna - wyjątkowa panikara. Rozumiem że ma się różną odporność na ból ale odpychanie nogami lekarza albo wykrzykiwanie, że ona nie chce urodzić - to już przesada i na pewno nie nastrajało mnie pozytywnie.
    A...i poprosiłam położną czy nie mogą mi dać czegoś - choćby lekkiego na znieczulenie i dostałam coś w rodzaju narkotyku - po którym może się kołować w głowie może się nieco urwać film i mogą pojawić się odruchy wymiotne. Ja pierwszych dwóch objawów nie miałam a odruchy wymiotne pojawiły się niemal od razu po zastrzyku - tyle że miałam pusty żołądek więc był to tylko odruch. No i faktycznie skurcze stały się nieco bardziej 'rozmyte'. Później po trwającym 8 godzin I okresie porodu wkroczyłam w okres II czyli pojawiły się skurcze parte (to już było po godzinie 4.00 w środę). Parłam w sumie przez 40 min i zgadzam się z opiniami, że jak się DOBRZE prze - wtedy kiedy jest skurcz - to już nie boli - to jednak cholerny wysiłek. z tej fazy porodu za dużo nie pamiętam, pamiętam jedynie że bardzo chciałam współpracować z położną i robiłam wszystko zgodnie ze wskazówkami.

    ...cd nastąpi -czas na karmienie szymutka...
     
    Ostatnia edycja: 27 Czerwiec 2009
  12. juluszka

    juluszka Fanka BB :)

    alez opowiadanie, jakbym ksiązkę czytała, czekam na ciąg dalszy....
     

Poleć forum