reklama

Problem z dziećmi po rozwodzie !!! pomocy nie wiemy co robić .

Temat na forum 'Relacje rodzinne' rozpoczęty przez Tomaszek1977, 25 Marzec 2012.

  1. Tomaszek1977

    Tomaszek1977 Początkująca w BB



    Witam wszystkich serdecznie

    Mamy po 35 lat , żyjemy w związku (niezarejestrowanym)
    do rzeczy;
    Jesteśmy w związku od 3 lat , mamy 2 córki (jestem ojczymem) jedna Julia 9 lat i druga Wiktoria 11 lat .
    Dziewczynki widzą się z ojcem często , przeważnie w każdy wolny weekend są razem z nocowaniem u niego .
    Dziewczynki są trudne w wychowaniu , można napisać że są zawsze na nie .
    Nie wiemy jak reagować już .
    Zdaję sobię sprawę z tego że mam mniejsze prawa wychowawcze do dziewczynek , lecz jak mam nie wymagać od nich podstawowych czynności które każdy powinien koło siebie zrobić .
    Posprzątanie wokoło siebie , nie garbienie się podczas jedzenia itd , itp
    Wszystkie Nasze uwagi traktują jako napad na ich suwerenność oraz pokazywanie im że nic nie potrafią zrobić .
    Trudno powiedzieć że jest ok jeżeli nie jest .
    Przecież każdy powienien wiedzieć że robi coś źle jesli robi de facto źle .
    Nie są to z Naszej strony wymówki tylko (staranie się pokazać właściwego postępowania w życiu)
    Nie oczekuję od dziewczynek że będą mnie kochać . A szkoda że nie dostanę tej miłości :-(.
    Zależy mi na dobrych stosunkach między nami , żeby było jak w normalnej rodzinie.
    A tu zawsze po powrocie z weekendów od Taty biologicznego są tak rozchwiane że przez 3 dni znów dochodzimy do jakiejś równowagi.
    Problem jest o tyle trudny że stosowaliśmy wiele kar (prócz fizycznych) zakazy telewizji , telefonu , wychodzenia na dwór .
    ale co mamy zrobić skoro im na niczym nie zależy ?
    Zaczęliśmy chodzić na terapię do psycholog , lecz nie wiem czy będą jakieś efekty .

    Pomóżcie co mamy robić .
    Jak trafić do nich żeby nie były takie na NIE .
    co i ile możemy wymagać od dzieci , przecież nie są niepełnosprawne :no:


     
  2. Ziewaczka

    Ziewaczka Fanka BB :)

    ze sia wtrącę...dziwie sie Twojej partnerce i jej bylemu mezowi ze pozwala Ci ingerowac w jakikolwiek sposob w wychowanie dziewczynek. Moim zdaniem nie jest to Twoja sprawa (problem garbienia sie przy jedzeniu nie istnieje, odebralabym to jako czepianie sie do moich dzieci). Mam kolezanki, ktore maja nowych partnerow i dzieci z poprzednich zwiazkow. Te, ktore od razu postawily granice typu: to sa tylko moje dzieci i tylko ja je wychowuje, maja swojego ojca, a tobie nic do tego i jak cos cie wkurza to mi powiedz ale nie smiej zwrocic im uwagi, sa szczesliwe z tymi nowymi facetami, bo nie szukaly ojca dla dzieci tylko faceta dla siebie. Natomiast te, ktore myslaly ze stworza sobie nowa kochajaca sie rodzine bardzo sie rozczarowaly, dochodzilo do klotni na tle dzieci, ze to nie twoje zrob sobie swoje i wtedy sie wyzywaj, jakim prawem zwracasz im uwage itp Ty zawsze bedziesz tym obcym dla dziewczynek, one juz maja ojca i nie oczekuj od nich milosci, macie sie tolerowac i nie wchodzic sobie w droge. Nie wiem na ile one cie denerwuja, bo to w koncu obce dzieci platajace sie pod nogami, a na ile sa rzeczywiscie trudne, a rzeczywiscie moga byc buntowane przez ojca, ja na Twoim miejscu bym sie calkowicie wycofala z proby wychowywania ich, nikt ci za to nie podziekuje, a mozesz stac sie wrogiem numer jeden, widzialam sporo takich przypadków, facet chcial dobrze a zostal uznany za intruza, smutne ale prawdziwe. Duze dzieci duzy klopot.
     
