reklama

opisy naszych porodow

Temat na forum 'Archiwum - maj'09' rozpoczęty przez elus77, 27 Kwiecień 2009.

  1. elus77

    elus77 lipiec 97 maj 09

    Mysle ze to juz czas najwyzszy zalozyc watek porodowy bo dziewczyny opisuja je na glownym a pozniej ich nie znajdziemy:-)
     
  2. elus77

    elus77 lipiec 97 maj 09

    [​IMG] [​IMG] [​IMG] [​IMG][​IMG][​IMG][​IMG]

    [​IMG] [​IMG] [​IMG] [​IMG]

    [​IMG]

    Zarejestrowany: 10-2008
    Postów: 193
    Przyjaciół: 0
    opis porodu kathariny

    [​IMG] Odp: Mamy majowe 2009
    Witam wszystkie majóweczki !
    Korzystam z chwili, że moja dzidzia śpi i pokrótce opisze swój poród.
    We wtorek położyłam się spać po godzinie 23, nie zdążyłam dobrze zasnąć, kiedy poczułam coś mokrego między nogami – była 23:59. Od razu wiedziałam , że to już czas … wstałam, zbudziłam mojego P., weszłam szybko pod prysznic i w tym czasie przyjechała taksówka. Przed 1:00 w nocy byliśmy na izbie przyjęć, a tam cały wywiad i badanie ginekologiczne. Kazali mi się przebrać w koszulę i zaprowadzili na sale porodową. Lewatywa, pobranie krwi, moczu … i byłam gotowa rodzić. Już nie pamiętam dokładnie jak to było, wiem, że ok. godziny 3:00 zaczęły mi się bóle. Leżałam pod KTG, ale jak to określiła położna moje skurcze to nie są jeszcze te prawdziwe … bo moje się pojawiają i zaraz mijają … ale mnie bolało cały czas. Na początku miałam rozwarcie na 2cm i dlatego zdecydowali o podaniu oksytocyny o 5:00 – i tak też zrobili. Cały czas byłam podłączona do KTG – o 6:00 rozwarcie było już 6 – 7 cm. Ok. 7:00 czułam, że pilnie muszę do toalety, ale nie chcieli mi dać zejść z łóżka, bo musieli by mnie od KTG odłączyć … myśleli, że chce siku, więc podali mi basen, ale mnie chciało się coś innego. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że to są te skurcze parte i powiedziałam położnej, że musze już przeć. Zbadali mnie i rozwarcie okazało się być na 9 ¾ cm. Kazali przeć. Całe parcie trwało ok. 30 minut. O 7:30 nad ranem Alanek był już z nami.
    Cały poród trwał 7,5 godziny, podobno jak na pierworódkę to krótko. I rzeczywiście jakoś mi ten czas zleciał … nie miałam nacinanego krocza, ani nie popękałam. Niestety maluszek urodził się z rączką przy główce i trochę mnie tą rączką porozdzierał w środku. Mam tak więc założone kilka szwów. Bóle porodowe wspominam jako największy ból jaki do tej pory przeżyłam. Nie miałam znieczulenia ani do porodu, ani do zszywania … czułam każde nakłucie igły i każdą niteczkę. Najgorzej było na KTG kiedy to kazali mi leżeć, a ból był tak silny, że za cholerę nie mogłam wyleżeć. Wtedy nie interesowało mnie co do mnie mówiono, po prostu siadałam i wtedy ból zdawał się być odrobinę lżejszy do zniesienia. Cały poród spędziłam na łóżku, nie brałam prysznica, nie chodziłam, nie korzystałam z piłki (miałam możliwość) – ale to dlatego, że wszystko tak szybko poszło.
    Mój P. był cały czas ze mną, kazałam mu wyjść tylko na ten czas, kiedy parłam. Zaraz po narodzinach małego wszedł na salę i był przy nim. Synek nie leżał u mnie długo na brzuchu, bo musiałam być zszyta. Kiedy pierwszy raz na niego spojrzałam byłam w szoku, że jest taki maciupeńki!
    Cały poród był dla mnie szokiem. :szok: Ale szpital, w którym rodziłam – rewelacja. Nie wspominam pobytu w nim jak pobytu w szpitalu, tylko jak w dobrym hotelu! Opieka rewelacyjna, podczas porodu był ze mną lekarz i z 6 położnych.
    Na razie to tyle. Mam nadzieje, że nikogo nie zniechęciłam do porodu, bo mój rzeczywiście nie był aż tak straszny. Jednak! Alanek będzie jedynakiem – jestem tego pewna :rofl2:
    __________________

    przepraszam ze sama skopiowalam:crazy: mam nadzieje ze katharina nie obrazilas sie na mnie:eek::eek:
     
