Dlatego teraz mam chociaż to moje mieszkanko , to zabezpieczenie dla mnie i moich dzieci- syna i przyszłej córeczki. Bo nie znam przyszłości, a młoda już nie jestem by zaczynac kiedys od nowa się dorabiać.
I własnie mieszkanie jest od marca, a remont idzie w slimaczym tempie, sierpien juz w niedziele a tu nadal wszystko w zakurzonych pudłach stoi, nie wiem czy pozniej dam rade, zdążę chociażby to wypakować, pomyc...poprać dla malutkiej.
Kasa na remont się skonczyla, teraz juz na debecie, a tu musze auto naprawić, az sie boje jak zadzwonią. Chociaz wiem, ze to takie przyziemne, materialne bzdety , ale martwią mnie. I tłumaczę sobie, ze to hormony, mój stan, ale i tak ryczeć mi się chce.
Dlatego smutku mijaj, niechby słonce chociaż wyszło na chwilkę.Egoistyczne to i marne, innych spotkała taka tragedia a ja się marzę jak dzidzia.