  3. reklama
  4. luizka5

    luizka5 Fanka BB :)

    Tomaszek 1977,czy ty masz swoje dzieci??chyba nie....
    podpisuje sie pod wiekszoscia uwag mojej przedmowczyni...
    sama jestem macocha od lat i powiem ci ze nie przyszlo mi do glowy ja wychowywac,od tego ma oboje rodzicow,powiem szczerze nic mnie nie obchodzi jak to jej wychowanie przebiega,a raczej przebiegalo bo jest juz dorosla...
    twoja partnerka powinna wychowywac swoje dzieci ,nie ty ,one ojca juz maja /on rowniez moze je wychowywac,/jestes partnerem matki co nie daje ci prawa ,ani tym bardziej nie ciazy na tobie obowiazek wychowywania tych dzieci
    hmm.piszesz ze chcialbys zeby cie kochaly.....:-:)-:)-(masz 35 lat moze warto pomyslec o wlasnym potomstwie bo widze masz moc instyknktu ojcowskiego i duzy potencjal ,warto by go bylo spozytkowac ...
    a poki co daj sie wykazac mamie tych dziewczynek w wychowaniu dzieci....JEJ DZIECI
     
    Ostatnia edycja: 26 Marzec 2012
  5. Tomaszek1977

    Tomaszek1977 Początkująca w BB

    Ziewaczko .... Przykro mi ze masz takie zdanie na temat wychowywania dzieci przeze mnie , ja mam odmienne . Przecież dzielimy sie życiem na codzień , to ja i moja partnerka dogadamy je podczas chorób , toy odprowadzane lub odbieramy je ze szkoły , to my dbamy o wszystkie zachcianki .... Wziąłem na siebie obowiązek bo chciałem , wiem i wieże ze można w takim związku żyć normalnie . Co do moich dzieci ... Mam własna córkę ma 10 lat , nie widzę jej od 8 lat . Nie pytajcie dlaczego . ( powód matka córki)
    Luizka5. Nie wyobrażam sobie nie interesować sie domownikami . Może za duzo oczekuje od siebie .... Nie wiem . Problem nadal istnieje .
     
  6. Agnieszka Wieczorek

    Agnieszka Wieczorek Początkująca w BB

    Witam.

    No więc tak, po pierwsze bardzo miło, że się Pan stara. Mało jest mężczyzn, którzy akceptują kobietę z dziećmi, a co gorsza ( jak to mówią moje poprzedniczki ) chcą te dzieci wychowywać. Ja nie miałam, takiej sytuacji życiowej, ale w najbliższej rodzinie ktoś miał. Myślę, że na dobry początek mógłby pan porozmawiać z ich matką a swoją pranerką, czy ma jej pan pomóc w wychowaniu dziewczynek ? A potem po prostu ustalić, jak to wszystko ma przebiegać. Myślę, że największych tchórzostwem i dziwnym trafem było by odcięcie się od wychowania i spędzania życia z dziećmi ( tak wnioskuje po moich przedmówczyniach ). Bo wiem ,że ciężko jest żyć samemu w swoim domu z obcymi ludźmi. W końcu po to pan się związał z kobietą,alby mieć rodzinę, nawet jeżeli dzieci nie są pana. Wspomniał pan coś o terapii, myślę że może zapisaliby się państwo na terapie rodzinną. A może pomogłaby panu partnera znaleźć jakiś wspólny język z dziećmi. Może jakieś wspólne zabawy, zainteresowania. Przydałoby się też dużo z nimi rozmawiać, nie wiem w jakim wieku są dziewczynki, ale myślę, że gdyby pan zapewniał je, że nie chce pan im zastąpić taty, tylko być ich drugim tatą, to gdy by sobie ten fakt uświadomiły, cieszyły by się z tego. Cytuje " Nie wiem na ile one cie denerwuja, bo to w koncu obce dzieci platajace sie pod nogami, a na ile sa rzeczywiscie trudne, a rzeczywiscie moga byc buntowane przez ojca, ja na Twoim miejscu bym sie calkowicie wycofala z proby wychowywania ich, nikt ci za to nie podziekuje, a mozesz stac sie wrogiem numer jeden, widzialam sporo takich przypadków, facet chcial dobrze a zostal uznany za intruza, smutne ale prawdziwe. Duze dzieci duzy klopot." Ja nie odczułam, żebyś traktował dzieci jak "obcy ludzie", ale może faktycznie masz do nich takie nastawienie. Dzieci szybko łapią, złe fluidy :] a faktem też może być nastawienie ich ojca do Ciebie. Może na rozmowie z partnerką się nie skończy. Ale każdy z nas może tak gdybać, najlepiej porozmawiaj z partnerką.
     