    Ostatnia edycja: 27 Kwiecień 2009
  3. reklama
  4. patusiaaaa85

    patusiaaaa85 majóweczka '09

    Chcialabym miec tez taki poród. Z opisu wydaje sie nie byc jakims bardzo traumatycznym przezyciem chociaz wiem ze ból musialm byc okropny. Ostatnio to tylko sobie wyobrazam i obmyslam jak to bedzie ze mna. Pewnie pól szpitala na nogi postawie. Strasznie sie boje :( W wiekszości opisów z porodów zauwazyłam ze zazwyczaj porod zaczyna sie w nocy.
     
  5. misza

    misza Fanka BB :)

    Mój poród:
    W niedziele 26.04 po 6 rano wstałam na zwyczajne siusiu. Wracając do łóżka poczułam dziwne bóle - okresowe, takie w dole brzucha. łyknęłam 2 no spy. Po parunastu minutach przeniosłam się z sypialni do duzego pokoju z laptopem pod pachą żeby Wam napisac, że chyba się coś zaczyna dziać. Niestety jakoś nie zadziałało hasło, więc skupiłam się na sobie. Od 7:18 zaczęłam notować skurcze. godzina i ile trwa.
    Po 8 poszłam do męża powiedzieć że malutka chyba chce przyjśc na świat bo skurcze mam juz mocne co 5 minut ( w ogóle jak sie zaczęły to były co 7).
    Zdążyliśmy się umyć i po 9 pojechaliśmy do szpitala. Na izbie okazało się że szyjka zamknięta, ale częste są skurcze, więc zrobimy KTG. Wtedy siła skurczu już była dość duża, bardzo pomagało mi głębokie oddychanie. Na KTG skurcze wyszły ale słabe a że mieszkam bliso szpitala, to się umówiliśmy że jak zacznie się coś bardziej to wrócę. trochę byłam zła, bo nie miałam pojęcia co znaczy " będzie Pani wiedziała kiedy wrócić".
    No i wróciliśmy do domu. Nie na długo, bo skurcze były coraz silniejsze, a podczas jednego z noch o 11:45 odeszły mi wody.
    Po 12 byliśmy w szpitalu juz z tak mocnymi skurczami że spod drzwi wejściowych pojechałam na izbę na wózku :biggrin2:
    Rozwarcie na 2,5 palca.
    Trafiliśmy na salę porodową, gdzie super położna zajęła się nami b. profesjonalnie. Mąż nie miał żadnego przebranka, połozna była też bez fartucha, tylko ja w szpitalnej koszulince. łóżko porodowe - jakiś amerykański wynalazek zachwyca mnie do tej pory. Podpurek i takich elementów do łapania miał kilka w takich miejscach w których akurat były mi potrzebne. Położna sugerowała prysznic, masaż, wstawanie, siadanie, stanie - co tylko było mi w tej chwili potrzebne. U mnie szło szybko. Po 13 rozwarcie było już na 5 pacy, potem szybko 7 i zaczęły się bóle parte. Wtedy moje łózko zmieniło funkcje. Ja na klęcząco, łóżko ustaione tak, żebym miała pod brzuchem łóżko i tak sobie leżałam i parłam. O sile bólu nie będę chyba mówić. Każdy skurcz to londowanie na innej planecie, kompletnie wyłącza się słuch a wtedy myślami rozumiałam kobiety wolące cesarkę ( teraz już nie :biggrin2:).
    Parłam kilka razy - może z 5-6 skurczy. Znów obrót na plecki, łóżko rozjechało się na porodowe, a Pani położna zapytała czy wyrażam zgode na nacięcie krocza - oczywiście wyraziłam.
    kilkanaście m inut później na świecie pojawiła się Alunia. Mąż, który cały czas dzienie trzymał mnie za rękę i pomagał ( podobno byłabym mu złamała rękę) z dziecięcym szczęściem odciął pępowinę. Mała wylądowała na mojej piersi a po kilku minutach poszła z tatusiem do pokoju noworodka. tam ją zmierzyli, zbadali i dali tatusiowi do trzymania.
    Po zszysciu krocza ( jedyny moment w którym był lekarz) juz w 3 pojechaliśmy na 2h do pokoju, gdzie małą przystawiałam juz do piersi.
    Poród siłami natury jest naprawdę ciężki, trudny i bolesny - nie ma co ukrywać. Wydaje mi sie jednak że warte są te przeżycia i to uczestnictwo we wszystkim. Zarówno dla matki jak i ojca.
    Dziś minął tydzień od porodu. Po zdjęciu szwów ( po 5 dniach) nic mnie nie boli, nic nie ciągnie, jestem zupełnie sprawna i mogę cieszyć się dzieckiem i mężem. Tak jak teraz kocham męża wydawało mi się wcześniej nie możliwe ( zawsze przecież kochałam go najbardziej).
    Narodziny są naprawdę cudem.
     
