witamy, witamy...zdjęcia, filmiki supcio Megusek...szkoda że tak mało...ach te bakterie



. ja postaram się wklejtać wszystkie zdjęcia jakie mam z Krakowa albo zrobię taki albumik jak Megusek z jej pomocą oczywiście



bo jak zwykle lewizną aż huczy...
bardzo żałujemy że było nas tylko trzy na spotkaniu no ale cóż. widocznie tak miało być. ja to rozumiem...wypadki losowe zdarzają się po ludziach...ale czemu akurat w ten weekend!!! smutno nam było przeogromnie...najgorzej z Polą...ją to dopiero będziecie musiały przekonywać!!!na samym wstępie już powiedziała że przepisuje się do grudniówek

. co do wrażeń i wydarzeń to moje są następujące...w sobotę postanowiliśmy zawijać Lilkę o 6 rano i wiać do Krakowa, mimo że piździawa za oknem straszna. podróż Lilka przeżyła. ostatnia godzina chyba była dla niej już niewygodna.w Kraku byliśmy ok 11 i od razu wzięliśmy się za żarełko a potem zwiedzanie. piździawa nadal straszna, Lilka opatulona w kurtkę miała dosyć opętania w pasy, więc potem tylko czekałam na 14 i wio do hotelu którego ni w ząb nie mogliśmy znaleźć. jakieś kręte dróżki, pozamykane, brak przejazdu...bałam się że nie zdążymy na spotkanie!!! w pokoiku okazało się że czajnik nie działa, Paweł wkurzony na mnie bo on chciał brać grzałki, czajniki ale ja nie dałam...ale wodę cieplutką skołował /specjalnie dla nas gotowana

/a termosik to my już mieliśmy...bo w drodze też woda potrzebna. o 15 wyjechaliśmy z hotelu /musiałam dać się wybrykać dzieciakowi/ na poszukiwania Karczmy! no i dotarliśmy na przed 16. podleciałam do dziewczyn z rodzinami i...już. spotkanko. zamówiłyśmy piwa /chłopaki soczki

/. piłyśmy, gadałyśmy, śmiałyśmy się, opowiadałyśmy wrażenia z posiadania dzieci no i...wypłoszyłyśmy gości

. więc nie wiem jakby to było jakby więcej dzieci miało brykać po tej ławie...z mojej strony uważam że dziewczyny są super...Pola rozgadana na maksa:-), któż by przypuszczał! a Megusek wyglądała kwitnąco, wcale nie tak jak siebie opisywała, że niby markotnie

. o mężach nie będę pisać bo nie wypada

, ale ogólnie też w porządku faceci. tym razem bardziej skupiłam się na kobitkach i jednym kawalerze...Kubek przeuroczy...na początku obserwował i obserwował ale potem się rozgadał...porządny z niego Gościu i jak najbardziej Dżentelmen

...Majcia...ach ta Majcia. wszędzie jej pełno tak jak mamusi

. no po kimś musi to mieć. furorę robiła stara zabawka Lilki zawieszana na wózek, po trojgu dzieciach więc Starzy...do sklepu i kupić Młodym takie Cudo:-). po piwku spacerek był jak najbardziej przyjemnym zwieńczeniem spotkania. ja, Paweł, Pola i Maciek byliśmy gdzieś nad jakąś wodą /nie pamiętam gdzie/, wchodziliśmy po jakieś górce i było fajnie. Megusek została z Piotrem i dzieciakami...mam nadzieję że było okej, bo nawet nie spytałam

. no i dalej, niestety spotkania nadszedł koniec...mi osobiście smutno było, że tak szybko to się skończyło...dobrze Megusek powiedziała...że jakby więcej nas było to może nie pogadalibyśmy sobie tak jak to zrobiliśmy. więc nie ma tego złego...
my, na następny dzień wyjechaliśmy do Zakopanego...bo wszędzie tam gdzie się pojawimy i tak lądujemy w górach. ja z humorem takim sobie bo...ani po szlakach nie można połazić i spotkanie foremek następne może za sto lat...ale potem wróciliśmy do domku...byliśmy w Żyrku po 22 i już się nie doczekam wyjazdu nad morze. ot i cała historia...jak zwykle się rozpisałam ale to za karę...będę was teraz nękała opowieściami a zdjęcia potem












