reklama

Zielona Maupa na Meksykańskiej ziemi ;-)

Temat na forum 'Dzieci urodzone w kwietniu 2010' rozpoczęty przez AgnieszkaSz-r, 3 Luty 2012.

  1. AgnieszkaSz-r

    AgnieszkaSz-r Mama VI 2007 i IV 2010

    Tak jak ustaliłyśmy otwieram wątek na którym będziemy wklejać znalezione opowieści Zielonej na temat życia w Meksyku.

    Ja weszłam w "szukaj w wątku" nad pierwszym postem na danej stronie i tam w ustawieniach dałam wyszukiwanie nicka...
    Na razie przeszukałam pierwsze 1,5 strony wyników.
    Niestety po dłuższej przerwie należy powtórzyć wyszukiwanie od nowa...
    Na już wyświetla mi 20 stron z samymi poczatkami postów Zielonej.
    Ja przewertuje na razie str. 1-5
     
  2. zielona maupa

    zielona maupa Na skrzydłach melancholii

    Aga, tez tak zrobilam. Ze mam inne ustawiienia niz wiekszosc z Was, to przy okazji mam inna ilosc stron. Znalazlam juz wpis z 20 08 09, ma numer 700ilestam.

    Aneczka77, Olapolap i Ilona 1985 cos mi sie zdaje, ze jesli zaczne Wam opisywac zycie w Meksyku, to sie z tego ukreci osobny watek. :) Mieszkam w Baja California. Jest pieknie, choc bardzo sucho i teskno mi do tropikow lub do chocby umiarkowanego klimatu strefy centralnej. Ucze na uniwersytecie jezyka angielskiego, ale z kazdym semestrem mam mniej ochoty by wracac na zajecia. Czasem szlag mnie trafia, gdy pomysle sobie ile musze podatkow zaplacic, podczas gdy nic mi z tytulu ich placenia nie przysluguje. Tak jak tysiace pozostalych ludzi pracuje na umowe zlecenie, oznacza to, ze musze placic podatki (VAT w tej czesci kraju to 10%, ale dochodzi to tego jeszcze jakies inne paskudztwo, chyba 17%), ale nikt nie oplaca mi sluzby zdrowia. Biegam wiec do lekarza prywatnie. Niby moglabym wykupic ubezpieczenie ¨powszechne¨, ale mam juz niemile z nim doswiadczenie i raczej tego nie zrobie. Szukam mozliwosci wykupienia ubezpieczenia socjalnego. System swiadcxzen emerytalnych prawie nie istnieje, no chyba ze jakis raczkujacy prywatny. Jesli ktos chce tutaj zamieszkac, powinien dobrze sie zastanowic. Ja uwielbiam ten kraj, interesuje mnie jego kultura, tradycja i piekno naturalne. Jak juz wielokrotnie powiedzialam, nie zamienilabym Meksyku na nic innego. Tutaj odnalazlam siebie. Meksykanie sa bardzo przyjacielscy, zwlaszcza ci z centralnej czesci kraju. Ludzie z wiosek maja dar obserwacji i jesli czuja, ze przybysz jest ¨down to earth¨, przyjma go z otwartymi ramionami. Jesli nie - nawet szklanka wody nie poczestuja. Ta zasada dotyczy tak Meksykan, jak i obcokrajowcow. W Baja California jest troche inaczej, poniewaz ten stan jest bardzo zamerykanizowany, co mi sie zupelnie nie podoba. To bedzie tyle na teraz :)




    juz chyba zaczailam jak to z tymi stronami jest... Na stronie jest 25 postow, wiec 5 stron to 125 postow...
    Ide wiec do stron 6 - 11
     
    Ostatnia edycja: 3 Luty 2012
  3. reklama
  4. AgnieszkaSz-r

    AgnieszkaSz-r Mama VI 2007 i IV 2010

    Dokładnie Zielona :tak:

    A pytanie...chcesz same posty czy daty wpisu tez... bo przyznam że ja same posty gdzie wspominasz o Meksyku kopiuje...
    A i wkleje je jak przeszukam te 5 stron będą ułożone wg kolejności wpisu...:-p
     
  5. zielona maupa

    zielona maupa Na skrzydłach melancholii

    Agniecha, same posty, bez dat... dzieki kochana
     
  6. AgnieszkaSz-r

    AgnieszkaSz-r Mama VI 2007 i IV 2010

    No to przewertowałam pierwsze 5 stron postów
    ;-) i na dzisiaj mam dość :-) ale nie dlatego że złe... oczy mnie bolą ...jak będe miała chwilę to się tu ogłoszę i znowu przewertuje 5 stron...


