reklama

opowieści z porodówek-bez komentarzy proszę

Temat na forum 'Dzieci urodzone w październiku 2012' rozpoczęty przez azorek84, 28 Sierpień 2012.

  1. azorek84

    azorek84 mama Amelii 2009

    tu poszę o opisy naszych pięknych porodów i pierwszych minut spotkania z maluszkiem:-)
     
  2. oluska88

    oluska88 Fanka BB :)

    Myślałam, że będę pierwsza, ale jednak nie...

    Czas na moją opowieść,
    28.08. o godz. 2.00 w nocy obudził mnie ból brzucha. Na początku nie pomyślałam, że to skurcze. Ale ból nie ustępował, co kilka minut bolało. Pomyślałam, że wezmę kąpiel to na pewno przejdzie, ale nie przeszło, a ból nasilał się. Zwlekałam z wyjazdem do szpitala, bo mam do niego 40 km i nie chciałam pędzić bez potrzeby. Ale przed 5 zdecydowałam się jednak pojechać. Przed 6 byłam w szpitlau bóle były już dość silne. Dostałam opiernicz od położnej, że tak długo czekałam. Zbadali mnie i okazało się że mam już 1 cm rozwarcia i pełną gotowość szyjki do porodu:-( Dali mi zastrzyk na płucka dla dziecka i podłączyli kroplówkę z fenoterolem. Ból troszkę odpuśćił, ale nie całkiem. Robili mi ktg, które nic nie wykazywało. Około 16, gdy poszłam do toalety zobaczyłam że poleciał mi krwisto zabarwiony śluz, zgłosiłam to położenej i zaraz zrobili mi badanie. Okazało się, że rozwarcie się powiększa. Zabrali mnie na porodówkę. Leżałam tam pod ktg od około 17 godz. o 19.25 chlusneły wody. Wtedy zrozumiałam, że dziś urodzę, co niezmirenie mnie przerażało, ze względu na to że to dopiero 33t5d. Bałam się o dziecko. Wg usg miało mieć około 2200g. Miałam położenie miednicowe, więc poród naturalny był niemożliwy. O 21 podjeli decyzję o cesarce, a o 21.25 mały był już na świecie. Ważył 2620 i mierzył 54 cm:-), gdy wyjęli go z brzuch powiedzieli, że wygląda prawie jak donoszone dziecko. Oddychał sam, przez 4 dni był w inkubatorze, bo tracił ciepło. Dziś wróciliśmy do domu. Jestem szczęśliwą mamą Leonka:-)
     
  3. reklama
  4. netika

    netika Fanka BB :)