  6. m@dz1@

    m@dz1@ Fanka BB :)

    Mój poród był bardzo szybki ale i bardzo bolesny.Zaczęlo sie tak ze okolo 8 rano zadzwonila do mnie mama jak sie czuje i w tym samym momencie dostalam silnego skurczu tak ze nie moglam rozmawiac odlozylam tel wstalam i stwierdzilam ze pochodze za 8 minut nastepny skurcz bardzo silny stwierdzilam ze chyba sie zaczyna ale jeszcze pewnie czas wiec czekam ale nastpny skurcz byl juz za 3 minuty i kolejny btez i kolejny stwierdzilam ze ubieram sie do szpitala umylam sie i ubralam co bylo nie lada wyczynem przy skurczach co 3 minuty. Jak dojechalam do szpiatal rozwarcie bylo juz na 6 cm po drodze zaczelam krwawic po badaniu lekarza lalo sie ze mnie juz na dobre ale juz mnie nic nie interesowalo skurcze byly tak silne i czeste ze nie dalo sie myslec lekarz mowil ze dlatego takie silne bo szybko sie rozwiera odrazun wyslali mnie na porodowke razem z narzeczonym tam zajela sie mna super polozna ktora uczyla mnie co robic podczas skurczu tak wiec jej rady probowalam realizowac ale momentami mialam chwile zwatpienia i plakalam ze nie dam rady tymczasem ona szykowala mi kapiel w wodzie zrobilo sie lepiej skurcze ciut lzejsze na moment zrobilo mi tak blogo ze gdyby nie M to bym sie utpila zachcialo mi sie spac a skurcze zrobily sie parte po 20 minutach w wannie wyjeli mnie sila bo nie mialam sily wstac i przeniesli na lozko porodowe tam mialam juz tak silne skurcze parte ze polozna powiedziala ze juz za moemnt rodzimy po czym ostatni raz sprawdzila rozwarcie wziela igle przebila pecherz zaczelam rodzic trzy mocne parcia i Kamilek byl juz na moim brzuszku.Moj M byl caly czas przy mnie trzymal za reke i wspieral jak zobaczyl synka to sie poplakal niesamowite przezycie chociaz bardzo bolesne ale warto!!!!
     
  7. ania_77

    ania_77 Mama Marcinka i Julki

    Pora na opis mojego porodu bo już sporo czasu od niego minęło. U mnie obyło się bez żadnych szaleństw bo miałam zaplanowaną cc.
    17 kwietnia o 10.20 urodziła się Julka. Do szpitala zgłosiłam się na czczo o 7.45. Tam zapis KTG, badanie lekarskie, jeszcze raz wymaz, założenie cewnika. Czekałam tylko na zespół anestezjologiczny. O 10 przyszli, dostałam znieczulenie w kręgosłup i się zaczęło. Samą cc wspominam miło, atmosfera była super.
    I to było tyle pozytywnych wieści na ten dzień. U mnie w czasie cc uszkodzili pęcherz, więc musieli dodatkowo szyć a ja przez 4 dni byłam przywiązana do cewnika i serii antybiotyków. Gorzej było z Julcią. Ważyła 2700 g, mierzyła 52 cm. Okazało się, że ma silne cechy wcześniactwa i została zaklasyfikowana na 36 tydzień ciąży (a rodziłam w 38 tyg). Została objęta badaniami dla wcześniaków. Zrobiono USG główki, brzuszka - w porządku. Jednak RTG płuc wykazał zmiany zapalne i mała była na antybiotykach przez cały czas. Dodatkowo opalała się pod lampami bo miała żółtaczkę, oczywiście do tego kroplówki z glukozy. Po sztucznym mleku ulewała ale teraz jest tylko na cycu. Niestety straciła sporo na wadze, zaczęła przybierać dopiero w 5 dobie i w dniu wypisu ważyła 2540, RTG był w porządku i wypuszczono nas do domu 23 kwietnia. Przez trzy dni leżałam na ogólnej sali a potem przeniesiono mnie do sali o przedłużonym pobycie na oddziale noworodków, gdzie byłam sama z Julką i mnóstwem sprzętem.
    Jesteśmy po pierwszej wizycie pediatrycznej, mała waży już 3 kg i rośnie jak na drożdzach. Przestaje już wyglądać jak wcześniaczek, nabrała ciałka, buzia jej się zaokrągliła i generealnie jest super.
     
