reklama

Patenty na podróżowanie z dziećmi

Temat na forum 'Niezbędnik podróżnika' rozpoczęty przez ninka36, 14 Październik 2008.

  1. ninka36

    ninka36 Początkująca w BB

    Witam !
    Ostatnio natknęłam się na jednym z for podróżniczych na temat związany z podróżowaniem z dziećmi:
    Podróżowanie z dziećmi

    I pomyślałam, spytanie doświadczonych rodziców jak to u WAS wygląda i jak zmieniło się WASZE życie podróżnicze po narodzeniu dziecka :-)
    Z góry dziękuję za odpowiedzi i sugestie.
     
  2. Mamma84

    Mamma84 Aktywna w BB

    Ninka, a więc u nas było tak: po urodzeniu Gabrysi nasze podróżowanie (samochodem i po kraju) nie zmieniło się.Gabka cały czas spała z małymi przerwami na jedzenie. Dodam tylko, że naszym pierwszym samochodem było Daewoo Tico. Mała miała wygodnie i nic jej nie przeszkadzało. Później się troszkę "dorobiliśmy" i kupiliśmy Citroena AX na ropę. Pojechaliśmy na wczasy nad morze i pierwsze 100 km jechaliśmy ponad 4 godziny (a od nas nad morze jest ponad 700 km) bo nasze dziecko co i rusz wymiotowało.Po tej wyprawie znienawidziła jazdę samochodem. Nawet do babci nie chciała autem jechać (a mamy do rodziców ok 5 min drogi samochodem). Był jeden wielki krzyk. Stwierdziliśmy, że to pewnie przez tą zakichaną ropę dzięki której nasz samochód jeździ. Sprzedaliśmy AX-a i kupiliśmy na powrót Tikacza. Wymioty się skończyły, ale jak jechaliśmy ponad 80km/h to krzyczała, że jedziemy za szybko i jest jej niedobrze i że się boi. W czerwcu dowiedzieliśmy się z mężem, że będziemy mieli drugiego dzieciaczka. Stwierdziliśmy, że wcześniej czy później musimy kupić większy samochód, bo do Tikacza dwoje małych dzieci i wózek (chcemy wózek na paskach, dosyć duży) raczej nam się nie zmieści.Tak więc wyczailiśmy "okazję" i kupiliśmy Reno Megane benzyna+gaz. pociskamy teraz czasami nawet 120-130 km/h a nasze dziecko nawet nie piśnie. tak więc z perspektywy czasu stwierdzam, że podróżowanie z dzieckiem jest rózne. Masz dobry, wygodny samochód to z dzieckiem nie ma problemu. Masz samochód gorszy, to i dziecko nie czuje się w nim komfortowo. Dodam tylko, że kiedy jechaliśmy nad morze, dawałam córci Lokomotiv i NIC TO NIE DAŁO.
    Moja szwagierka co roku jeździła ze szwagrem na wczasy zagraniczne (właściwie to latała). Kiedy okazało się że jest w ciąży, stwierdzili że skończy im się ta wygoda i będą siedzieli w domu. Jednak kiedy na świecie pojawiła się ich córeczka to prawie od razu polecieli na Rodos (mała miała wtedy ze 3 miesiące). Do tej pory latają conajmniej 2 razy w roku w ciepłe kraje i z dzieckiem nie mają problemu. Mała dobrze znosi przeloty.
     
  3. reklama
  4. czechow

    czechow Moderator

    Kiedy zaszłam w ciążę wiedziałam że może być różnie - mała może lubić albo nie lubić podróże - na szczęście okazało się że je uwielbia. Podróżowaliśmy po Polsce odkąd Gabi skończyła 3 miesiące - mała cały czas spała lub jadła. Od czasu do czasu trzeba było się zatrzymać by zmienić pieluchę. Niestety odrobinę przedobrzyliśmy - na własne życzenie i własną głupotę. 2 lata temu pojechaliśmy samochodem do Gdańska, później promem do Kopenhagi i tam samochodem zwiedzaliśmy Danię a później Szwecję. Mała na początku idealnie znosiła podróże niestety później starsznie się buntowała i po powrocie nie chciała w ogóle wsiadać do samochodu (podobnie jak u mamm84) mała reagowała histerycznie jak widziała fotelik w samochodzi. Przez jakieś 2-3 miesiące wycieczki samochodem były dla nas bardzo stresujące. Na szczęście udało nam to przezwyciężyć i te wakacje znów były samochodowe - tym razem do Chorwacji. Tu odrobinę pomogła nam technika - oprócz standardowych książeczek, pluszaków, kolorwanek itp pomogło nam DVD - Chorwacja ma znakomite autostrady a my dużą chęć oglądania ciekawych miejsc - kiedy mała miała już dość i nic nie pomagało DVD nam pomagało. Odrobinę to nie pedagogiczne ale cóż wolę coś takiego (baje przez 30 minut) niż wrzask i nienawiść do samochodu.

    Pytasz jak zmieniło się życie podróżnicze?

