Zdziwicie się, jak odważni będą Wasi mężowie przy porodach
Mój zawsze chciał przy porodzie być, nie było innej opcji, ale myślałam właśnie, że będzie stał przy mojej głowie i wspierał mnie duchowo
Nie dlatego, że nie chciałam, żeby gdzieś tam się patrzył - szczerze mówiąc, po paru godzinach porodu, przy skurczach partych, mogłaby tam stać cała grupa studentów robiących notatki, a ja i tak bym to olała 
No ale mój Mąż i tak mnie zaskoczył - był dosłownie wszędzie. Położna wszystko mu pokazywała
Widział główkę, oglądał dokładnie łożysko (
), tylko na szyciu nie został, bo poszedł do Franka
Mówił potem, że w ogóle nie czuł żadnego obrzydzenia itp. - to było wszystko TAK naturalne, że nawet mu takie myśli przez głowę nie przeszły. Miał tylko jeden kryzys - jak wychodziłam spod prysznica z 10-centymetrowym rozwarciem i skurczami partymi, które nagle się pojawiły, wycierał mi nogi, a po nich spływały stróżki krwi. Myślał, że mu tam wtedy zemdleję i mnie nie doniesie do fotela z tym moim wielkim brzuchem i kroplówką na stelażu
Ale jakoś daliśmy radę 
Teraz sama nie rodzę - nie ma szans. Sama nie dam rady.
No ale mój Mąż i tak mnie zaskoczył - był dosłownie wszędzie. Położna wszystko mu pokazywała
Teraz sama nie rodzę - nie ma szans. Sama nie dam rady.

To mimo wszystko niezwykłe wydarzenie w życiu kobiety, taki magiczny moment, kiedy w końcu jest po wszytskim, a na piersi leży maleńki człowiek, krew z naszej krwi, ciało z naszego ciała:-) Chciałabym, żeby M. był ze mną podczas porodu, ale jak na razie on nie chce:-( Powiedział, że chce być ze mną, ale on na korytarzu, ja na porodówce:-( Nie chcę go do niczego zmuszać, bo po co potem ma mieć jakiś uraz:-