Heloł. Niedawno wróciliśmy (otworzyłam lodowate piwko i wpadam do Was).
Było SUPER. Bo teściów mam super i lubię do nich jeździć.
Ale za to na cmentarzu było tak

. Byliśmy na mszy św. i naprawdę myślałam, ze nie dam rady

. A zapowiadali, że ma być słonecznie i pogodnie, więc ja durna wzięłam ze sobą tylko dżinsową marynarkę. Za to przytulaliśmy się w trójkę do siebie na potęgę

taka mega zgrana rodzinka.
Cyntia, ja robiłam dużo badań w kierunku zespołu antyposfolipidowego. Robiłam: antykoagulant tocznia, przeciwciała kardiolipinowe IgG, IgM i IgA, przeciwciała przeciw beta2-glikoproteinie IgG i IgM, przeciwciała przeciwjądrowe ANA, białko S i białko C. Za to zapłaciłam prawie 500zł.... No niestety, ale za to wyszło mi coś przy ANA, teraz jestem pod opieką reumatologa. Myślę, że warto zrobić te badania, także fajnie, że się na to zdecydowałaś. Może nic złego nie wyjdzie i to by było najlepiej, ale przynajmniej będziesz wiedziała, że sprawdziłaś wszystko. Ja teraz wiem, że w razie ciąży będę musiała brać małą dawkę acardu. Teraz muszę te badania powtórzyć, ale to już na NFZ, bo mam skierowanie do poradni reumatologicznej :-). Buziaki!
pietrucha, kochana babeczko.... Trzymam mocno kciuki i jestem pewna, że będzie dobrze! W takiej sytuacji szpital to najodpowiedniejsze miejsce. Nie dość, że 24h maję Cię na oku to jeszcze Ty będziesz spokojniejsza, że masz fachową opieką. Odpoczywaj w takim razie i obyś nie musiała się wylegiwać w szpitalu aż do rozwiązania. Do stycznia wystarczy ;-), a może nawet prędzej Cię wypuszczą. No i ciekawa jestem co u Ciebie wyjdzie odnośnie zespołu fosfolipidowego. Trzymaj się, ja wiem, że szpital to mocno średnia przyjemność, ale Ty babka jesteś mądra i wiesz, że jak nie ma wyjścia to nie ma. Dobrze, że masz opiekę i że przez to jesteś spokojniejsza. Dawaj znać od czasu do czasu.
Joaro no coś nie halo. Czy Ty masz zwykle długie cykle, bo nie pamiętam? Ja mam koło 50 dni, nie jest to fajne, ale co zrobić. W takim razie mocno trzymam kciuki za Ciebie i żeby wszystko na dniach się wyjaśniło.
maqa 
mam nadzieję, że ani się obejrzysz, a będziesz nam tu wklejać zdjęcie dwóch kresek na teście. A my oczywiście będziemy wirtualnie skakać z radości!
pchelka mimo wszystko, to bardzo optymistyczna historia!! Udało Wam się i cieszycie się małą kruszynką. Nie było łatwo, ale daliście radę i to jest to! W końcu wszystkim się uda znaleźć swoje szczęście i ja w to wierzę. Niech Wam się mała zdrowo chowa i dzięki za kciuki - trzymaj ciągle - przydadzą nam się tu bardzo :-)
kikifish, wiesz co. Ja po straconej ciąży w czerwcu (12tc) i po zabiegu łyżeczkowania krwawiłam grubo ponad 3 tygodnie. Nie pamiętam jak bardzo zaawansowana była Twoja ciąża. Być może tak długo się oczyszcza? Teraz na przełomie sierpnia i września, jak beta spadła (ciąża miała koło 3tyg) odstawiłam luteinę i @ pojawiła się chyba po 2 dniach i trwała ok.1,5tyg, może nie tak długo jak u Ciebie, ale za to bardzo boleśnie i obficie. Myślałam, że się wykończę...
Jeśli Cię to uspokoi idź do lekarza. Mimo wszystko jakoś długo to trwa, zwłaszcza jeśli nie byłaś łyżeczkowana.
Ściskam Cię mocno. Nikt chyba nie radzi sobie ze stratą ciąży. Trzeba czasu, inaczej się nie da. Także poczekaj, popłacz jeśli masz potrzebę. Minie trochę czasu i staniesz na nogi. Zawsze powtarzam - nigdy nie zapomnisz, ale nauczysz się z tym żyć. Buziaczki
michalina, Ozila, marcela ale mi kadzicie

kochane jesteście, wiecie???
Miło mi, ze tak myślicie. Naprawdę.
Zobaczymy jak to będzie, ale myślę, że damy sobie radę. Złamiemy te utarte i u naszych najbliższych schematy, że genów nie zmienimy..... Potrzebuje takich opowieści jak Twoje
Ozilka, że są normalni ludzie, którzy zostali adoptowani i adoptowali, że powstały dzięki temu normalne rodziny. Ja już jestem zdecydowana na 1000000%. Nawet jeśli uda mi się jeszcze zajść w ciążę, to i tak naszej decyzji nie zmieni. Będzie nas więcej najwyżej, co nie jest absolutnie żadnym problemem, bo oboje z mężem marzyliśmy zawsze o dużej rodzinie

. eh... Tak sobie siedzę teraz i myślę jak super byłoby gdyby się jeszcze ktoś więcej kręcił po domu....
michalina, weź powtarzaj chłopu że nic się nie stało, że czasami potrzeba drastycznych cięć, żeby coś dobrego zadziało się w życiu. Ja naprawdę myślę, że fajnie Wam się to wszystko poukłada! I będę trzymać kciuki a jakże
Madziorrek niefajnie z tym telefonem... Mam nadzieję, że jakoś się to pozytywnie wyjaśni, ale pewnie telefonu nie odzyskasz. Ja dlatego kupuję zawsze w salonie. Buziak
Izka czego to ludzie nie wymyślą
Idę spać chyba. Wcześnie zaczęłam dzień dzisiaj. Rano przed 7.00 pies wymownie na mnie spoglądał, sapiąc mi prosto w nos, więc ubrałam się cichutko i wymknęliśmy się razem na 2 godzinki w las! Teściu poleciał po świeże bułki na śniadanie, reszta smacznie spała a ja ganiałam z psem po górach. Nawet znaleźliśmy staw jakiś. Nasz pies uwielbia wodę, więc z 20 min pływał za rzucanymi mu patykami

. Fajnie było. Czasami lubię tak pójść sama na spacer. Miałam troszkę czasu żeby pobyć sama ze sobą. Mogłam pomyśleć, odsapnąć....
Pies już dawno padł, ja też powoli padam. Dom posprzątany, kolacja się robi, w kominku się pali, chłopaki coś robią.... Boże jak mi dobrze...
Mam nadzieję, że i Wy miło spędzacie ten czas!