niecierpliwamatka
Fanka BB :)
Pierd. Głupich bab. Mam jedno dziecko, ma już 12lat, i ok. Pierwszy rok sielanka nie był, sporo się kręcilo wokół dziecka ale wróciłam na siłownię, spokojnie skończyłam studia, i na niedalekie wycieczki jeździłam. Drugi i trzeci powoli gdzieś jeździliśmy dalej ale wszytsko ustawione pod dziecko, jego drzemki i porę jedzenia wiadomo, nie ruszysz na marsz 20h, pod namiot z jedną zupka czy kajakiem nie oplyniesz globu ale wyjazdy z normalnym noclegiem, sport, hobby wszytsko wraca do normy. Dla mnie gorszy był covid jak z dzieckiem musiałam siedzieć w domu, nie szło nigdzie wyjechać, żadnego placu zabaw i lekcje zdalne, gdzie cierpliwość do kaligrafii mnie dobijała. Ale uważam, że to był wspaniały czas, tęsknię za tam, córka jest już za duża na pewne rzeczy więc chyba nie mogło być tak źle, że zdecydowałam się na ponowne macierzyństwo walcząc o nie przez x miesięcy.U mnie wszystko tak faluje, są mdłości i za chwilkę odchodzą, jest ból piersi a później znika i znów przychodzi, jedno jest stałe- gorsze samopoczucie z rana. Dopiero się rozkręcam popołudniami
Dzisiaj jestem jakaś rozzłoszczona i mocno odpalają mnie teksty typu „jak się urodzi dziecko to już koniec życia”, „jeszcze będziesz do pracy uciekać od dziecka” „koniec już z wyjazdami i że sportem”, „teraz musisz tylko leżeć”. Byłam dziś na uro babci i nasłuchałam się takich tekstów właśnie od własnych mam i babć. I z jednej strony przykro mi, że im się tak macierzyństwo kojarzy, z ogromem poświęcenia itp. i rozumiem, że życie się zmienia, ale czy trzeba tak straszyć??? O co chodzi z tym straszeniem?