    W czwartek miałam wizytę u ginekologa. Po badaniu powiedział, że daje mi dzień, dwa, bo szyjka miękka, krótka, otwarta a rozwarcia mam 2 cm. Poleżałam jeszcze pod ktg ale nie zapisały się żadne skurcze. Wróciłam do domu i albo z tego stresu (bo wiadomość o szyjce mnie zszokowała:-D) albo faktycznie coś się zaczęło dziać bo w nocy pojawiły się skurcze na tyle bolące, że potrafiły mnie obudzić. Rano były co 5-10-15 minut ale po prysznicu się wyciszyły. Potwierdziłam jeszcze koleżance, że będę na wieczornym zlocie czarownic w knajpce :-) Po 16 skurcze znowu zaczęły pojawiać się co średnio co 10 minut. Nie wiedziałam czy to TO, bo przy pierwszym porodzie odczuwałam je zupełnie inaczej. A teraz bolało mnie samym dołem brzucha z równoczesnym mocnym parciem na krocze i odbyt. O 19 napisałam do organizatorki zlotu, że mnie nie będzie bo skurcze męczą. Poszłam pod prysznic i jak spod niego wychodziłam to przyjechała po mnie znajoma (nie wiedziała, że ja jednak nie idę, a ja nie wiedziałam, że ona idzie :-)). No i tak sobie siadłyśmy na chwilkę, skurcze po prysznicu troszkę się wyciszyły i myslę, że bez sensu siedzieć w domu, mamy XXI wiek, knajpa niedaleko, ja spakowana, okąpana, więc równie dobrze mogę do szpitala jechać spod kawiarni :-D No i poszłam. Z notesikiem w którym miałam zapisywać co ile będą skurcze :-D Zamówiłam sobie gofra z bitą śmietaną i herbatę z cytryną i co 10 minut zapisywałam regularne skurcze :-D Przed 22 zdecydowałam, że jednak trzeba będzie jechać do szpitala. Mąż pojechał po babcię żeby została z Szymonem, ja wskoczyłam jeszcze pod szybki prysznic i pojechaliśmy. O 22 skurcze zrobiły się co 5 minut, w szpitalu byliśmy koło 22:30. Przy przyjęciu okazało się, że rozwarcie jest na 3-4 cm i wyczuwalny pęcherz płodowy. Od razu poszłam na porodówkę. Wszystkie położne mówiły, że będzie szybko ale nie myślałam, że aż tak. Dostaliśmy salę do porodów rodzinnych, przebrałam się do koszulki, nie miałam lewatywy, golenie nie było konieczne. Do 7 cm kucałam czy stałam przy łóżku porodowym, tak jak mi było wygodnie. Nie było źle, między skurczami żartowaliśmy i gadaliśmy z mężem. Potem położne zaprosiły mnie na łózko i przebiły mi pęcherz płodowy. W momencie dostałam skurczy partych - powaliłyby mnie na kolana gdybym stała :-D Od razu zrobiło się 10 cm rozwarcia. Położna tak kierowała porodem, że ochroniła moja krocze - nie pękło ani nie otarło się. Słyszałam jak co chwilkę mąż mówił - główka! główka! :-) Na którymś partym kazała troszkę poprzeć i urodziła się główka z rączką, potem reszta ciałka :-) Dostałam Dorotkę na brzuch, mąż przeciął pępowinę - jeszcze się prawie z położną o to pokłócili :-D Potem kangurowaliśmy się jeszcze dwie godzinki na sali na której rodziłam Szymusia :-) Po 3 nad ranem przewieźli nas na położnictwo i potem to już inna bajka :-)
    Pierwsza faza trwała 2,5 godziny, druga 5 minut :-) Na porodówce spędziłam tylko 1,5 godziny :-)

    Mój pierwszy poród był ZUPEŁNIE inny, nie da się porównać czy lepszy czy gorszy. To była jazda bez trzymanki ale fajnie byłoby ją powtórzyć
    :-D
     