  8. Olgha

    Olgha Fanka BB :)

    Poczytałam sobie i zazdroszczę że już macie to za sobą :)Ja muszę czekać do września:-)Pozdrawiam wszystkie świeże Mamusie i ich bobaski:tak:
     
  9. Kaatharina

    Kaatharina Majowe mamy'09

    Elus77 oczywiście, że się nie obraziłam, a nawet powiem więcej - dziękuje, że to zrobiłaś za mnie :-) teraz poczytam inne opisy, bo jestem strasznie ciekawa!
     
  10. reklama
  11. m&m's

    m&m's Entuzjast(k)a

    Mój poród, kurczę nie wiem od czego zacząć.:sorry2:
    czytałam sobie o tych wszystkich czopach śluzowych na forum i mysle sobie:, "kurczę, tydzień do porodu a u mnie nic! :-("
    No więc jak we wtorek 5.05 zobaczyłam rano upławy, sluz taki podbarwiony krwią pomyślałam "no coś się dzieje". Po południu jakoś około 16 zaczął mnie boleć brzuch, tak jak na okres ale silny to był ból, naprawdę, aż mnie w pół zginało. no i takie skurcze, to były.ale żadko. o 18 przyszedł mój M. po 10 godz w pracy, a ja mu od wejścia że dzidzius się szykuje do nas, ale jeszcze powoli. :-)
    i że moglibyśmy się przejść na spacer. Mój M. na to że ja oszalałam, poród się zaczyna ja chcę spacerować. więc ja na to że to dopiero poczatek, jeszcze może potrwać i że spacer moze przyspieszyć poród. no to poszlismy :-), po jakichś 30 min, spacerku już mi było ciężko do domu wrócić, co mój M oczywiście mi wytknął.:sorry2:
    No więc jakoś wrócilismy około 20, ja zaczełam zbierać torbę, jakies jeszcze rzeczy, szykować się. około 20:30 zadzwoniłam do szpitala, powiedziałam że skórcze mam tak co 5 minut i trwaja około 1min, no to oni powiedzieli żeby przyjechać. No to pojechalismy, jakieś 20 minut nam jazda zajęła, w tym czasie myslałam że mioczy z orbit wyjdą i że przeklinać zacznę, tak mnie juz bolało!! jakby mi ktoś wyrywał ze środka organy (macicę). Jak dojechalismy (była 21) to skórcze juz miałam co 3minuty!!!! Starałam się trzymać, i myslalam tylko żeby do szpitala i tam biorę znieczulenie. A w szpitalu chwilkę mi zajeło przebranie się i badanie i ja już naprawdę nie wytrzymuję z bólu skórcze praktycznie jedne za drugim , prawie bez przerw. Mówię położnej że chciałabym znieczulenie (ZZO/epidural), a ona mi na to, że niestey ale nie zdążymy bo już mam takie rozwarcie, że dzidziuś zaraz będzie z nami!!!! ja jej nie uwieżyłam - serio!!!! bylam w takim szoku, oczy jak talerze i pytam jakto??!! a ona że tak zaraz dzidziuś będzie.Myslałm że się popłaczę, tak mnie bolało, a ona mówi że znieczulenie nic nie da.ratunku!! No więc musiałam to wytrzymać. dała mi gas, ale na mnie jakoś nie działał, ból nie do opisania, jak zaczęły się skórcze parte to przynajmniej jakaś przerwa wreszcie między tymi skórczami była, to łapałam oddech, ale przerażona byłam. 5 skórczów partych i dzidziuś był u mnie na brzuchu. godzina 21:56! :-)
    byłam padnieta, w szoku, ale najbardziej cieszyło mnie że już po wszystkim.
    Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to że jak o 2 rano zawiezli nas na oddział, to pielęgniarka wywaliła mojego M.!!!!!! aż się popłakałam!!:-( niechcialam żeby Nas zostawiał, on tez był zmęczony, nie miał jak wrócić do domu wiedziałam ze 7 godzin bedzie gdzies musiał na korytarzu przesiedzieć, no myslałam że normalnie pójdę o powiem tej pielegniarce że ja w takim razie też wychodzę.
    po za tym do oieki nie mam żadnych zastrzeżeń, połozna przy porodzie - cudowna kobieta, nawet nie pamiętam jak miała na imię. :sorry2:
     
