reklama

opowieści z porodówek - bez komentarzy

Temat na forum 'Dzieci urodzone w czerwcu 2010' rozpoczęty przez gosiagro, 18 Maj 2010.

  1. gosiagro

    gosiagro Mama czerwcowa 2010

    Jako, ze mamy pierwsza rozpakowaną czerwcówkę zapraszam do podzielenia się historiami porodu:-D
     
    Ostatnio edytowane przez moderatora: 26 Maj 2010
  2. koriander

    koriander Fanka BB :)

    pozwalam sobie zamiescic ten opis tutaj

     
  3. reklama
  4. Gosia***

    Gosia*** Fanka BB :)

    To ja też opis na szybko.
    Przez cały czwartek czułam się "inaczej" i powiem Wam że jakoś tak czułam że godzina zero się zbliża:tak: Takie konkretne bolesne skurcze zaczęły się ok 23. Były w odstępach ok 15 min. W miarę upływu czasu odstępy między nimi malały. Nie chciałam za szybko jechać na porodówkę, więc jeszcze odczekaliśmy. Do szpitala wybralam się ok 1.00 w nocy, gdy skurcze były co 3 min. Zajechaliśmy wpisałam się na oddział, potem jeszcze te ich wszystkie papiery czyli 100 pytań do :wściekła/y:. W końcu wylądowałam na porodówce z rozwarciem na 5cm:eek: myślę sobie troche mało, no ale co zrobić. Podłączono mi ktg i leżałam. Skurcze zrobiły się rzadsze:-(ale po jakimś czasie znów się rozkręciły. Powiem Wam że aż tak bolesnych skurczy nie pamiętam z żadnego porodu:no:nie wiem dlaczego. W końcu zaczęlam odczuwać lekkie parcie, ale skurcze nadal bolesne, więc rozwarcie nie było pełne, zabroniono mi przeć (to nie takie proste!!) W końcu jest! Pełne rozwarcie i porządny skurcz party i słowa położnej "proszę się przygotować przy następnym skurczu rodzimy":tak::szok: Dziewczyny jak ja usłyszałam że to się wreszcie może skończyć, to dostałam takiego "powera" że sobie nie wyobrażacie:-D Myślałam tylko żeby jak najszybciej wypchnąć małą:tak:W rezultacie Natalka urodziła się w czasie jednego skurcza partego:-)Parłam, gdy urodziła się główka, polożna kazała nie przeć tylko dobrać powietrza i po chwili dalej przeć i już malutka była:-D Lekarz mówil że tak ładnego porodu jeszcze chyba nie widział:shocked2:Nie byłam nacinana:no::-) Mąż bardzo mi pomógł:tak:swoją obecnością i tym że mnie podtrzymywał, w takiej pozycji w jakiej najmniej bolało. Poza tym przy parciu był bardzo pomocny. Nawet słyszałam na obchodzie następnego dnia jak lekarze mówili mojej gin prowadzącej że bardzo ładnie urodziłam i że mąż się świetnie spisał, bo wiedział co robić żeby pomóc. :tak: Bardzo jestem obolała po tym porodzie, taka polamana jakaś. Boli mnie miednica i spojenie łonowe, co bardzo utrudnia chodzenie:-( No i to by było na tyle. Teraz liczy się tylko Natalka:-D
     
  5. sealet

    sealet Fanka BB :)