    Ostatnia edycja: 25 Wrzesień 2012
  5. malenstwo20

    malenstwo20 Gość

    wiesc o CC spadla na mnie nagle. w środę rano podlaczyli mnie pod KTG (NST). mało się ruszał nawet cukierki czy też wafelki nie pomagały. bylam podłączona niemal godzinę. czekałam też na USG i obchod.
    przyszedł obchod i mnie zaczeli odłączać. lekarka powiedziała ze jeszcze USG i zobaczymy. potem zerkneła na zapis KTG i nie spodobal jej sie. tetno skakało na 90 i na 150 nawet. mowilam ze malo sie ruszal. zaraz poszlam pod zabiegowy na usg, najpierw weszlam na fotel i trzy mnie badaly, brak rozwarcia, szyjka cala. zaraz potem na usg. i mowi lekarka że dziś lub jutro CC, wieczorem zrobią jedno badanie i spróboja wywyolać przez okcytozyne. mialam juz nic nie jeść (czyli od 10). poszlam na sale swoją, zaraz przychodzi lekarka i mowi ze skonsultowali i ze dzis cc. przepływy są złe. podpisalam zgodę. troszke zestresowana z łzami w oczach emocje daly swoje. zadzwonilam do B i prawie sie rozpłakałam, potem pogadalam troche z kolezankami z patologii. spakowałam sie. i potem na trakt porodowy mialam isc z dokumentami tylko. podlaczyli kroplowke i ktg. lezalam ponad 5 godzin. siedzial przy mnie B. na chwile znikl pojechal po swoja mame. podlaczyli cewnik i poszlam na operacyjna. przyszedł anestezjolog powiedziałam że nie moge ZZO i wstrzykneli cos w zyle podlaczyli cisnieniomierz i elektrody. anestezjolog dal tlen raz, i poczulam szarpniecie nie bolesne na brzuchu ale instyktownie powiedzialam "ała" a anestezjolog ze jeszcze nie spie by poczekac. zaczel mi sie obraz rozmazywac i zasnelam. obudzilam sie wyjezdzajac z traktu porodowego na pooperacyjna sale. widzialam dwie kolezanki z patoligi B i jego mame. potem odwiozl mame i przyjechal do mnie. siedzial az do konca odwiedzin, trzymajac mnie za reke i wilgotna gaza zwilzal mi usta. o 15.40 dokladnie Jaś był już na swiecie, szybko poszło bo na operacyjna o 15.25 poszlam.
    bylam cala noc na monitoringu i pod cisnieniomierzem co pompowal sie co pol godziny. najgorszy bol byl ten worek z piaskiem co uciskal kilka godzin rane. dopiero przed polnoca go zdjeli. zasnelam ale sie budzilam co troche. jasia zobaczylam pierwszy raz przed polnoca bo poprosilam by go mi przywiezli. ale tylko chwile bo slabo mi bylo. nie chcialam by mi spadl. w ten dzien co ja byly jeszcze dwie cesarki ale wczesniej niz ja bo ok 11 i 14.
    rano o 6 temperatura, o 7 przywiezli nam dzieci i musielismy wstac i isc na sale bo pooperacyjna musieli odkazic itd. z trudem wstałam. wszystkie musielismy ja najmlodsza i najkrocej po cc. polozne mowily ze dam rade jestem silna i dalam rade. 2-3 dni pierwsze chodzilam jak staruszka. zgarbiona i obolala. brzuch i rana bolaly okropnie. w nocy byla masakra wstawac do Jasia. lozko sobie podniosłam na pol siedzaco i tak spalam. potem nastepna noc nizej az w koncu dajerade normalnie funkcjonowac. troche kregoslup teraz boli. ale gdy tylko patrzyłam w szpitalu na Jasia to nie czulam bolu. caly dzien i noc byl ze mna w pokoju. w 3 dobe mialam dusznosci. szpital ocieplali akurat i zaslonilli okna dechami i duszno bylo. ciezko bylo odkaszlnac po znieczuleniu czy zalatwic sie czy tez kichnac bo brzuch bolal. ale dostalam rade by poduszke przykladac i pomoglo. teraz w domu i jestem szczesliwa.

    jak lezalam na pooperacyjnej B mama pokazala mi zdjecie pierwsze Jasia. B powiedzial ze 8pkt dostal ile wazy i dlugosc. pierwsza doba suchary i kleik, w drugiej chude zupki. a juz w trzeciej normalne posilki. pierwsza doba to jak tylko pytali czy chce kleik mimo ze nie dobry to bralam bo glodna bylam. pani co posilki rozdawala dziwila sie bo kazda kobieta raz dostala kleik to nastepnym razem juz nie chciala bo nie smakowal.
     
  6. jutrzenka

    jutrzenka Szczęsliwa mamusia :)))