  12. Marzena80

    Marzena80 Gość

    No to teraz czas na mnie.
    Pierwsze skurcze poczułam w środę po południu około 16.00. Pogoda była kiepska i pojechaliśmy z mężem do centrum handlowego. Trochę pochodziliśmy i postanowiliśmy pójść sobie na obiad. No i właśnie przy obiedzie zaczęły mnie łapać jakieś skurcze. Nawet się ucieszyłam, że w końcu coś zaczęło się dziać. Tym bardziej, że one troszkę bolały. No, ale po powrocie do domu wszystko przeszło. Było mi przykro no, ale trudno. Wieczorek kładąc się już spać znowu złapały mnie dwa dość mocne skurcze. Wstałam z łóżka, pochodziłam trochę po mmieszkaniu i znowu przeszło. No, więc poszłam jednak spać. Ale w nocy co trochę się budziłam, bo znowu się pojawały. Nawet nie wiem ile ich było i co ile, bo próbowałam spać. Jakoś nie dowierzałam, że to jednak coś się zaczęło. Ale około 5.00 rano były już dość częste i dość bolesne, więc poszłam do wanny. Siedziałam tam chyba z 2 godziny i nic nie przechodziło. Postanowłam w końcu obudzić męża. Nawet nie spanikował. Zrbił mi coś do zjedzena, bo ja już ie za bardzo dałam radę, masował m plecy. Jak nic nie przechodziło dalej to zadzwoniłam do położnej. Ta kazała mi wziąć 2 nospy i jeszcze do wanny na pół godziny i zadzwonić do niej za godzinę. Zrobiłam co kazała i nic nie przeszło. Jak z nią rozmawiałam po godzinie i powiediałam, ze nic nie przeszło, a ona na to : to bardzo dobrze, to myślałam, że w tym momencie chyba kogoś zabije, bo to już cholernie bolało. Kazała nam za godzinę przyjechać do szpitala. Mąż pomógł mi się ubrać, zaniósł torbę do auta, pomógł mi zejść. A w samochodzie to już miałam dość. W domu jak mnie skurcz łapał to mogłam kucnąć, połżyć się, jakokolwiek zmienić pozycję, a w aucie masakra... Jak przyjecaliśmy do szpitala o 11.00 to płożna od razu mnie zbadała i rozwarcie było już na 5-6 cm. Potem przyszło dwóch lekarzy, zbadali i potwierdzili. Następnie lewatywa, wc i na piłkę. Potem pod prysznic. O 13.00 na porodówce podczas badania odeszły mi wody. Skurcze były barzdzo częste i bolesne, ale położna stwierdziła, że są za mało wypychające i nie dam rady urodzić na tych skurczach zbyt szybko. Stwierdziła, że albo dostane kroplówkę i będzie bolało jeszcze bardziej, ale wtedy już szybko pójdzie, ale jeszcze przez kilka godzin będę się tak męczyła. No więc dali mi kroplówkę i rzeczywiście bolało już cholernie, ale po około 40 minutach Nataszka była już z nami. I prawdą jest, że momentalnie zapomina się o tych bólach. A obecność męża dla mnie była naprawdę ważna. Bardzo mi pomógł. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby go tam nie być. Choć w pewnym momencie powiedziałam mu, że jeśli chce to może wyjść, al On stwierdził, że nie. I był do samego końca, przeciął pępowinę i zrobił kilka zdjęć Małej zaraz po urodzeniu. Tak, że polecam obecność Tatusia. Na prawdę warto!
     

Poleć forum