    POSTY Z MEKSYKIEM W TLE
    Kilka lat temu przylecialam na wakacje i juz tak mi zostalo. Nieco nowsza miloscia jest moj cudowny maz. No i w koncu, po kilkuletnich poszukiwaniach, odnalazlam dom i swiety spokuj.
    Meksyk jest niebywaly. To nie jest miejsce, ktore mozna lubic. Meksyk sie kocha lub nienawidzi. Wszystko tutaj jest na swoj sposob dziwne i zupelnie inne od europejskiego. To moj raj i pomimo, ze bywa ciezko, nie zamienilabym go na zaden inny. Tu gdzie mieszkam nie jest wcale tak goraco i teskno mi do wschodniego wybrzeza i tamtejszych tropikow.

    Mieszkam w Baja California. Jest pieknie, choc bardzo sucho i teskno mi do tropikow lub do chocby umiarkowanego klimatu strefy centralnej. Ucze na uniwersytecie jezyka angielskiego, ale z kazdym semestrem mam mniej ochoty by wracac na zajecia. Czasem szlag mnie trafia, gdy pomysle sobie ile musze podatkow zaplacic, podczas gdy nic mi z tytulu ich placenia nie przysluguje. Tak jak tysiace pozostalych ludzi pracuje na umowe zlecenie, oznacza to, ze musze placic podatki (VAT w tej czesci kraju to 10%, ale dochodzi to tego jeszcze jakies inne paskudztwo, chyba 17%), ale nikt nie oplaca mi sluzby zdrowia. Biegam wiec do lekarza prywatnie. Niby moglabym wykupic ubezpieczenie ¨powszechne¨, ale mam juz niemile z nim doswiadczenie i raczej tego nie zrobie. Szukam mozliwosci wykupienia ubezpieczenia socjalnego. System swiadcxzen emerytalnych prawie nie istnieje, no chyba ze jakis raczkujacy prywatny. Jesli ktos chce tutaj zamieszkac, powinien dobrze sie zastanowic. Ja uwielbiam ten kraj, interesuje mnie jego kultura, tradycja i piekno naturalne. Jak juz wielokrotnie powiedzialam, nie zamienilabym Meksyku na nic innego. Tutaj odnalazlam siebie. Meksykanie sa bardzo przyjacielscy, zwlaszcza ci z centralnej czesci kraju. Ludzie z wiosek maja dar obserwacji i jesli czuja, ze przybysz jest ¨down to earth¨, przyjma go z otwartymi ramionami. Jesli nie - nawet szklanka wody nie poczestuja. Ta zasada dotyczy tak Meksykan, jak i obcokrajowcow. W Baja California jest troche inaczej, poniewaz ten stan jest bardzo zamerykanizowany, co mi sie zupelnie nie podoba.

    Jesli chodzi o obywatelstwo dziecka, to jesli jedno z Was ma obywatelstwo amerykanskie, dziecko takie automatycznie dostaje (podobno) pozostaje tylko kwestia rejestracji. Mam nadzieje, ze wszystko potoczy sie szczesliwie. My tez musimy zaczac oszczedzac dosc konkretnie. Niby nawet 5000 dolarow to niewiele (z punktu widzenia sasiadow zza miedzy), tutaj jednak to niezla fortuna, zwazywszy, ze srednie zarobki to 5000 pesos miesiecznie. No coz, trzeba bedzie zacisnac pasa, wyslac meza do pracy na drugi etat, psa na tacos sprzedac ;), zamieszkac na plazy w namiocie i jakos to bedzie, moze uda sie nazbierac. A jesli nie, to pozostaje seguro popular (niech mnie wszystkie moce czyste i nieczyste od niego z dala trzymaja), lub nieco lepsze ale tez drogie seguro social. Albo jak Indianka pojde w gory i tam urodze.