  7. Myszqa

    Myszqa Fanka BB :)

    I tu się z Wami dziewczyny nie zgodzę. Tomaszek ma prawo wychowywania swoich "pasierbic". Razem mieszkają więc ma prawo oczekiwać takich a nie innych zachowań. Dzieci nie mogą traktować "ojczyma" jak za przeproszeniem ***** nie warte uwagi. Muszą go szanować i go słuchać. To jest dla mnie oczywiste. Ja sama mam dwie pasierbice. Teraz już dorosłe tzn. pełnoletnie 19 i 21 lat. I tak ich ojczym z którym mieszkają może je wychowywać, bo mieszkają razem i nie da się tego rozgraniczyć. Jeżeli ojca nie ma na codzień, musi być ktoś kto razem z mamą wyznacza reguły. Nie wyobrażam sobie żeby moje pasiebice przychodząc co drugi weekend nie sprzątały po sobie, nie pomagały przy przygotowaniu posiłków itp. - to tez jest wychowywanie. I może faktycznie sprawa garbienia się przy stole jest czepialstwem ale jeżeli facet chce je traktować jak swoje dzieci a matka nie ma nic przeciwko to chwała mu za to. To znaczy, że mu zależy. Niejeden w takiej sytuacji by powiedział - Twoje dzieci Twój kłopot. Ja rozumiem, gdyby mieszkali osobno i facet jest tylko gościem. Ale skoro mieszkają razem to co - dziewczynki będą rozrzucały swoje brudne ubrania po całym domu a on ma chodząc przesuwac je nogą? Czy może zwrócić uwagę, że miejsce brudnych ubrań jest w koszu na brudne rzeczy? Nie da się wspólnie budować domu i rodziny (tak, tak RODZINY) skoro ogranicza się partnera do roli biernego obserwatora. Dzieci mają swoich rodziców i nikt nie chce tego zmieniać, zawsze będą miały tylko jedną mamę i tylko jednego tatę. Ale mogą również mieć macochę i ojczyma, których będą szanować, lubić a może nawet kochać. I nie ma w tym nic dziwnego ani złego.
    Tomek - jeżeli faktycznie dziewczynki odbierają wasze uwagi, jak ataki to moze jest problem w tym w jaki sposób to komunikujecie. Może któregoś dnia usiądzcie i porozmawiajcie. Ustalcie zasady, obowiązki nt. nie chcecie awantur to po prostu sprzątajcie po sobie, wokół siebie. Bardzo Was kochamy i chcemy, zeby nam wszystkim miło się żyło w domu. Nie chcemy was atakować, upominać, karcić. Są pewne elementarne zasady których wszyscy przestrzegamy i trzymajmy się ich wszyscy razem. Pokażcie im, że je szanujecie, że szanujecie ich odrębność ale są zasady których nikomu, również wam, nie wolno łamać.