    Opis na szybko - póki maleńka śpi:-).
    Piątek upłynął nam bardzo spokojnie - skurcze sie wyciszyły i wieczorem byłam święcie przekonana, że kolejna noc będzie spokojna. Obudziłam się po raz pierwszy koło 1.00 na wędrówkę do toalety i nadal cisza. O drugiej coś mnie zbudziło ze snu, więc znów powędrowałam w ustronne miejsce - i się zaczęło... Złapało mnie bardzo mocno, aż myślałam że stracę przytomność i do tego biegunka. Skurcze były co 4,5-5 minut...po pół godzinie obudziłam męża, a sama wzięłam prysznic;-). Po prysznicu skurcze się nasiliły i były już co 3,5 minuty. Szybciutko dopakowałam kosmetyki do torby, do samochodu i kurs do szpitala. Na izbie byliśmy o 3.30 oczywiście papierologia i rozwarcie na 4cm, niestety nie ominęła mnie enema, ale szczerze mówiąc, skurcze były już tak dokuczliwe, ze było mi wszystko jedno. Na sali porodowej podłączyli mnie do KTG i kazali leżeć na płasko - myślałam, że wyzionę ducha, ból był nie do zniesienia. KTG pokazywało skurcze non stop - stan napięcia nigdy nie spadał poniżej 70. Jak mnie wreszcie odłączyli było przez moment lepiej - worek sako nie działał... trochę pomogła piłka + drabinki, ale tak przez 5 skurczy, potem już nic nie pomagało. Zaczęłam prosić o znieczulenie - najpierw miał mnie jakiś gin zbadać. Przyszła lekarka - pełne rozwarcie (4.45), kulociągiem przebiła pęcherz płodowy - wody czyste. Niestety najprawdopodobniej już dłuższy czas miałam pełne rozwarcie, i dalsza akcje hamował właśnie pęcherz płodowy. Akcja po przebiciu zamiast przyspieszyć zwolniła. Podłączyli mi oxytocynę w dosc dużym przepływie - skurcze nie były już non stop tylko co kilka minut, i główka przez dłuższy czas pojawiała się i znikała. Nacięli mnie bardzo szeroko i jakoś poszło. Wreszcie o 5.45 udało się - maleńka miała pepowinę wokół szyi + zawieszona była na niej jak na szelkach za rączki, była sina, niemrawa, Apgar 8. Położyli mi ja na brzuch, szybko przecięli pępowinę i pediatra stwierdził, ze wymaga pomocy i zabrali ją pod tlen. Mąż poszedł z maleńką, ja w tym czasie rodziłam łożysko i próbowali mnie zacerować. Nie było to łatwe, bo macica nie chciała się obkurczac i zaczęłam fest krwawic, podali mi leki na obkurczenie, masaż macicy - ostatecznie musieli mnie wyłyżeczkować:-(.Transfuzji udało się uniknąć. Potem leżałam na obserwacyjnym, z lodem na brzuchu, trzęsąc się z zimna, emocji i utraty krwi. Okazało się na domiar złego, że nie ma miejsc na położnictwie, przez co mnie położyli piętro niżej niż dziecko. Po mniej więcej trzech godzinach doszłam do siebie na tyle, żeby wziąć prysznic i podejść do maleńkiej. Była już w trochę lepszej formie ale nadal ospała, niestety pielęgniarka nakarmiła ja butelką. Jak przyszłam za dwie godziny i próbowałam ją karmić to niespecjalnie chciała się ani obudzić, ani zassać. Dodatkowo układała lewą rączkę tak jakby miała porażony cały splot barkowy - podejrzenie uszkodzenia nerwów. Wieczorem była już troszkę silniejsza i zaczęła ruszać tą rączką, ale nadal nie wyglądało to najlepiej:no: Po porodzie bolał mnie krzyż, krocze i trochę kręciło mi się w głowie, ale natura jest zdumiewająca i szybko udało się zregenerować siły. Koło 20tej przenieśli mnie na górę i pediatra wyraził zgodę, żebym ją wzięła do siebie i wreszcie mogłyśmy zacząć się poznawać:-). Potem było już tylko lepiej :-)
     
  6. nadika

    nadika Fanka BB :)

    Czułam się dobrze i nawet nie przypuszczałam ze mogę w tym dniu urodzić. Co prawda znajomi mówili z 2 tyg wcześniej że brzuch się obniżył ale ja sobie nic z tego nie robiłam.
    Jak codzień zjadłam śniadanko,a na drugie szykowałam sobie lody (pod koniec obżerałam się lodami). Siadam wygodnie w fotelu i czuję że mam mokro - szybko do kibelka a ze mnie leci, nie mogłam uwierzyć że to już. Telefon po męża i za 10 min mąz był już w domu. O 12.30 byliśmy w szpitalu, tam oczywiście wypełnienie ankiet, dokumentów i na fotel, KTG, USG, rozwarcie 4cm. Na początek wzięli mnie na salę, gdzie z mężem mieliśmy czekać aż coś zacznie się dziać. Ja nawet skurczy żadnych nie czułam. Dopiero ok 14.00 zaczęły się skurcze, na początek mniej bolesne ale już później bolało... co jakiś czas sprawdzali rozwarcie, 6cm, potem 8cm no i szybko zrobiło się 10cm. Myślałam że samo to parcie, sam poród trwał z godzinkę a to w sumie trwało 3 godz bo o 17.09 Natan był z nami. Powiem że myślałam że będzie gorzej choć w trakcie porodu mówiłam do męża że już więcej dzieci nie będzie :-)
    Mąż nie przecinał pępowinki bo mały zrobił sobie korale wokół szyi przez co musiał mieć szybko podany tlen. Ale to wzruszenie męża to coś niesamowitego..
    Warto było się pomęczyć by przeżyć cud narodzin, coś wspaniałego, niezapomnianego, gdy już maluszek pojawia się na świecie to bólu porodu wogóle się nie pamięta, już nic nie boli, nawet szycie było mi obojętne i naprawdę nie czułam bólu.
    Tak więc dziewczyny wszystko da się przeżyć :-D
     
