Dzięki dziewczyny za wszelkie cieple słowa. Nie tracę nadzieji, że oba dzieciaczki przeżyją. Dzisiaj jak oglądalismy maluszki, to oba ładnie się ruszały, serduszka biją więc puki nic się nie zmieni w tej materii mam zamiar utrzymać pozytywne nastawienie, choć przyznaję otwarcie, że teraz mam więcej czarnych myśli i ogromnie sie boję, jednak wiem, że jeszcze wszystko może być dobrze. Jestem już też trochę zorientowana w temacie, więc naprawdę jestem przygotowana. Najważniejsze teraz dla mnie, żeby zobaczyć się z profesorem w Dublinie i usłyszeć co on myśli na temat naszego przypadku no i żeby mniejszy maluszek walczył wytrwale. Trzymajcie za nas kciuki i kto może to niech się za nas modli. Wierzę, że lekarze mając obecne możliwości będą w stanie coś więcej zrobić niż siedziec z założonymi rękami i monitorować - najwazniejsze, zeby znaleźć przyczynę i w miarę możliwości spróbowac ja wyeliminować. Będę się odzywać jak tylko dowiem się więcej.