reklama

Pracoholik :(

Temat na forum 'Relacje rodzinne' rozpoczęty przez Agawa, 26 Kwiecień 2005.

  1. Agawa

    Agawa Fanka BB :)

    Kochane moje...

    Czy któraś z Was "posiada" męża - pracoholika? Mnie już ręce zaczynają opadać :(
    Wszystko sama, sama, sama... a ten pracuje, pracuje, pracuje...
     
  2. nikita33

    nikita33 Fan(ka)

    Ja na szczęście nie mam tego problemu, ale czasem wydaje mi się, że facetom trzeba przypominać, że nie zależy nam tylko na pieniądzach, które dla nas zarobią, tylko że równie ważne ( a może ważniejsze) jest to, żeby przy nas czasem byli... nawet kosztem tych paru złotych, których przez to nie będzie.

    pozdrawiam
    nikita
     
  3. reklama
  4. słowiczek

    słowiczek mama pisklaczków

    A ja Cię Agawa doskonale rozumię i współczuję. Też mam czasem tego dość.
    Trzeba dokonywać wyboru coś za coś. My w sumie narazie się dorabiamy ale nie wiem czy to jest teraz najważniejsze. Drugie dziecko w drodze a ja potrzebuję pomocy i tak ciągle sama i sama...
     
  5. Magdalenka

    Magdalenka Fan(ka)

    Dziewczyny a czy mowicie im o tym? Może oni myślą, że dopiero się sprawdzają, jak mogą Wam zapewnić luksusy? Ja Was rozumiem, bo chcę być z moim najcudniejszym mężem, a nie z pieniędzmi przez niego zarobionymi. TYlko ja mu to regularnie powtarzam jak się zagalopowuje. Zachwyćcie się nimi nawet jeśli teraz wolałybyście im nagadać. To skuteczniejsze :) A tak wogóle to nie macie odczucia, że w domu jest jeszcze jedno wyrośnięte dziecko?
     
  6. słowiczek

    słowiczek mama pisklaczków

    U nas to, że Go nie ma ciągle w domu to jest zawsze temat numer jeden do kłótni. Facet wie, ale taką ma pracę i nic nie może na to poradzić. Trzeba się tego trzymać co się ma, bo nic lepszego albo wcale się nie znajdzie.
    I zapewniam, żadne sposoby i gadanie nie zmieni tego. Cała firma w której pracuje to chyba sami pracoholicy z prezesem na czele...
     
  7. tata_Oliwii

    tata_Oliwii Początkująca w BB

    Witam.
    Ja też przed urodzeniem, przez żonę, naszej kropki wziąłem drugi etat - bo dziecko przecież kosztuje. Przez 18 miesięcy pracowałem po około 300h/m-c i czego się dorobiłem ? A no tego że dziecko widziałem tylko jak śpi. Jak nie spało to widząc mnie nie zwracało na mnie większej uwagi ( gotów jestem nawet powiedzieć że z premedytacją odwracało głowę jak zjawiałem się po pracy i jeszcze nie spało ), a majątku jak nie miałem tak nie mam także teraz od jakichś kilku tygodni znacznie zluzowałem jeżeli chodzi o pracę. Zawsze rano po przebudzeniu się maleństwa zajmuję się nią przez jakieś 2-2,5h przed wyjściem do pracy ( mama wtedy odsypia nocne wstawanie ) i staram się wracać jak najszybciej tylko mogę, zrezygnowałem z pracy w weekendy. I co mam teraz ? Na życie jakoś starcza a rano i po powrocie mam uśmiechniętą minkę małego bombla, której nie kupiłbym za żadne pieniądze. Czas ucieka i tych pierwszych kilku lat z życia maleństwa nigdy nie da się wrócić a kasę zawsze można zacząć zarabiać później.
     
  8. nikita33

    nikita33 Fan(ka)

    No i dotknąłeś samego sedna - dokładnie o to nam chodzi - uśmiechu bąbla nie kupisz za żadne pieniążki, a wyżyć i tak jakoś się da :)

    pozdrawiam
    nikita
     
  9. Agawa

    Agawa Fanka BB :)

    To prawda... ale co zrobić kiedy ma się mieszkanie w kredycie? Do tego dochodzi jeszcze specyfika pracy mojego męża... delegacje, konferencje... czasem pękam...
    On ma jednak świadomość tego, że ucieka mu coś najważniejszego i że juz nigdy nie powróci pierwszy uśmiech Juleczki, pierwszy jej samodzielny krok... urywa się z pracy, każdą wolną chwile spędza z Juleczką na poznawaniu świata, na zabawie... choć przyznaję, ze tych chwil jest niestety za mało :(

    Praca jest teraz "towarem deficytowym" więc gdyby ją stracił nie wiem po jakim czasie znalazł by kolejną :( A raty spałcać trzeba... leczenie dzieciątka także kosztuje... i przedszkole... i życie...

    Jak sobie radzisz słowiczku kiedy ogarnia Cię niepokój i żal, że wszystko na Twojej głowie a mąż ciągle w pracy?
     
  10. reklama
  11. Magdalenka

    Magdalenka Fan(ka)

    Agawa! Ja wiem, że tej mądrości, którą masz zwyczajnie przestaje starczać, jak wszystko wali się na razbna Ciebie, a pomocy znikąd. :( Ja w takich momentach sobie myślę, że jemu nie jest wcale lżej. Ja przynajmniej jestem z dziećmi i widzę je na cały czas. Też mną ciska jak dzieci chore i nic im nie pomaga, pracownicy marudzą, samochód się psuje, w domu wszystko porasta kurzem, ja niedospana bo wstaję w nocy do nich, w głowie mam durszlak z durzymi ozkami iwszystko przelatuje. To prawda, mieszkania w kredycie nie mamy... Ja staram się spojrzeć na pozytywy tej sytuacji, że mamy za co żyć, że ludzie, którzy u naas pracują są legalnie (gdzie indziej byli bez pracy albo wiele lat na czarno), mój mąż odnosi sukcesy(niestety pieniądze bezpośrednio za tym nie idą :() i w środowisku ma bardzo dobrą opinię. Agawa wiem że jest bardzo ciężko, a czasami tak że aż się nie chce mówić... Ty jesteś cudna kobitka i myślę, że szybko znajdziecie rozwiązanie, żeby to jakoś pogodzić i być więcej ze sobą. Pozdrawiam
     
  12. słowiczek

    słowiczek mama pisklaczków

    Oj Agawa, widze, że nie jestem sama. Oprócz pracy właśnie wyjazdy służbowe, szkolenia, a na dodatek co dwa tygodnie studia w weekend 200 km od miejscowości w której mieszkamy...
    Kredyt na mieszkaniu...

    Co ja robię jak mi jest źle?? Czasem się ryczę w poduchę i podnosze się i "idę" dalej. Czasem pomaga, czasem wpadam w dołki. Jak są dołki to trochę się Go czepiam. Ale jakoś jest...
    Często uciekam z małą z domu. Idę do znajomych, do rodziny, choć ostatnio coraz mnie ze względu na moje samopoczucie...
    A Ty co robisz w takich sytuacjach??Bo mi czsaem brak pomysłów i nie wiem co mam ze sobą zrobić.
     

Poleć forum