  7. koriander

    koriander Fanka BB :)

    No to i ja sprobuje, bo zauwazylam ze z dnia na dzien sporo sie zapomina i maz musi mnie korygowac jak opowiadamy przebieg akcji znajomym :-)

    Jak juz wiecie nic nie wskazywalo na nadchodzacy porod, ja juz zalozylam ze sie przeterminujemy i zorganizowalam nawet wlasne party urodzinowe na poniedzialkowy wieczor (31.05). Rano mialam jeszcze wizyte u poloznej zebu sprawdzic ilosc wod i stan lozyska, mialam rozwarcie na niecaly palec ale to jak pewnie niektore z was z doswiadczenia znaja na nic nie wskazuje. Jeszcze wam napisalam na forum ze jednak przed trzydziestka nie urodze :-D
    Przed poludniem zauwazylam na wkladce krwista zelke ale to tez mnie nie wzruszylo, wiec zabralam sie za pieczenie ciasta. Okolo 13 poczulam bol troche jak na okres, akurat dzwonil maz wiec poprosilam go jeszcze zeby dokupil mala butelke wody mineralnej bo tylko tego mi brakowalo w torbie do szpitala. Bole zaczely sie pojawiac i znikac wiec tchnelo mnie ze moze to jednak skurcze i zaczelam zapisywac co ile i jak dlugo trwaja. Najpierw co 20 min pozniej 18, 15,13, 6, 8 i trwaly zawsze ok 30-45 sekund. Maz odwolal znajomych na wieczorna impreze.:-) O 14.30 zadzwonilismy do poloznej, ktora przyjechala i zbadala rozwarcie (na 2cm), nakazala dokladnie zapisywac rozwoj akcji i dodala ze to moga byc skurcze przepowiadajace bo sa krotkie i nieregularne. Po godzinie skurcze pojawialy sie co 2-3 min a ja zaczelam lazic po scianach, maz bardzo mi pomagal, prawie sie zapowietrzyl tak mi wtorowal w prawidlowym oddychaniu :-D O 16 znowu przyjechala polozna, rozwarcie na 4cm, bedzie dzis akcja stwierdzila. Po jej wyjsciu skurcze pojawialy sie co 2-3 min i zaczely tak nabierac na sile ze juz o niczym innym nie moglam myslec tylko o znieczuleniu. Wiec znowu telefon do poloznej ze juz chcemy jechac (w Holandii polozna przygotowuje szpital na nasz przyjazd i zalatwia wszelkie formalnosci), pojawila sie po 15 min, rozwarcie nadal 4cm ale nic, boli jak diabli wiec jedziemy. Myslalam ze najgorszy bol to ten wlasnie ale jak podjechala taksowka to tak sie rozkrecilo ze taksowkarz jak mnie zobaczyl rozlozyl podklad na siedzeniu bo sie bal ze nie dotrwam w jednym kawalku :cool2: Dotrwalam, w szpitalu na wozek i na porodowke, ledwo sie z wozka zczolgalam na lozko bo musieli najpierw zrobic KTG przed podaniem znieczulenia, oczywiscie skurcze na maxa, tetno dziecka ok, a mnie nagle taki bol schwycil ze prawie spadlam z lozka, to byl skurcz party i przy nim pekl pecherz strzelily ze mnie wody. Niestety nie byly czyste, wiec wezwali lekarza ktory sprawdzil rozwarcie i stwierdzil ze za kilka minut urodze, wszystko tam w srodku juz gotowe. Podlaczyli KTG bezposrednio do glowki malutkiej zeby monitorowac tetno. Parte w sumie trudno opisac, juz nie sa bolesne, sa silne i nie mozna nic z nimi zrobic, ja za kazdym partym wydawalam z siebie dzwieki jak zraniony lew, wg meza :eek::blink: Przez chwile wpadlam w panike ze bez znieczulenia nie dam rady ale akurat nadszedl party i poczulam glowke miedzy nogami, pieklo okropnie myslalam ze mnie rozdzieraja ale caly czas lekarz i polozna tlumaczyli co sie dzieje, ze to piekace uczucie zaraz przejdzie bo to glowka napiera i zebym teraz gleboko oddychala i za chwile parla. No i Lili przy nastepnym skurczu wyskoczyla, taka ciepla i sliska na moim brzuchu, taka zwinieta i bezbronna od razu zaczela plakac i ja i maz razem z nia. To rzeczywiscie niesamowite widziec meza placzacego w tym momencie, piekne uczucie, bardzo z niego bylam dumna ze taki dzielny byl no i on ze mnie bo poszlo nam na prawde szybko i dobrze. O 19.30 w szpitalu, o 20.14 Lili z nami. Przywiezli nam szampana i tradycyjna holenderska przegryzke serwowana przy narodzinach, mala juz ubrana zabrala sie za cyca, mi zalozyli dwa szwy kosmetyczne na otarcie zeby sie ladnie goilo, potem przywiezli nam obiad, potem prysznic i po polnocy wrocilismy do domu. Pierwszy Dzien Dziecka swietowalismy juz w trojke :blink:

