reklama

Problem z synkiem

Temat na forum 'Trzylatki' rozpoczęty przez SandraAF, 13 Maj 2016.

  1. SandraAF

    SandraAF Początkująca w BB

    Witajcie,
    jestem tu nowa i chciałam opowiedzieć o nurtującym mnie problemie z moim trzylatkiem. Być może któraś mama miała podobnie i będzie mi potrafiła odpowiedzieć co jest grane.
    Otóż mój trzyletni Oktawian się nie słucha. Nie pomagają prośby. Nie pomagają kary. Dla niego nie istnieje "nie wolno". Nigdy nie pozwalałam na wszystko, nie kupowałam czego chciał, nie robiłam zawsze czegoś wtedy, kiedy chciał. Wyjście na spacer wiąże się z bieganiem za nim, bo jedzie na rowerku, oddala się i jak wołam, żeby się zatrzymał, to tego nie robi. Jechanie z nim gdziekolwiek środkami komunikacji wiąże się ze zwracaniem uwagi non stop: "Oktawian siadaj" "Oktawian nie chodź po kolejce/autobusie. Za każdym razem jest: "nie" Idzie ruchliwą ulicą, wyrywa się z ręki bo on chce iść sam. Jak go przytrzymuję, to się drze, jakbym mu jakąś krzywdę robiła.
    Ile razy proszę, żeby czegoś nie robił, to on to robi za każdym razem. Generalnie od rana do wieczora cały czas muszę pilnować i zwracać uwagę, co zresztą olewa, albo urządza mega histerię. Dopiero jak podniosę głos, to się posłucha, ale i tak za 5 minut robi to samo.
    Mam jeszcze roczną córkę. Swój czas od samego początku jak pojawiła się na świecie dzielę między dwoje dzieci po równo. Nigdy Oktawian nie był odsunięty na bok. Uczestniczył w każdej czynności przy swojej młodszej siostrze, słuchał jak opowiadałam co robię. Nie ma w nim zazdrości, jedynie jest wojna o zabawki, ale i to pomału mija. Teraz jak Pola ma rok, to siadam z dwójką przy zabawkach i bawimy się wspólnie (nadmieniam bo wiem, że taki bunt często powodowany jest zazdrością o drugie dziecko i byciem odsuniętym na bok - nic takiego nie było).

    Jednak nie w tym leży głównie problem. Problem leży w tym, że on tak się zachowuje w mojej obecności. Kiedy jest u dziadków (np na weekend) to cały czas jest grzeczny i się ich słucha, do momentu kiedy ja po niego nie przyjadę. Wtedy przestaje się słuchać kogokolwiek. Jak jest w domu sam z moim mężem, albo idą sami na spacer, to nie ma w ogóle problemów. Oktawian jest spokojny, Oktawian jest grzeczny, Oktawian nigdzie się nie oddala ,pilnuje się, idzie za rękę. Kiedy ja wracam do domu, grzeczność się automatycznie kończy. Jakby jakiś diabeł w niego wstępował.

    Zastanawiam się dlaczego? Czy dziecko nie ma do mnie szacunku? Czemu moja obecność powoduje tak diametralną zmianę zachowania? Czy któraś mama miała lub ma podobnie? Proszę niech ktoś mi wytłumaczy dlaczego tak się dzieje?
     
  2. aniaslu

    aniaslu Administrator Członek załogi

    Może być tak, ale nie musi, że dajesz synkowi tyle zakazów i tak często używasz słowa "nie", że on to po prostu ignoruje. Pytanie też, na czym polegają kary i czy one są powiązane z daną sytuacją, bo twój synek jest na tle jeszcze mały, że kara oddalona w czasie lub nie będąca konsekwencją zachowania po prostu nie działa. Czy, no: jeśli nie zatrzymuje się na rowerze, to ten rower mu zabierasz i musi iść na nogach? Moja Hanka, jak była 3-latką usiłowała na rowerze wjeżdżać na ulicę i 3 razy ją prosiłam, żeby tego nie robiła a za czwartym zabrałam rower. Powiedziałam, że ewidentnie jest za mała żeby móc sama jeździć i jak dorośnie to jej oddamy, bo tylko dorosłe , odpowiedzialne dzieci mogą to robić. "Dorosła" bardzo szybko, bo jej samej zależało żebyśmy tak o niej myśleli;)

    Piszesz, że np: w autobusie mówisz "Oktawian siadaj", a gdybyś mu powiedziała np: teraz usiądź i będziemy liczyć wszystkie czerwone samochody? Jeśli zamiast zakazów zastosujesz odwrócenie uwagi, wsparcie typu ciekawa jestem, czy jesteś na tyle dużym chłopcem, że..., albo jeśli krzyczy to kucnij obok i spytaj co go tak zdenerwowało. Ja wiem, że to nie jest łatwe i nie zawsze zadziała, ale spróbuj. Moje dziecko raz się darło w domu i rzuciło na podłogę, zrobiłam to samo. dziecię zamarło a ja spytałam, czy rzeczywiście uważa, że w taki sposób można rozmawiać, powiedziałam też, że jeśli potrzebuje w ten sposób się wykrzyczeć i rozładować emocje to ja poczekam i potem możemy rozmawiać dalej.