    a jak to sie stalo ze juz po to w sumie sama nie wiem.
    Jak pisalam miala przelezec weekend i czekac co dalej.
    Ale w nocy w sobote dostalam nagle silnych dreszczy, polozne mnie przykryly kocami, daly kroplowki i przeszlo. Za to zaczela sie goraczka 39,5. Ok 12 w nocy mi odpuscilo ale leze bo usnac nie moge i czuje mocne bole w podbrzuszu.
    Wiec zaczelam patrzec na zegarek. Najpierw bylo co 5-6 min, potem co ok 9 (albo ja przegapialam). Poszlam na badanie a tam bez zmian.
    Nad rano bol coraz wiekszy i juz co 3 minuty. Znow badanie i znow nic. Podlaczyli mi ktg, ja zdycham co 3 min a skurczy i zmian w szyjce brak.
    Podlaczyli mi kroplowke rozkurczowa a ja dalej coraz gorzej sie czuje, bol juz wielki, pojekiwalam bo nie moglam wytrzymac. Po 10 wzieli mnie znow na badanie i szyjki brak a rozwarcie 2-3cm i decyzja jedziemy na porodowke
    Spakowala mnie kolezanka z sali, zadzwonilam do R ze jade na porodke a on ze juz jest w drodze. Polozna co mnie wiozla mowi: prosze dzwonic do meza ale niech nie pedzi bo to troche potrwa. To bylo przed 11.
    Polozyli na sale porodowa, podlaczyli ktg i lezalam. Dalej nie pisaly sie skurcze w macicy. A bol stawal sie nie do wytrzymania i dalej srednio co 2-3 min. Polozna podlaczyla mi nawodnienie i powiedziala ze potem przyjdzie lekarz i zbada pod katem rozwarcia i znieczulena bo prosilam o nie. Przy dwoch wiekszych bolach polecialo mi troche wod ale nieduzo
    Przyszedl lekarz, bada i pelne rozwarcie wiec popij woda.
    No i powiedziala ze rodzimy
    Bol juz taki ze myslalam ze zdeczne, czekali tylko na bole parte pytaj ciagle ze mam wrazenie ze chce kupę.
    No i sie zaczelo
    W trakcie bolu partego mialam zamykac oczy, nabierac powietrza i przec. Po kilku razach widac bylo glowke. Potem mnie zachecali, namawiali zeby przec. To w sumie trwalo najkrocej i tez bolalo potwornie ale inaczej niz te zwykle bole.
    W miedzyczasie w trakcie jednego skurczu poczulam ze mnie troche nacieli. Potem znow pare parc, strzelily wody (az mi na poduszke i cala mnie i czulam ze glowka poszla a reszta za nia jakby sama wyszla. Potem poszlo jeszcze lozysko.
    I wtedy to uczucie ulgi bo bole odeszly.
    Polozyli mi dziecko na brzuchu, bylo potwornie umazane mazia, wody byly zielone, prawdopodobnie w zwiazku z infekcja maly oddal smoke w brzuchu. Za chwilke zaplakal i go zaczeli myc i mnie zszywac. Dziwne i glupie uczucie ale juz wiesz ze po wszystkim i czujesz ulge.
    W trakcie szycia mnie zadzwonil maz ze juz dojechal i gdzie ma mnie szukac. A ja ze teraz tu nie wejdzie (zreszta nie chcialam zeby to widzial na koniec) i niech czeka na korytarzu po sala 335.
    Pyta sie jak sie czuje i co tam a ja ze juz a on zartujesz, no wez przestan, jak to juz?????????? Ze czemu wczesniej nie dzwonilam jak sie zaczelo.
    Tylko co w nocy mialam dzwonic jak to nie byly skurcze i organizm nie reagowalam. Zadzwonilam jak mnie wzieli a ze wracal po aparat to byl 20 min za pozno

    Ale z perspektywy powiem ze nie chcialabym zeby byl przy tym, moze na pocaatku jak mialam te bole i lezalam po ktg sama i tylko polozna zachodzila to moglby sie przydac do towarzystwa ale z drugiej strony w trakcie bolu jeczalam potwornie i nie wiem czy dobrze jakby to widzial i czy bym sie przy nim nie rozkleila.
    A same parte to raczej nie powinny byc ogladane bo rozne rzeczy sie zdarzaja (mi sie nie zdarzylo akurtat) wiec po co to ma maz ogladac

    a tak teraz z porownania co lepsze CC czy SN - ZDECYDOWANIE CC
    Niby dzis sie lepiej czuje, jedynie tylek i szew ciagnie a po cc to masarka na pierwsze doby ale sam bol porodowy, dla mnie byl potworny
     