    Przepraszam ze tak sie rozpisalam ale pozniej zapomne a warto to sobie spisac na przyszlosc :-)
     
  8. hefi

    hefi Fanka BB :)

    To kolej i na nas :) póki Mała śpi.

    Może zacznę od tego, że nasza Julka postanowiła poczekać na tatusia z przyjściem na świat bo o 2 wrócił z pracy i jak tylko położył się do łóżka to mi odeszły wody (ok 2:30). Szybko się zebraliśmy i pojechalismy do szpitala. Dotarliśmy po 3 rano i przyjęli mnie na salę przedporodową. Czekaliśmy na skurcze które nie nadchodziły aż do 16tej (rozwarcie miałam max na 2cm i kilka mało bolesnych skurczy krzyżowych tyle się posunęła akcja przez prawie 14 godzin). Podali mi kroplówkę i nie minęła godzina jak skurcze były bardziej bolesne i coraz częstsze. Nie pamiętam o której wylądowałam na łóżku porodowym ale ból i skurcze były nie do zniesienia... Dostałam zastrzyk żeby przyśpieszyć rozwarcie. Położyłam się na mega wygodnym fotelu do porodu (normalnie bajka - szkoda że nie mogłam się nacieszyć wygodą bo wszystko mnie bolało ;) ). Mój mąż był przy mnie i powtarzał żebym oddychała, podobno robiłam się momentami blada. Podali mi tlen i było to dla mnie zbawienie bo dużo lepiej znosiłam nadchodzące już skurcze parte. Przyszła położna (rewelacyjna babka, cud kobieta), która poprowadziła mnie przez dalszą część porodu, mówiła co, kiedy i gdzie. Mała pojawiła się na świecie o 19:30 przy 1 skurczu partym. Jak mi ją położyli na brzuchu zapomniałam o całym bólu, twarz podobno mi promieniała z radości :) Mój mąż się popłakał.
    Nacięli mnie ale spodziewałam się większego bólu i problemów po szyciu (nie jest tak źle). Najgorsze było łyżeczkowanie :/ lekarz który przyszedł po urodzeniu Julki na zszycie krocza, stwierdził że trzeba wyłyżeczkować w razie czego - a był strasznie nie delikatny i nie powiem bolało.
    Ogólnie poród wspominam super, uczucie maleństwa na piersi niezapomniane.
    Jestem też dumna z męża i strasznie mu wdzięczna za to że był przy mnie.
     