    No i kwestia młodszego rodzeństwa- przysięgam, że też ma wpływ. Rozumiem, że Oktawian u dziadków zostaje sam bez siostrzyczki? I z tatą też głównie czas spędza sam na sam? Wtedy to on jest w centrum uwagi. Swoim zachowaniem stara się zdobyć twoją uwagę. A ponieważ jesteś mamą to będzie to robił w każdy możliwy sposób. I powiem ci w sekrecie, że nam się też wydawało, że Szymka traktujemy identycznie i poświęcamy mnóstwo czasu (między moimi dziećmi są 4 lata różnicy) i dopiero, kiedy po kilku latach oglądaliśmy filmy okazało się, że mieliśmy w stosunku do niego zbyt wygórowane oczekiwania. Też się wspólnie bawiliśmy, też z nim sam na sam spędzałam sporo czasu. Polecam weź głęboki oddech i przede wszystkim nie myśl, że synek cie nie szanuje, on cię kocha najbardziej na świecie i wygląda, ze potrzebuje bardziej niż myślisz:)
    A może wszedł już w etap czterolatka? - poczytaj;)
     
  3. reklama
  4. SandraAF

    SandraAF Początkująca w BB

    U dziadków dwa razy był z siostrą raz przez dwa dni, jak pojechaliśmy z mężem na Sylwestra i raz jeden dzień. Z tatą idzie na spacer też razem z siostrą. W domu też zostają we trójkę i jest spokój. Tak, prosiłam, żeby usiadł np dziś w kolejce i będziemy zgadywać kolory za oknem. Podziałało na 5 minut, bo on chce chodzić sobie i koniec, on chce siedzieć teraz tutaj i koniec. Jak krzyczy to nie dociera do niego nic. Jest jak w amoku. Ja mogę mówić co chcę, on nie słucha i tylko jest: "NIE, NIE, NIE!!!" Albo: "IDĘ IDĘ!!!" I idzie.
    Tak zabierałam mu rowerek, to mi taką histerię urządzał na ulicy, że odpuściłam, bo z boku wyglądało to na zawiadomienie opieki społecznej. Był krzyk i jak zwykle zero przyjmowania argumentów tylko: "DAJ ROWEREK, DAJ ROWEREK!" I siadanie na ziemi i darcie się na całą ulicę.
    Karą np za rzucenie zabawką (pomimo usilnych próśb, żeby tego nie robił) było jej zabranie i oddanie następnego dnia. Był protest, krzyk, ale potem mu przeszło. Zabawkę oczywiście dostał z powrotem następnego dnia.
    Tak to jest kochane, mądre dziecko. Świetnie mówi, kapitalnie się z nim rozmawia. Ale ta jego jak ja to mówię - samowola - jest czasem nie do przejścia....
     
  5. PerseaNigra

    PerseaNigra Fanka BB :)

    Ja mam półtoraroczną córeczkę, która zachowuje się podobnie do Twojego synka. Żadne tłumaczenia nie działają i mamusię ma bardzo głęboko, nie powiem gdzie. Ona jest grzeczna z dziadkami, bo jej na wszystko pozwalają. Np. nie widzą problemu w tym, że dziecko wchodzi na stół, więc jak ją biorę do siebie to też wchodzi i zaczyna się walka. Może u Ciebie jest podobnie. Synuś lubi tych, którzy niczego od niego nie wymagają.
    Swoją drogą aniaslu, może podpowiesz też coś mnie, jak sobie radzić z młodszym dzieckiem. Trudno ciągle odwracać uwagę od tego przykładowego stołu, skoro zawsze może trafić się moment, że zwyczajnie nie mogę tego zrobić.
     
  6. aniaslu

    aniaslu Administrator Członek załogi

    A przeczytałaś o czterolatku, może on wcześniej zaczyna ten etap? No i ja bym się nie przejmowała zawiadamianiem opieki społecznej - w końcu po pierwsze rozumiem, że się nie wydzierałaś i nie biłaś dziecka. Co ludzie pomyślą? I tak nie masz na to wpływu:) Poza tym ty jesteś dorosła i w razie czego wytłumaczysz, że taki etap rozwojowy. Bo równie dobrze, jak pisałam tak może być. No i ewidentnie testuje chłopak granice:) I następnym razem usiądź obok, jak będzie krzyczał. A jakbys do autobusu brała książeczki? coś czym możesz go zainteresować?
     