  7. arwen

    arwen Fanka BB :)

    teraz moze ja sie podziele moomi wrazeniami z porodu.
    A wiec tak dnia 18 wrzesnia wstalam przed 7 rano jak zwykle zeby zawiesc straszego synka do przedszkola, w tm dniu chcialam zeby go zaprowadzil maz wiec mial isc pozniej do pracy. Pozniej miala jechac na pierwsze ktg do lekarza. poszlam do ubikacji zrobic siusiu i patrzre na bielizne a tam sluz czerwony. zawiezlismy Patryka do przedzkola , a pozniej do dl lekarza. Polozna jak uskyszala ze leci krew to od razu do gabinetu kazala wejsc. Po badaniu okazalo sie ze szyjka skrocona i ma 2 cm wiec odrazu na ip i tam powiedziala ze jak skonczy przyjmowac to przyjdzi e nie wykluczone ze bedzie cc. na pato;ogi lezalam do 14 coraz bardziej czulam skurcze, balam sie ze nie zdazą mi cc zrobic. po 14 przyszla polozna i kazalaisc na blok. przygatowali mnie i wzieli na sale operacyjna. znieczulili. i zaczeli wyciagac malego dziwne to uczucie bylo takie szarpanie tylko bylo czuc jak wyciagali malego. Pozniej pokazli mi go tylko na chwile i wzieli, ale tak krzyczal., ze lekarka mowi jak Ci sie spieszylo na siwat to teraz po co krzyczysz. Pozniej zaczeli mnie zszywac, wyceli stara blizne, wzieli mnie na sale podpieli kroplowki z przeciwbolowymi lekami. malega dali mi dopiero na drugi dzien bo maly lerzal na poduszce do podgrzewania. jeden dzien byl na fototerapi bo mial lekka żółtaczke. a w piatek 21 wyszliśmy do domku.
     
  8. the_white_one

    the_white_one Fanka BB :)

    Przepraszam z góry za długi opis, ale tyle się działo że nie mogłam napisać krócej :)


    Mój poród rozpoczął się dosyć nieoczekiwanie. Przez moje problemy z nadciśnieniem miałam stawić się w szpitalu we wtorek 25 września na kontrolne ktg i badanie podwozia. Jeśli by coś wskazywało na to, że coś się dzieje to mieli przyspieszyć poród, bo ciśnienie miałam ciągle na granicy mimo 5x Dopegyt dziennie. Złożyło się tak że we wtorek po 3 w nocy obudził mnie ból krzyża i chciało mi się jak zwykle siusiu. Zdziwił mnie ból krzyża. Źle spałam czy co? Poszłam do męża, który w tym czasie pracował przy komputerze. Stwierdziłam, że jestem strasznie głodna i zrobiłam nam coś do przekąszenia. Generalnie zamiast spać to rozsadzała mnie jakaś dziwna energia, że miałam ochotę tańczyć. Popukałam się w głowę bo przecież była 4 rano i poszłam z powrotem do łóżka. Przewalałam się trochę z boku na bok myśląc, że ten ból krzyża to może poród. Ale zaraz odgoniłam tę myśl, bo przecież z Anielką wszystko zaczęło się od skurczy od razu takich że wiedziałam, że to to. No więc pocieszyłam się myślą, że chociaż się wyśpię jeszcze przez dwa tygodnie. Podniosłam nogę aby się przekręcić i poczułam jak mi coś poleciało... Wyleciałam natychmiast z łóżka żeby przypadkiem go nie zalać. Po wstaniu poleciały mi strużki wód po nogach i już byłam pewna, że oto zaczął się poród.


    Powiedziałam mojemu zaskoczonemu mężowi, że rodzimy. Z jednej strony ucieszyłam się że samo wszystko się zaczęło i nie muszę się już martwić o to ciśnienie, z drugiej jednak, zaczęłam bać się tego, co mnie czeka - tego wysiłku i bólu. Zaczęłam trząść się ze strachu i emocji. Opanowałam się jednak zaraz :) Wody odeszły mi o 4:30 a o 6:15 odczułam pierwsze skurcze, które pojawiały się co 3-5 minut. Były jednak lekkie. Zadzwoniłam po moją mamę, aby zajęła się Anielką. Podczas skurczów chodziłam z córcią za rączkę po całym mieszkaniu i jakoś tak prawie ich przez to nie odczuwałam. Około 8:30 byliśmy na IP. Tam trwało wszystko godzinę zanim mnie przyjęto. Okazało się, że mam 2cm rozwarcia. Przyjmowała nas bardzo miła pani i zaprowadziła nas na porodówkę. Podpięli mnie pod KTG które właściwie nie wykazywało żadnych skurczy, a mnie już bolało dosyć mocno. Padła decyzja o oksytocynie, której się tak bałam. No ale wód nie było już kilka godzin więc trzeba było akcję rozpędzić. Skurcze zaczynały być coraz mocniejsze. Potem skakałam na piłce i opierałam się na mężu. Myślałam że rozwarcie już jest spore, bo taki ból czułam z Anielką przy 8-9cm. A tu niestety okazało się że tylko 5cm. Złapałam strasznego doła, że nie wytrzymam. Zwątpiłam we wszystko. Bałam się, że taka długa droga przede mną a już tak boli. Mąż mnie wspierał z całych sił, ale też niewiele mógł zrobić aby mnie pocieszyć.