    Podróżujemy z przystankami - na siku, na plac zabaw, na wyprostowanie nóżek,
    Zabieramy sporo ulubionych zabawek i artefaktów
    Wyrabiamy sobie nowe pokłady cierpliwości ;-)

    I chyba tyle - nadal sporo jeździmy, nadal jedziemy bez przygotowania - np. bez rezerwacji hoteli, nadal zbaczamy z trasy bo coś ciekawego zobaczyliśmy po drodze, nadal mamy sporą frajdę z takich wyjazdów i uczymy tego małą
     
  5. kasia.j

    kasia.j Rodzinka w komplecie :)

    My staramy sie w kazdej wolnej chwili podrozowac i zwiedzac. Niekoniecznie to musza byc dalekei wyprawy. Po urodzeniu Kubusia w ogole nie bylo zadnych zmian. Uwielbial podroze autem, "lazenie" w nosidelku, spanie w kazdej pozycji, byl wiecznie usmiechniety i zadowolony. Do dzis tak ma :-) Natomiast jak pojawil sie Macius to musielismy troche zwolnic. On juz wymaga pewnej systematyki w obchodzeniu sie z nim. Jedzonko, spanie, kapiel o stalych porach, ale mimo wszystko staramy sie podrozowac tu i owdzie, oczywiscie biorac pod uwage jego potrzeby.
    I tez sie pojawil problem z autkiem, jak u Mamma84, tylko u nas odwrotnie. My mamy diesla, ktory sobie warczy jak jedzie czy stoi. Ostatnio sie zepsul i mielismy wypozyczonego benzyniaka, w ktorym jak stalismy to w ogole nie bylo slychac silnika i mlody sie strasznie tym irytowal i poplakiwal.
    W kazdym razie caly czas staramy sie przygotowac i przyzwyczajac nasze dzieci do wycieczek.
     
  6. silunia

    silunia mama Zuzu

    U nas tez nie bardzo sie pozmienialo. Zarowno Zuzu jak i Stefan sa milosnikami podrozy. Pierwsze 1500 km samochodem corka zaliczyla gdy miala 3 miesiace, synek gdy mial 3,5 miesiaca. Pierwszy samolot coreczki gdy miala 7 miesiecy, pozniej tak czesto latalismy , ze mala na widok stuardesy klaskala w dlonie bo wiedziala, ze dostanie jakis bonus, zabawke lub cos podobnego....synek pierwszy lot odbedzie za miesiac....wszystko zalezy od rodzicow, bedziesz spokojna, przygotowana na kazda ewentualnosc to i dla twojego dziecka bedzie to przyjemnosc.
    Dla mnie najbardziej przyjemne sa weekendowe wypady gdzies niedaleko, zwiedzanie okolicznych miejsc. Postoje maximum co 1,5 godziny bo przeciez dzieci dluzej w samochodzie sie nudza, liczenie krowek, konikow, a nawet elektrowni wiatrakowych to niezla zabawa dla naszej malej.
    My inaczej niz Czechow zawsze jezdzimy z przygotowaniem, mamy wyznaczona trase, zarezerwowane miejsca....spontanicznos jest swietna, ale my poczekamy z nia jak nasze dzieci odrobine podrosna.
     
  7. Danu

    Danu Początkująca w BB

    Polecam zabawę "cisza na morzy, wicher dmie ..." świetny patent na długą trasę :)
     
  8. szczesliwa

    szczesliwa Moderator

    z przyjemnoscią przeczytałam jak podróżujecie z maluchami :-)ja oczekuję na dziecko kocham jezdzic zwiedzac i bałam sie że mój pomysł z 3 mies. dzieckiem nad morze aby jodem poodychac pbyc razem może zostac odebrany jako wariactwo! a tu dzieci latają samolotem!bosko! :-)
     
  9. kasjopea

    kasjopea Początkująca w BB

    My raz na miesiac jezdzimy przez cala Polske pociagiem, maly to uwielbia a ic jest szybsze niz samochod i mi sie wydaje bezpieczniejsze, po prostu niczym sie nie przejmujemy, mozemy sie przejsc, nakarmic etc. Wiec moim patentem na przemieszczanie sie sa szybkie pociagi, na zachodzie nie ma z tym problemow, w Polsce tez coraz lepiej.
     
  10. reklama
  11. Lolka777

    Lolka777 mama dwulatka

    My w te wakacje wybieramy sie nad morze. Synek ma roczek, chcemy zabrac ze soba moja mame. Troche sie obawiam jak zniesie lot. Jak wygladalo wasze 1sze latanie z maluszkiem, czy dziecko sie nie boi startowania i ladowania samolotu?
     
  12. minka_12

    minka_12 Majowe mamy'08 Mama i Macocha ;-)

    nasza córeczka 1 raz leciała samolotem jak miała 5miesięcy, było super zero płaczu histerii itp. natomiast obserwowaliśmy szał 2latka! koszmar wyła nonstop histeryzował ile wlezie... myślę iż tak na prawde wszystko zależy od dziecka i naszego podejścia oraz wychowania :tak:
    my byliśmy z córą i synami w górach jak miała 3,5miesiaca, chodziliśmy po szlakach i nasze wakacje niczym sie nie różniły od tych poprzednich :tak:no moze poza tym ich wsztscy patrzyli na nas jak na ufoludków :-p w góry jechaliśmy 630km podróż w kilkoma przystankami na przysłowiowe siusiu :tak:
    POWODZONKA! najważniejsze aby dzieci nie były przeszkodą w realizowaniu pasji a uczyły się że wszystko jest dla ludzi :-)
     

Poleć forum