    SWINSKA GRYPA- ja Wam powiem jak to naprawde wygladalo u nas. pewnego dnia zaczeto informowac nas, ze setki osob jest w stanie agonalnym. Nastepnego dnia mowiono juz o ponad tysiacu ciezko chorych i ponad 600 zmarlych w wyniku grypy. Po tygodniu liczba zmarlych w wyniku swinskiej grypy raptownie spadla do niespelna 40... Komentarz chyba zbedny. Politycy apelowali w telewizji o bezwzgledne noszenie maseczek chirurgicznych, a sami nie zakrywali ust (sic!). W szeregach akademickich pojawily sie przypuszczenia, ze cala ta akcja po pierwsze wygenerowana byla w celu pozyskania bezzwrotnych srodkow na ¨zwalczanie zarazy¨ - dlatego tez bomba wybuchla w najgoretszym, w sensie turystycznym, okresie. Po drugie pierwsze zachorowania na swinska grype odnotowano w lutym w USA - wiec istnieje przypuszczenie, ze byla to forma ataku ze strony naszych polnocnych sasiadow. Istnieje tez trzecia teoria, mowiaca o spisku koncernow farmaceutycznych. Pozostawiam bez komentarza. Dlaczego Meksykanie umarki w wyniku tej grypy? Mianowicie dostep do publicznej sluzby zdrowia jest w Meksyku bardzo ograniczony. Nie kazy ma ubezpieczenie. Jesli nawet je mamy, musimy liczyc sie z kilkugodzinnym oczekiwaniem w kolejce na numerek, a jesli dopisze nam szczescie i go dostaniemy - czeka nas kolejne kilka godzin przesiadywania pod gabinetem. Jesli chodzi o prywatnego lekarza, to wizyta kosztuje okolo 50 dolarow, przy srednich zarobkach miesiecznych nie wyzszych niz 400 dolarow... Mysle, ze to odpowiada samo za siebie. Okazuje sie tez, ze w wyniku powiklan po zwyklej grypie, kazdego roku umiera okolo 1000 osob. Czymze jest nawet 100 (choc nie wiem czy tyle odnotowano) przypadkow smiertelnych na swiecie w wyniku swinskiej grypy?
    Co chwile dostaje informacje dotyczace szczepienia sie przeciwko swinskiej grypie, wniosek jest prosty: NIE, za zadne skarby.

    SWIETA spedzimy niewiadomo gdzie. Postanowilismy sie przeprowadzic ze stanu, w ktorym mieszkamy. Pierwszego grudnia juz nas tutaj nie bedzie. Nie mozemy sie zdecydowac gdzie zamieszkamy. Jesli nam sie powiedzie - przeniesiemy sie do Queretaro, a stamtad bedziemy miec blisko do rodziny Ukochanego, wiec przezyje pierwsze prawdziwe meskykanskie swieta. To jak je obchodzi sie tutaj jest koszmarne. No ale to specyfika Baja California - miejsca, ktore jest bardziej ubogim przedmiesciem USA, niz czascia cudownego Meksyku.

    Jak sie znalazlam w Meksyku? Jasne, ze z powodu milosci.
    Kilka lat temu przylecialam na wakacje i jak tylko poczulam zapach tutejszego powietrza, wiedzialam, ze tutaj jest moj dom. Zapalalam natychmiastowa miloscia do tego kraju. Po powrocie do Anglii nie bylam w stanie przestac myslec o ludziach, ktorych tutaj spotkalam, o miejscach, ktore zwiedzilam i o tych, ktore planuje odwiedzic. Nie moglam przestac myslec o zapachu powietrza i kolorze slonca. Myslalam, ze jak juz przejde na emeryture, to natychmiast tutaj sie sprowadze. Okazalo sie, ze jeden z moich wakacyjnych znajomych przeniosl sie na drugi koniec Meksyku i zaprosil mnie na zwiedzenie zachodniego wybrzeza. Przylecialam. Baja California ma piekne zakatki, ktore mocno sciskaja serce. Jednakowoz to ten znajomy zawladnal tym razem moimi uczuciami. Postanowilam wiec zostac. I tak mieszkam juz tutaj prawie dwa lata z najcudowniejszym mezczyzna swiata :D. Najfantastyczniejsze jest to, ze mieszkam w miejscu magicznym i mam moja brakujaca polowe za meza. Czego mozna chciec wiecej...
    Olapop - swiat sie w tym regionie prawie nie obchodzi. Czasem ludzie spotykaja sie, jedza cos wspolnie i udaja, ze sie lubia. Jest nudno. Natomiast w centralnej czesci kraju obchodom BN towarzysza tradycyjne piñaty i jest jakos tak radosniej.

    Jak juz wczesniej Wam pisalam, dostep do lekarzy jest dos oganiczony u nas. Pisalam tez, ze trzeba miec przynajmniej najgorsze ubezpieczenie spoleczne, by nie placic za porod. Prywatny kosztuje cala ogromna kupe szmalu. Kiedys mialam nieprzyjemnosc korzystania z podstawowego ubezpieczenia spolecznego, nie bede sie rozpisywac, powiem tylko, ze nigdy wiecej. Powiedzialam Ukochanemu jakie mam zapatrywania na temat porodu w ramach tego ubezpieczenia - stwierdzilam krotko i zwiezle, ze raczej jak Apaczka z kocem pod pacha w gory pojde, niz w ramach Seguro polpular urodze. Mowiac to bralam jednak pod uwage, ze przyjdzie mi w tej rzezni rodzic. Pewnie bez znieczulenia i ukochanego u boku.

