Witam, forum tylko podczytywałam, ale teraz po porodzie chciałabym napisać jak było. Urodziłam w drugim tygodniu sierpnia zdrową i śliczną córeczkę. Już tydzień wcześniej byłam na patologii ciąży na Ujastku, bo lekarze podejrzewali odchodzenie wód płodowych, ale po paru dniach okazało się że jednak nic się nie dzieje groźnego, na patologii już zostałam do pierwszego dnia 40 tygodnia, ponieważ ze względu na cukrzycę ciążową miałam mieć wtedy poród wywoływany. Oczywiście wolałam żeby akcja zaczęła się sama, więc codziennie intensywnie ćwiczyłam na kawałku zieleni koło bramy Ujastka, chodziłam po schodach itd. Jakieś skurcze się zaczynały ale w nocy wszystko się wyciszało.
No i dotrzymałam tak do dnia przed terminem. Około południa założyli mi balonik.Po baloniku (i długim nocnym spacerze z rozwarcia 1 cm zrobiły się 3 cm. Po oksytocynie skurcze się rozkręcały powoli, wszystkie do 6 cm jak przeciętne miesiączkowe. Godzinę poćwiczyłam na piłce. Potem o 13 odeszły wody i akcja się rozkręciła. Bóle silniejsze ale nadal do wytrzymania, najważniejsze żeby dobrze oddychać i dotleniać dziecko.
Poprosiłam o gaz rozweselający, żeby sprawdzić jak to jest. Rewelacja, kolejna godzina do 9 cm na fajnym haju. W sali przedporodowej doparłam na 2 razy do 10 cm i potem na fotel. Jedyna mniej przyjemna część to parcie, nie chodzi o ból, bo to nie boli w zasadzie tylko o to uczucie parcia na odbyt. Cały czas miałam wrażenie że mi rozerwie tyłek, ale oczywiście nic takiego się nie dzieje. Po 15 min było po wszystkim. Fantastyczne wrażenia. Oczywiście wszystkim kierowała cudowna położna Anna Nikiel. Trafiłam po prostu na jej dyżur, nie opłacałam położnej. Z tym parciem może miałam problem, bo chyba przez oksytocynę nie miałam w ogóle bóli partych, czułam normalne silne skurcze, ale nie miałam potrzeby parcia, dlatego położna tak mną kierowała żebym parła i podczas skurczów i między nimi, żeby dziecko nie było za długo.
Do końca miałam chronione i masowane krocze, ale w ostatniej chwili położna powiedziała że krocze nie wytrzyma i musi mnie niestety naciąć. Oprócz nacięcia nie rozerwało mnie.
Od razu małą dali mi na pierś i dopytywali ile chciałabym ją trzymać, trzymałam ile się dało ale zaczęła marznąć i sinieć, więc oddałam do ubierania. Łożysko wyszło nawet nie wiem kiedy, niestety szycie czułam, mimo że prosiłam żeby dali maksymalną dawkę. To były tylko ukłucia, ale wkurzało mnie jednak to że cały poród super a tu takie denerwujące to szycie było

. Wszyscy pojechaliśmy prosto do sali, tam od razu miałam się położyć i położna pomogła przystawić małą do piersi, po dwóch godzinach miałam delikatne badanie brzucha i mogłam się wykąpać i zjeść. Obiad czekał na mnie w termosie, bo to już było kilka godzin po obiedzie. W szpitalu spędziłam 3 dni, małą cały czas miałam przy sobie, chociaż widziałam że sporo kobiet zostawiało dzieci w sali noworodkowej. Z przewijaniem nie mieliśmy problemu dzięki szkole rodzenia, przy jakimkolwiek problemie z karmieniem pytałam kogo się dało i zawsze któraś położna pomogła i wytłumaczyła. Mała miała niskie cukry (mierzone ciągle ze względu na cc) więc zalecił mi pediatra karmienie co 2,5 h z piersi po 15 min każdej, a potem butla ile zje żeby podniosły się cukry, bo niskie są bardzo groźne. Pediatra to jedyna bardzo niemiła osoba na którą trafiłam. Bardzo dobitnie powiedział czym grożą niskie cukry w formie zarzutu że to moja wina że do takiego stanu doprowadziłam. A ja karmiłam całą pierwszą dobę non stop, bo mała pięknie ssała, ale ileż ja mogłam mieć pokarmu w pierwszej dobie - chyba kilka kropel i to wszystko, a ona potrafiła 55 ml wypić. Inni pediatrzy ok, ten facet nie nadaje się do pracy z kobietami po porodzie na pewno - ale niestety nie wiem jak się nazywa.
Nie miałam żadnych naciskań na brzuch, jeśli już to bardzo delikatne.
Może miałam szczęście bo trafiłam przy porodzie na super położną i lekarza Kowalczyka, mam też jak się okazuje wysoki próg bólu, ale moim zdaniem wiele zależy od nastawienia, ja miałam bardzo pozytywne, poród to dla mnie było zadanie do wykonania i byłam gotowa zrobić wszystko żeby dziecko wyszło na świat możliwie szybko i bez problemowo, dlatego nie rozumiem tych kobiet które wrzeszczą jakby je obdzierali ze skóry - a będąc na patologii słyszałam za oknem wiele takich porodów - takim krzykiem szkodzą i sobie i dziecku. Można wziąć ZZO, gaz, TENS (można już wypożyczyć w krakowie w kilku miejscach). Znieczulenie ZZO mogłam dostać ale nie chciałam bo nie widziałam potrzeby, sam gaz mi wystarczył. Najważniejsze jest żeby dziecko było zdrowe i poród bez komplikacji wszystko poza tym to dodatek czy położna miła czy niemiła, jakie warunki itd. Życzę wam dziewczyny równie niesamowitych porodów.
Co do dochodzenia do siebie - gdyby nie nacięte krocze mogłabym skakać następnego dnia, a tak to czuję ciągnięcie. Nie boli, tylko ta strona jest trochę tępa. Goi się ładnie, ale staram się uważać, żeby czasem się nie rozeszły szwy.