Moja kochana

Nie wiem, czy mnie pamiętasz z innego wątku

przypomnę Ci moją historię.
Pierwsza ciąża - poronienie 8 tc (zarodek się nie rozwijal) Nie wiem na którym tygodniu się zatrzymał, lekarz nic nie mówił. W lipcu dostałam plamien, zgłosiłam się od lekarza, przekazał, że "źle to wygląda", prosil wykonać betę HCG (była bardzo niska) i zgłosić się za 3 dni. Na wizycie okazało się, że zaczynam się sama oczyszczać i nie będzie potrzebny zabieg.
Strasznie przeżyłam to co mnie spotkało, ból, złość, płacz, strach co będzie dalej? Pytania, dlaczego? Byłam 2 tygodnie na L4 i bardzo bałam się powrotu do pracy, bo tam wszyscy widzieli, że byłam w ciąży, a następnie że już nie

Bardzo pomógł mi mój lekarz, który przekazał dlaczego tak mogło się stać (wada genetyczna) oraz to, że może to lepiej wcześniej niż później (w tym samym czasie moja koleżanka urodziła martwego dzidziusia w 5 miesiącu

). Trafiłam na forum, gdzie wtedy tak na prawdę dowiedziałam się, że poronienie to niestety chleb powszedni

I kontakt z koleżankami, które znając moja historie, zaczęły się otwierać i mówić "Karola, ja też przez to przeszłam" Ja jestem z natury bardzo wrażliwa, uczuciowa i myślę, że to, że nie było jeszcze serduszka sprawilo, że "szybciej" doszłam do siebie i inaczej to sobie tlumaczylam. Teraz jestem w 18 tc i to co przeszłam sprawia, że zamiast cieszyć się ciąża, cały czas żyje w strachu

Bo to zawsze zostanie w mojej pamięci i nie raz "łapie się" na tym, że siedzę i rozmyślam o tym co było i jakby było, gdyby było inaczej

Ale muszę patrzyć w przód

Życzę Ci dużo spokoju

Odpocznij, zregeneruj siły

jestem myślami z Tobą