)
reklama
Forum BabyBoom.pl

Dzień dobry

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

  • Myślisz o sobie, że jesteś złą matką? Czujesz się smutna, bezsilna, a może zyjesz w ciągłym strachu i obwinianiu siebie? Obejrzyj mądrą, szczerą rozmowę z jedną z babyboomowych mam na temat depresji poporodowej. Może odnajdziesz w niej siebie i pozwolisz sobie pomóc. A może znasz kogoś, kto potrzebuje pomocy. Kliknij i zobacz
reklama

Poronienie i kiedy starania ...

Dołączył(a)
10 Sierpień 2019
Postów
1
Rozwiązania
0
Czytam Wasze posty Kobitki i praktycznie wszystkie takie same.. Takie same smutne.
Też straciłam dzieciątko.

Zwykła wizyta u ginekologa. Rutyna. Zero powodów do niepokoju. Poszłam szczęśliwa że zaraz usłyszę serduszko. Trzy sekundy ciszy lekarza, wiedziałam już że jest źle. I wtedy usłyszałam to co wiele z Was, "przykro mi, nie slysze tętna dziecka. To musiało stać się wczoraj wieczorem, dzisiaj w nocy".

Później potoczyło się szybko. Następnego dnia łyżeczkowanie. O 13 przyjechałam. O 13:30 było już po wszystkim. Łącznie dwie godziny w klinice i powrót do domu z niewyobrażalnym uczuciem pustki.

Byłam zła. Na siebie że coś zrobiłam źle. Na świat że wokół tyle kobiet w ciąży, z wózkami, a ja? A ja dostałam od świata *****.

Z drugiej strony tłumaczyłam sobie że może jednak dzieciątko było bardzo chore. Że to jednak nie moja wina. Bo przecież wiadomo wybrałam najlepszego ginekologa w mieście, najlepsza prywatną klinikę. Chciałam dać temu dziecko wszystko.

A jedyne co mi po nim zostało to ostatnie zdjęcie i rachunek 3 tysiące za łyżeczkowanie.

I złość. I żal. I uczucie niesprawiedliwości. Że jestem zdrowa, bez nałogów, dobrze się odżywiam, stać mnie na powiększenie rodziny. A jednak nie było mi to dane. A tyle dzieci rodzi się w patologii, niechcianych, z promilami we krwi. Złość jest jednak najpotężniejszym uczuciem. I z tym nie mogę sobie poradzić.

Powodzenia Wam dziewczyny. Życie jest bardzo niesprawiedliwe. Jednak cały czas mam nadzieję że każda z Nas wreszcie przytuli swojego skarbeńka. :*

Jedyne co w tej sytuacji jest dla mnie pocieszeniem to szybka reakcja mojego lekarza. Nie wyobrażam sobie czekać aż akcja poronienia zaczęła by się w domu. I musiałabym spuscic wodę w kibelku. Miałabym traume do końca życia.
 
reklama

Wiatraki

Fanka BB :)
Dołączył(a)
27 Marzec 2013
Postów
317
Rozwiązania
0
Czytam Wasze posty Kobitki i praktycznie wszystkie takie same.. Takie same smutne.
Też straciłam dzieciątko.

Zwykła wizyta u ginekologa. Rutyna. Zero powodów do niepokoju. Poszłam szczęśliwa że zaraz usłyszę serduszko. Trzy sekundy ciszy lekarza, wiedziałam już że jest źle. I wtedy usłyszałam to co wiele z Was, "przykro mi, nie slysze tętna dziecka. To musiało stać się wczoraj wieczorem, dzisiaj w nocy".

Później potoczyło się szybko. Następnego dnia łyżeczkowanie. O 13 przyjechałam. O 13:30 było już po wszystkim. Łącznie dwie godziny w klinice i powrót do domu z niewyobrażalnym uczuciem pustki.

Byłam zła. Na siebie że coś zrobiłam źle. Na świat że wokół tyle kobiet w ciąży, z wózkami, a ja? A ja dostałam od świata *****.

Z drugiej strony tłumaczyłam sobie że może jednak dzieciątko było bardzo chore. Że to jednak nie moja wina. Bo przecież wiadomo wybrałam najlepszego ginekologa w mieście, najlepsza prywatną klinikę. Chciałam dać temu dziecko wszystko.

A jedyne co mi po nim zostało to ostatnie zdjęcie i rachunek 3 tysiące za łyżeczkowanie.

I złość. I żal. I uczucie niesprawiedliwości. Że jestem zdrowa, bez nałogów, dobrze się odżywiam, stać mnie na powiększenie rodziny. A jednak nie było mi to dane. A tyle dzieci rodzi się w patologii, niechcianych, z promilami we krwi. Złość jest jednak najpotężniejszym uczuciem. I z tym nie mogę sobie poradzić.

Powodzenia Wam dziewczyny. Życie jest bardzo niesprawiedliwe. Jednak cały czas mam nadzieję że każda z Nas wreszcie przytuli swojego skarbeńka. :*

Jedyne co w tej sytuacji jest dla mnie pocieszeniem to szybka reakcja mojego lekarza. Nie wyobrażam sobie czekać aż akcja poronienia zaczęła by się w domu. I musiałabym spuscic wodę w kibelku. Miałabym traume do końca życia.
Każda z nas radzi sobie po swojemu. Ja wolałam zostać w domu, bo państwowy szpital i to, co opisywały dziewczyny było dla mnie koszmarem i pomimo, że mam super lekarza ginekologa (chodzę prywatnie) i już nie dawałam rady psychicznie i mialam skierowanie do szpitala, to dla mnie dobrze, że stało się w domu. Każdą z nas boli strata, ale każda z nas inaczej ją przeżywa i trzeba to uszanować. Każdy ma prawo odczuwać według swoich potrzeb. Nie ma jednego, właściwego sposobu.
Powodzenia.
 

Nowe wątki

reklama

Konkursy i testy

Konkurs

"Ono jest całym moim światem" - konkurs z Cebuszką

Zgłoszenia przyjmujemy do 14/08/2019

Konkurs

Konkurs! Złóż życzenia Befado i wygraj świetne nagrody!

Zgłoszenia przyjmujemy do 01/09/2019

Konkurs

Back to school – konkurs z 5.10.15.

Zgłoszenia przyjmujemy do 30/08/2019

Nowe pytania

Do góry