Ale, co powtarzam raz jeszcze, mi nie chodziło o uczenie Lili, co wolno a czego nie wolno (czy uczenia znaczenia słowa "nie"). Jeśli o to chodzi akurat wiem, że jest na to jeszcze za wcześnie. Tak jak już powtarzałam dwa razy, chodziło mi o jeden konkretny przypadek, związany z gryzieniem piersi. I nie chodzi mi tutaj o konieczność analizowania mojego podejścia do kwestii wychowywania niemowlaka (bo już wspominałam, że nie mam takiego zamiaru). Chciałam jedynie Was podpytać, jak sobie radziłyście z podobnymi sytuacjami. I wystarczyła mi informacja, że np. odstawiłyście dziecko od cycka (co ja też robiłam zaraz po tym, jak krzyknęłam "ała", bo, jak słusznie Asia8783 wspomniała to się aż samo wyrywa z ust), a nie określanie mojego podejścia czy sposobu myślenia jako naiwnego. OK i mogę być uznana za naiwną, bo ja akurat wierzę w to, że dziecko (nawet niemowlak) jest w stanie zrozumieć więcej, niż nam się wydaje. I nie chodzi mi o to, że np. zaraz z tego powodu będę Lilę edukować, uczyć czytać lub mówić w innym języku. Tylko tak, jak Dzag napisała, podejrzewam, że większość z nas mówi do swoich dzieci o codziennych czynnościach, opowiada więcej lub mniej co robi lub co będzie robić. OK, mogłybyśmy przyjąć, że skoro dziecko jeszcze nie mówi lub tego nie rozumie, to po co się wysilać. Ale chyba nie o to nam chodzi. To, że dziecko jeszcze nie mówi lub do określonego wieku nie będzie mówiło pełnymi zdaniami nie oznacza, że nie rozumie. Rozumienie mowy jest znacznie szybsze niż jej używanie. Poza tym w przypadku niemowląt duże znaczenie mają inne sposoby komunikacji. Niemowlę potrafi odczytać emocje mamy lub taty, czuje je, reaguje na nie. Ja Lili nie postrzegam więc jako osoby niemyślącej i nie reagującej i nie zdolnej odczuć tego, że mnie coś zaboli. I to tyle ode mnie w tym temacie.