    Brzucho kazdego dnia coraz wiekszy mam. Dzis juz spodnie mi sie nie dopiely (nawet pod brzuchem) i w pracy ciagle musialam je podciagac. Jestem generalnie zalamana tym co w sklepàch mozna znalezc. Wyobrazcie sobie, ze moje miasto to wiocha zamieszkala przez okolo 200 000 osob. Wiekszosc z mieszkancow to kobiety. Meksykanie, jak wiadomo, maja mnostwo dzieci. Niestety sklepow typowo ciazowych nie ma. Mozna kupic kilka ciuszkow - tragicznej jakosci i w okropnym stylu w markecie, a poza tym zero. W zamian proponuja namioty dla puszystych, jakgdyby nie rozumieli, ze ciezarna to nie kobieta o ¨obfitych¨ ksztaltach i ma zupelnie inny rodzaj sylwetki. Koszmar. Nie rozumiem tej sytuacji. Mam jednak nadzieje, ze dzis cos uda mi sie jednak wypatrzec.

    Mozecie wyobrazic sobie, ze tutaj jest takie prawo podatkowe, ktore mowi ze do pasa przygranicznego mozna przewiezc wszystko bez zadnych problemow, natomiast jesli sie chce zabrac te same rzeczy spowrotem trzeba zaplacic 15% ich wartosci. I nikogo nie obchodzi to, ze kupiliscie cos na polodniu kraju, przywiezliscie tutaj i teraz przenosicie sie spowrotem. Jesli nie mamy na cos faktury, musimy kolejny raz placic. Straszny nonsens.
    Dzis jest Dia del Muerto (tutejszy dzien zmarlych), wczoraj obchodzono dzien zmarlych dzieci, czy cos w tym stylu. Zwyczaj jest taki, ze ludzie ida na groby i przynosza ulubione przez zmarlego rzeczy, jedzenie, napitki. Przynosza tez kwiaty. Na grobach graja Mariachi, a ludzie tancza i spiewaja. Bardzo lubie ten zwyczaj. ;)

    z tymi chustami to moze i dobry pomysl. Ale nie dla mnie. tutejsze Indianki nosza maluchy w chustach i jest to swietne rozwiazanie ze wzgledu na to, ze niemal natychmiast po porodzie wracaja do pracy (zwykle ciezkiej charowy przy kaktusach), malego mozna karmic i nie przerywac pracy... a poza tym tutaj matka postrzegana jest przez pryzmat meza i dziecka. Znaczy to tyle, ze nikt nie powie to jest Lupita, ale kazdy bedzie ja znal jako matke Juana czy Juanity i zone Jose na przyklad. Wiekszosc kobiet dazy do unifikacji z dzieckiem (nie wiem i nie chce wiedziec dlaczego) i takie chusty temu sprzyjaja w takim sensie, ze dziecko jest w ciaglym kontac¡kcie fizycznym z matka. Ojcowie przewaznie nie robia nic przy dziecku (sic!)
     
  7. AgnieszkaSz-r

    AgnieszkaSz-r Mama VI 2007 i IV 2010

    Mieszkam w najbardziej skorumpowanym kraju na swiecie, no ok, znajdujemy sie w pierwszej dziesiatce. To co niewatpliwie Meksyk ma wspolnego z Polska, jest to, ze wszyscy wyciagaja lape po kase. Tak lekarze, jak prawnicy, urzednicy, sekretarki jaki i politycy. Wszyscy czegos chca w zamian za ich prace, za ktora sa nawiasem mowiac czesto sowicie wynagradzani z tzw. budzetu. Tak tutaj jak i w Polsce petenci daja w lape i placza, ze korupcja. Ja nigdy nigdzie nie zaplacilam za nic extra. I nigdy nie zaplace. Obawiam sie, ze w panstwowym szpitalu porod moze okazac sie gehenna, dlatego tez nie dam nikomu w lape, ale doloze i bede rodzic prywatnie. Jakos tak obawiam sie, ze mimo iz ktos dostal ¨extra¨, nie wywiaze sie z ¨umowy¨.