  9. kwiatek85

    kwiatek85 Zaciekawiona BB

    cześć mam na imię Magda trzy nie dno urodziłam w styczniu i nawet nie narzekam nie taki straszy diabeł jak go malują boli mnie dzisiaj kręgosłupy bo miałam bule z krzyża ale nie dogu się meczowym tylko 5godzin pozdrawiam
     
  10. reklama
  11. paulka82

    paulka82 Fanka BB :)

    Akurat mam dłuższą chwilkę, bo chłopaki na spacerze, mała nakarmiona,śpi, więc i ja postaram się opisać jak to się wszystko zaczęło...:-)

    W sobotę 05.06 napisałam Wam na BB,ze odszedł mi czop, później jakoś mnie zmógł sen i poszłam spać, obudziłam się po pewnym czasie i mój mąż stwierdził,że jadą z Patrykiem na spacer nad jezioro i jak mam ochotę to mogę jechać z nimi, ale nie miałam siły i wolałam jechać do rodziców na działkę troszkę wystawić buźkę do słoneczka. Na działce złapał mnie kilka razy skurcz,ale nic mocnego i raczej regularnego. Posiedziałam z rodzicami do 17 i postanowiłam na piechotkę wrócić do domu,to jakieś 20 min spacerkiem.Jak doszłam do domu to stwierdziłam,że mam skurcze okazało się,że co 20-18 min. Poszłam się wykąpać,żeby sprawdzić, czy skurcze przejdą, a one się jedynie nasiliły, były co 15 minut, było ok 20, wrócił mąż z synkiem i kazałam mu spakować małego i zawieźć o moich rodziców, gdyby się miało coś rozwinąć. Skurcze co 15 minut miałam ok 3 godzin, ale były znośne więc nie panikowałam, nagle chwile po 23 zrobiły się co 12-10 min i były dość mocne, wytrzymałam do północy, między czasie dopakowałam torbę i ruszyliśmy o szpitala. Byliśmy tam ok 00:30, oczywiście najpierw papierologia, a między czasie zauważyłam,że skurcze są coraz częstsze i mocniejsze, położna je sprawdziła i były co 8 minut. Wzięli mnie na fotel, a tam rozwarcie na 5 cm i wszystko gotowe do porodu :-) Poszliśmy odrazu na porodówkę, położna podłączyła mnie pod KTG, skurcze co 2 minuty takie na 90-100 i więcej procent,bolało jak chole.... ,rozwarcie na 6 cm, było ok 1:30, i położna stwierdziła, że o śniadania będzie po wszystkim :-) i spytała, gdzie się podziały skurcze co 5 i 3 minuty:-D. Zawołała Panią doktor, która przebiła pęcherz,żeby odeszły wody, było ich mnóstwo. Rozwarcie się zrobiło prawie odrazu na 8 cm, była prawie 3 w nocy. Czekaliśmy na pełne rozwarcie, a skurcze były coraz gorsze i coraz bardziej bolały no i niestety zaczęły być z kręgosłupa :-(. Pełne rozwarcie pojawiło się ok 4:45 i zaraz po tym przyszły skurcze parte, od których myślałam,że umrę. Bolało bardzo i niestety moje parcie nie przynosiło rezultatu, bo mała cały czas nie mogła się wstawić do kanału, a jak się już to udało to lekarz stwierdził,że ustawiła się twarzyczkowo, czyli Iga najpierw chciał zobaczyć, czy warto wychodzić:-D, lekarz stwierdził,że to niebezpieczne i po chwili zdecydował o cesarce, była 5:45 i wszystko potoczyło się tak błyskawicznie,że o 6:10 oglądałam juz naszą Igusię po drugiej stronie brzuszka:-) Ryczałam jak głupia, nie mogłam sie uspokoić, a jak mi położna powiedziała,że za drzwiami stoi mój mąż i też płacze to już wogóle nie mogłam przestać płakać, a anestezjolog, mówi do mnie żebym przestała, bo się owodnie :-D. Iga była cudowna, śliczna i różowiutka dostała 10 pkt i reprymendę od położnej,że nie chciała się ładnie wstawić do kanału.:-) Poród był krótki i ciężki, ale szybko się zapomina widząc te piękne granatowe oczka:-) A mój mąż spisał się na medal, cały czas dodawał mi otuchy,bo ja czasem miałam dość a On wierzył we mnie do końca.
     
  12. Ewitka

    Ewitka Majowo-lutowa mama

    Ach, co za opowieści! Czytam z zapartym tchem. Wiem, ze to wątek bez komentarzy (najwyzej Kasiulka mnie skasuje :)), ale Paulka tym podwójnym porodem mnie do tego skłoniła, żeby się zapytać, jak porównuje ten poród do poprzedniego. Mówi się, ze drugi i kolejny poród zazwyczaj jest lzejszy, ale jak czytam, ile się Paulka męczyła, to mnie to lekko przeraziło. Dziwczyny, które już po raz kolejny rodziłyscie, napiszcie, który poród był dla was krótszy, mniej meczący.
     

Poleć forum