    Ehhhhh się rozpisałam :-)
     
  8. paulina007

    paulina007 Gość

    dokładnie. skoro Tomaszek żyje z mamą dziewczynek i razem dzielą życie nie wyobrażam sobie aby nie uczestniczył w wychowywaniu dzieci.

    Tomaszek widocznie ciężko dziewczynkom zaakceptować tą sytuację. nie wiadomo jaka jest sytuacja w domu u ojca. Są w ciężkiej sytuacji, z jednej strony mama. z drugiej tata. mam nadzieję że psycholog pomoże bo warto stworzyć szczęśliwą rodzinę.

    mysza zgadzam się z Tobą.

    tomaszek i tak chwała Ci za to że podjąłeś się tak trudnego wiadomo związku, ale życze aby się wszystko ułożyło.
     
  9. Tomaszek1977

    Tomaszek1977 Początkująca w BB

    Myszqa .... Zgadzam sie z Tobą całkowicie , ale tu jest pies pogrzebany , mianowicie często rozmawiamy wszyscy razem , wydawałoby sie ze dziewczynki rozumieją . Ale na następny dzień jest tak samo jak dzień wcześniej .
     
  10. reklama
  11. Tomaszek1977

    Tomaszek1977 Początkująca w BB

    Paulinko dzięki za slowapocieszenia , ja także nie wyobrażam sobie stać obok i tyko jako widz oglądać co sie dziw wokoło mnie . Ja oraz moja partnerka oczekujemy .... Akcja a po niej interakcja . Ale co robić , bo z Waszych wypowiedzi wszystkiego już próbowaliśmy .
     
  12. aniaslu

    aniaslu Administrator Członek załogi

    Pytanie, czy oprócz nagan dostają pochwały, bo z twojego postu wynika, że w tej chwili skupiacie sięe na wynajdowaniu kolejnych ograniczeń i zakazów, a dziewczyny są w wieku, kiedy pojawia się pierwszy bunt i chęć niezależności. I mogą stawać się "zdecydowanie trudne" nie dlatego, że jesteś ojczymem , tylko, że wchodzą w taką, a nie inną fazę rozwoju. 9-latki sa na etapie dużej wrażliwości i niepewności (która może ukrywać się pod krnąbrnością) i potrzebują wsparcia rodziców. Świat rozparują tylko w dwóch kolorach- czarnym i białym, w związku z tym jesli maja przekonanie, że coś jest dobre, będa się starały za wszelką cenę to udowodnić. Jedenastolatka jest już na etapie labilności emocjonalnej i jest krytycznie nastawiona do rodziców. Bardzo wrażliwa na krytykę, z jednej strony chce wsparcia dorosłych , z drugiej je odrzuca. Mam dzieci w podobnym wieku. Bywa różnie. mamy zasady, których się staramy trzymać i powiem ci, że jedna rzecz zauważyłam, że od kiedy dużo więcej uwagi przykładam do tego, co im się udało i co zrobiły dobrze, tym bardziej się starają. Może inaczej - po prostu starają się- chociaż nadal mają wpadki, ale ja nie jestem ideałem, więc im wybaczam, choć czasem huknę;-) Jak juz mam ochotę się totalnie wściac i wygarnąć ( co niestety czasem tez się zdarza) to cofam się w czasie i przypominam sobie czas , kiedy miałam tyle lat, co oni ,a moja mama zrzędziła i zrzędziła i się po prostu wyłączałam. I nie mówię, ze nie miała racji, bo w niektórych przypadkach zapewne miała, ale sposób przekazu działał na mnie hmmm. ..osłabiająco. Stąd moja propozycja, że może warto teraz nie dawać kar, czy nagród- tylko podkreślać, że dziewczyny się postarały, że dzisiaj tak ładnie siedzą przy stole i zauważyć , że sprzątnęły. I sprawdzić, co się stanie:-):-):-)
     

Poleć forum