  7. KAPSEL1976

    KAPSEL1976 Początkująca w BB

    Jak dla mnie to wręcz odwrotnie syn ma u ciebie więcej fory niż u dziadków, pytałaś czy na pewno mu na wszystko pozwalają? Z drugiej strony to by było nie dobre, bo wtedy macie rozbieżność w wychowywaniu. A dziadkowie to powinni zrozumieć i ci pomóc. Poza tym nie przejmowałabym się tak opieką społeczną i ludźmi, oni nieraz maja gorzej wychowane dzieci. A jeśli nie krzywdzisz dziecka tylko ratujesz żeby nie wpadł na ulice (no chyba go wtedy nie puścisz, bo krzyczy i płacze a ty się ludzi boisz)? Nawet jak czyści chodnik to dobrze. Powiedz mu jak ładnie obserwują go koledzy i nie cieszą się z tego widoku, (chociaż to mało działa jak dziecko w amoku). Prędzej niestety, gdy dziecko ma tzw. atak pilnowanie cię czeka żeby sobie dzieciak cos nie zrobił na ulicy w sferach niebezpiecznych. Bo np. w sklepie to bym mu dała poleżeć chwilę spytała, o co chodzi i jeśli będzie się dalej darł to powiedziała ze porozmawiam z tobą jak się uspokoisz a teraz idę dalej na zakupy, bo nie zdążymy na plac zabaw. Potem jak będziesz teraz przeszkadzał. No i potem powinnaś tak zrobić przejść obok placu zabaw przypomnieć "a pamiętasz jak mówiłam, gdy był niegrzeczny, ze nie zdarzymy na plac agaw, bo byłeś niegrzeczny i leżałem na podłodze, albo mnie nie słuchałeś. Teraz musimy iść do domu" no i gdyby było trzeba musisz wziąć go za rękę i poprowadzić nie czekać aż się wypłacze pod placem zabaw to nie ma sensu wtedy.... Popłacze też w domu i znowu powinnaś przypomnieć, co zrobił, jaka za to kara, ale jak jutro będzie grzeczny to pójdziecie. Wtedy jutro mu przypominasz czy pamięta, co się wczoraj stało ze nie poszliście na plac zabaw i czy dziś zamierza być grzeczny i chce się gdzieś pobawić. Ja na wielu dzieciach przećwiczyłam utraty przyjemności i działają fantastycznie. Nawet niejadki na słowo plac zabaw, zjadały nagle tak znienawidzony chlebek z kiełbasa. Tzn. że na niektóre rzeczy rodzice przymykają oczy a wychowawcy nie mogą! Oczywiście możesz go przytulać okazywać miłość, ale nie za każdym razem, kiedy był niegrzeczny i łamał zasady- nie w danym momencie, bo ty chcesz go pieszczotliwie do siebie przekonać, dlaczego on jest taki dla ciebie nie dobry i cię nie szanuje? Bo mu na to pozwalasz w większości niestety. Piszesz że on gdzies idzie w kolejce i koniec. A uważasz ze to nie niebezpieczne żeby dziecko samo po pociągu spacerowało koło drzwi na przykład i w ogóle, pociąg ostro zahamuje dziecko ci się o drzwi rozkwasi dosłownie...Poleci z siłą rakiety. To ty masz myśleć nie dziecko, co może, czego NIE. I powinnaś mu o danej sytuacji zakomunikować. Spytać, co by chciał robić innego teraz, bo nic innego nie wchodzi w grę. Dla zabawienia go możecie mieć ulubione zabawki, kolorowanki, samochodziki, policzyć za oknem jakieś ciekawe rzeczy, zwierzęta, jaki wygląd maja chmury, obejrzeć gazetki itd. byleby nie tabletka na odczepnego błagam to jest top rodziców nowego świata. Spokój na chwile problem na lata. Moje dzieci w autobusach nauczyły się liczyć przechodząc w setki tysiące…..
     
  8. asiorreek

    asiorreek Fanka BB :)

    A próbowałaś tablicy ze sloneczkami.. Mówisz mu ze za takie zachowanie jakiego od niego oczekujesz dostanie słoneczko jak nazbiera np. 5 to dostanie nagrodę np. Loda jakas wycieczkę czy cos co bedzie atrakcyjne i przypominaj mu o tym. Razem umieszczajcie słoneczka na tablicy. Z czasem wydłużaj ilość słoneczek. U mnie jak nie działają kary albo sama mam dość powtarzania tego samego młody dostaje kartkę na słoneczka z czasem młody juz nie upomina sie o słoneczko a wykonuje cos w sposób porządny przeze mnie....jesli nie zrobi poprawnie to wtedy mu mówisz ze nie ma sloneczka i ze nagrody nie będzie.. I albo zbiera od nowa albo poprostu wydłużasz.. Na poczatek niech nazbiera trzy. Tylko musisz być konsekwentna.. Oj z tymi chłopakami to same kłopoty..

    W autobusie zainteresuj go czymś za oknem albo opowiadaj o czymś albo graj z nim w lapki.. Wiem ze czasem to męczące no jak jadę z młodymi a nie jako kierowca to właśnie tak wygląda albo czytam bajkę albo opowiadam albo gram starszak lubi tez sluchac muzyki przez słuchawki z mp3 Bo to tak inaczej ciekawiej. Ale może to tylko robic właśnie podczas jazdy dzieki temu mu się to tak nie nudzi szybko..
     

Poleć forum