    Wzięłam wszystko przeciwbólowe, co dawali, czyli coś do żyły i dwa czopki. Poszłam też pod prysznic i to wszystko razem sprawiło, że skurcze były jakoś do wytrzymania. Potem jednak musiałam wyjść spod prysznica z powrotem pod oxy. Nie chciałam jej bo wiedziałam, że znów będzie masakra. Położna jednak wytłumaczyła mi, że nie możemy za bardzo przedłużać. Jednak dała mi chwilę do namysłu. W końcu pod namową męża zgodziłam się na oksytocynę. Położna mi powiedziała, że u mnie może pełne rozwarcie przyjść w jednym skurczu i mogę nawet za 5 minut urodzić. Kochana pocieszała mnie, ale ja jej nie wierzyłam.


    Nagle jednak przyszedł bardzo mocny party. Badanie 6 cm. Ja dół, że tylko tyle. Następny skurcz 8cm. Silne parcie. Kazała tylko oddychać, co było straaaaaaasznie trudne. Położna wszystko szykowała i fartuch ubierała błyskawicznie. Potem już pełne rozwarcie, ale przeć mogłam tylko raz, potem tylko oddychać na skurczu. Już wychodziła główka gdy nagle skurcze ucichły i Laurunia praktycznie sama się rodziła. Zaraz już przeszła główka z rączką i dalej cała ona. No i wieeeeeelka ulga i szczęście ogromne! :) Nie pękłam ani nie byłam nacięta mimo, że urodzona z rączką. To była cudowna chwila :) Potem na jednym skurczu urodziło się łożysko. Mąż przeciął pępowinę, a niunia wylądowała na moim brzuchu. Wyraźnie uspokoiła się. Zaglądnął lekarz i tylko dowiedział się, że po wszystkim i nie ma szycia :) tyle go widziałam.


    Zabrali maleńką do ważenia i mierzenia. (3260g i 56cm 10pkt) Mąż poszedł z nią. Ja zgramoliłam się na łóżko i dostałam maleńką do piersi. Po chwili prób ładnie się przyssała. I zostaliśmy na trakcie jeszcze 2 godziny na obserwacji, które zleciały bardzo szybko. Potem przewieziono nas na oddział położniczy. Spędziłyśmy tam w sumie 5 dni. Mała miała niewielką żółtaczkę i była naświetlana przez jedną dobę. Tak poza tym było z nią wszystko w porządku. Mi natomiast zaczęło wariować ciśnienie i musiałam mieć kroplówki i trzymali jeszcze 2 doby dodatkowo aż się ciśnienie nie unormowało.


    Pobyt w szpitalu wspominam bardzo dobrze. Wszyscy byli dla nas mili i czułam się tam bezpiecznie. Nawet jak miałam jeden dzień kryzysowy, bo myślałam, że już wyjdę i zobaczę się ze starszą córcią, a musiałam jeszcze zostać, to położne pocieszały mnie. To było kochane :)


    Co mnie zaskoczyło jeszcze to to, że dużo bardziej bolało mnie zwijanie się macicy po porodzie i trochę dłużej dochodzę do siebie. Jednak cały poród mimo, że był bardziej bolesny wspominam lepiej, gdyż psychicznie jakoś tak dobrze to przeżyłam. I dziwię się, że to piszę, ale będę te chwile naprawdę dobrze wspominać. :)


    A Laura jest kochaniutka i śliczniutka. Starsza córcia przywitała ją zdziwieniem, ale cały czas daje jej buziaczki :)
     
  9. azorek84

    azorek84 mama Amelii 2009

    no i ja sie doczekalam:-D
    jak wiecie w czwartek 4.10 odszedl mi czop i zaczely sie jakies nieregularne pobolewania. postanowilam rozkrecic troche skurcze i poszlam razem z mama odebrac Amelkowne z przedszkola. w drodze powrotnej skurcze byly juz co 15 min. wrocilam do domu przyszla kolezanka z corcia na kawke i ciacho i ok 18 skurcze byly juz co 10-8min:tak:zaczelo lupac co raz mocniej wiec zadzwonilam i kazali jechac na porodowke:-) zeszlam do sasiadki zapytac czy mnie podwiezie balam sie czekac na taxi i zawsze to razniej z kims znajomym chocby pod szpital podjechac. w szpitalu badanie...3cm:shocked2:chcialam 5 ale spoko moga byc 3 znaczy ze sie rusza:tak::-) kolejne skurcze mega mocne dopadly mnie kolo 22 i poprosilam o gaz and air. kulalam sie na pilce zaciagajac gazem i ogladalam csi kryminalne zagadki w tv:-D po 23 blagalam o cos wiecej dostalam paracetamol (witamy w szkocji) i dihydrokodeine. po tym juz nie dalam rady nogami przebierac zrobilam sie ciut senna z glowa jak balonik. polozylam sie na wyrko pod kocyk skurcze co 3 min. o 24 badanie :8cm:szok::szok: aaaaaa to juz nie bedzie zzo...spoko dam rade bez paniki aaaaaa rodze aaaaaaa
    wody nadal nie odeszly pecherz z wodami przebila mi polozna ok 1 w nocy bylo juz 9cm. wczesniej wzielam jeszcze morfinke bo myslalam ze zejde ze stresu:zawstydzona/y: morfinka mnie wyluzowala ze przynajmniej zle mysli rozwialo bo nagle mnie dopadla stresowa:zawstydzona/y::sorry2: zaczely sie parte nie wiem juz o ktorej godzinie bo srednio bylam w stanie pomyslec o patrzeniu na zegarek wybaczcie;-):-D:-D
    troche sie zeszlo bo skurcze sie wydluzaly w czasie zamiast sie przyspieszac:zawstydzona/y: przy ktoryms partym polozna wola zobacz!!glowka wystaje !! a ja szok i zerka zerkam a przez bebzol nic nie widze i jej mowie ze nie dam rady sie tak odchylic brzuch mi zaslania. to machnela brzuchem na bok i patrze ...jest!!!! owlosiona czarnymi klaczkami:-) kolejne parcie i ramionka polozna krzyczy do mnie otwierja oczy kobieto! dziecko ci sie rodzi patrz ramionka! patrz pupka i cyk dzidzia na brzuchu:-):-) ja na partych zamykalam oczy bo w glowie mi sie krecilo od morfiny i tak bylo mi lepiej:-) sama wlasnymi rekami przecinalam pepowinke i to lewa reka trzesaca sie po wysilku:szok: dalam rade ale tym razem moze lepiej ze mezastego nie bylo bo....pepowina-to raz a dwa jak urodzilam lozysko to podniosla je triumfalnie do gory zeby mi pokazac jakie to wielkie i jak wyglada i cieszy sie do mnie ze spore ze czyste i pach do worka:eek: moj maz to by zemdlal juz przy pepowinie penie a z tym lozyskiem to juz by go sanitariusz musial wynosic:-D:-D:-D

    kangurowalysmy sie ze 2h Olivka ma spore decybele musze przynac:-) od razu rzucila sie na cycorki az polozna byla w szoku ze dawno takiego noworodka nie mieli tzw: pijaweczki:-)
     
  10. reklama
  11. pesca

    pesca Fanka BB :)

    W sobotę miałam ktg i w trakcie badania lekarz powiedział ze odchodzi mi czop i żebym się nie przejmowała krwią jaka się pokaże. Po obiedzie poczułam skurcze co 5 min i zgodnie z zapowiedzią zaczął schodzić czop. Poczekałam 2 godziny i wróciliśmy do szpitala.
    Przyjeli mnie o 18.Ktg, wypełnianie dokumentów. Na przedporodowej super warunki - sama z mężem, póki dałam radę oglądaliśmy telewizję, później skakałam na piłce, brałam prysznic, co godzinę sprawdzano małemu tętno. Zajmowała się mną położna i dwie studentki (wspaniałe dziewczyny). Główka nie chciała wchodzić w kanał rodny, radziły mi by skakać na piłce - katorga. Największa ulga - spacerowanie z mężem i to gdy podczas skurczu mąż masował mi plecy. Niestety wszystko działo się bardzo wolno ale rozwarcie postępowało tak więc przy 5 cm podali mi zzo. Ulga nieziemska. Wylądowaliśmy na porodówce. A tam zgaszono światło, zapalono świeczkę, puścili mi radio. Mąż obok na krzesełku. I czekaliśmy na rozwój sytuacji. W końcu położna przebiła mi pęcherz. Wielkie zdziwienie wszystkich jak dużo ich jest. Gdy skończyły się wody zaczęła lecieć krew. Tętno zaczęło małemu skakać. Reakcja położnej - dzwonimy po lekarza. I jego decyzja - kończymy to cesarką. Miałam cesarkę pod narkozą. Mały dostał 10 pkt. Urodził się w niedziele po 1. Okazało się, że mały był okręcony pępowiną i jakby tego było mało zaczęło odchodzić łożysko. Paweł jest kochaniutki.
     
  12. sandrik1

    sandrik1 Fanka BB :)

    Mi odeszły wody ok 2:45. Były koloru bladego różu, więc na początku lekko spanikowałam że będę musiała gnać do szpitala. Ale gdy męża obudziłam to w necie znaleźliśmy info że takie wody jak moje są ok, więc po wzięciu prysznica i zrobieniu prowiantu udaliśmy sie do szpitala(ok 5:00). Tam niemiła kobita w izbie przyjęć nas przywitała. Zaraz zjawił się lekarz by oznajmić że mam rozwarcie dopiero na 1 palec i jak się skurcze regularne nie zrobią to będzie OXY. Już w sali porodowej skurcze zaczęły być bardziej regularne nawet co 4 min, więc poskakałam trochę na piłce. Ale gdy poinformowałam że chce dostać ZZO to miałam wrażenie że mnie będą starać się odwieść od tego przez co skurcze mi sie zrobiły co 10min. To padła decyzja o OXY, ale obiecano mi te ZZO. Po OXY skurcze się zrobiły co 2min i bardzo bolesne. Oddychanie ze SR nie pomagało. W końcu błagałam męża żeby poszedł i im powiedział o tym ZZO. Ale zaraz przyszła położna mówiąc ze rozwarcie na 3,5 palca (czyli niby 7cm) i czy na pewno nie dam rady bez ZZO. A ja że chce ZZO!!! I dostałam je, po czym skurcze parte zaczęłam już tylko czuć. Położna mi kazała poprzeć trochę na "boczku" przy skurczu ale ja się bałam (że pod jej nieobecność) że główka sama wyjdzie ;-) Taka schiza,że się porozrywam bez nadzoru. ZZO działało 2h i wtedy te parte zrobiły się nieprzyjemne i meczące. Padła decyzja że mam wstać z wyrka i na kuckach poprzeć. I znowu mnie zostawiła położna. Od tego kucania, parcia i wstawania w głowie mi się kręciło i chciało mi się spać. W końcu za którymś skurczem przyszła położna, kazała się położyć i przygotował się zespół do cięcia krocza (przy parciu nie bolało ale wiem kiedy nacięli). I wtedy już tylko słuchałam komend położnej z zamkniętymi oczami. Nie pamiętam przy którym partym głowa wyszła ale udało się i potem już poszło szybko-barki i łożysko całe. I córeczka pojawiła się mi na brzuchu. Mąż aż zaniemówił z wrażenia, gdy powiedziałam żeby się przywitał z córką :tak: Szycie krocza nie było przyjemne, ale lekarz był dowcipniś i umilił te paręnaście minut.
    Obyło się więc bez cesarki, a córeczka dostała 10 pkt.
     

Poleć forum