    Przepraszam ale musiałam bo mi się ten post strasznie spodobał a szczególnie o kwietniówkach i myszach :-)
    Dolecielismy wszyscy calo i zdrowo, pies nie wygladal na zestresowanego lotem, moze byl zdziwiony cala ta sytuacja, ale wszystko po kolei...
    Spoznilismy sie przez korki na nasz lot, wiec zaoferowano nam polaczenie do Toluca. Bilety sprzedano nam 20 minut przed zamknieciem lotu (sic!),
    jakas wredna baba (zawsze bede twierdzic, ze na lotniskach i w urzedach powinien byc pewien jurny mlodzian, ktory w ramach czynu spolecznego, cale napiecie z tych wredot w sposob wiadomy bedzie spuszczal), nie chciala nas przepuscic, bo ja mialam bagaz podreczny, torebke i aparat fotograficzny, Ukochany tez mial jakies 3 czy 4 pakunki, na ktore linia lotnicza nam pozwalala, a to babsko nie. Zaczeli dzwonic do przelozonych i w koncu mnie przepuszczono. Cudem dobieglam do bramki i chcialam ich zatrzymac, bo za mna biegl malz (ktory gdzies tam sie jeszcze o cos musial wyklocac), na co uslyszalam - a gdzie karta potwierdzajaca ciaze? Nie chodzilo im o karte od lekarza, ale od tych co to check in robia. Ci idioci nawet mnie nie poinformowali, ze nalezy taka karte wypelnic. Nic to. Na poklad nas nie wpuszczono, psisko i inne bagaze wyladowano. Musielismy przebookowac lot na nastepny dzien (na szczescie tym razem juz bezposrednio do Puebla). Zatrzymalismy sie w hotelu na noc i nastepnego dnia juz lecielismy do ¨Ziemi obiecanej¨. Na miejscu okazalo sie, ze dom w ktorym mielismy zamieszkac, zostal wynajety komus innemu. Jeden z wspolwlascicieli tego gimnazjum, gdzie pracuje Alfredo rozmawial z wlascicielem domu i powiedzial, ze my we wtorek (gdybysmy nie spoznili sie na lot) bedziemy brac ten dom, we wtorek rano zadzwonil by sie z najemca po odbior kluczy i podpisanie kontraktu umowic, a ten stwierdzil, ze on wynajal ten dom komus innemu. Dziadowi nawet do glowy nie przyszlo, by kogokolwiek o tym zawiadomic. Po przylocie (we srode) zabralam sie za szukanie domu i we czwartek wprowadzilismy sie do calkiem milego domku. Ma dwa pietra, trzy sypialnie, maciupka kuchenke, pokoj dzienny polaczony z jadalnia i gabinet, 1,5 lazienki i odrobine miejsca dla psiucha. Poza tym, dom jest czescia zamknietego sasiedztwa, czy jak to sie tam nazywa (jest tutaj 8 takich samych domow). Czynsz jest stosunkowo niewielki, niestety nie ma mebli, wiec zyjemy na kartonach - jak nowozency. Nic to, z czasem bedziemy kupowac meble ;) Wielkim atutem tego domu, jest to, ze trzy ulice dalej pracuje Fredo, wiec posiadanie auta nie jest konieczne - uff!!!
    Dzis dotarla przesylka z rzeczami z Ensenady (to tam, gdzie dotychcasz mieszkalismy), ale to tez dluzsza historia.
    Mianowcie, w sobote rozmawialismy z packet express i stwierdzili, ze maja juz nasze rzeczy i ze za drobna oplata w poniedzialek je do nas dowioza. OK! W poniedzialek Alfredo do nich dzwoni, a oni, ze nie maja zadnego zapisu o takim zamowieniu i ze moga nam te rzeczy dowiezc w weekend. Stwierdzilismy, ze w zadnym wypadku do weekendu nie mozemy czekac i wczoraj znalezlizmy jakis serwis przeprowadzkowy. Dzis rano Alfredo pojechal odebrac nasze pakunki, patrzy a oni je wtaszczaja na ciezarowke, by nam je przywiezc. Jakis koszmar! Oczywiscie Fredo powiedzial im zeby go w trabke cmokneli i ze zabiera nasze rzeczy. A oni, ze ma IM (?????????????????) za dostawe placic. Oczywiscie znaczy, ze faceci sie ze swoimi malymi na lby pozamieniali (wybaczcie okreslenie, ale lepszego chwilowo nie znajduje). Z kasa musieli sie rzecz jasna pozegnac.
    Z internetem tez byl istny cyrk. Twierdzono, ze mamy czekac do 2 tygodni (no a za dwa tyg. swieta, wiec pewnie do marca). Ja powiedzialam im, ze Polki w ciazy maja cudowna moc nasylania myszy na domostwo i ze jesli tego nie chca, to ja poprosze internet natychmiast (to bylo wczoraj po poludniu, a dzis rano przylecieli technicy).

    Dzis spotkalam sie z Polka, ktora tu mieszka od kilku lat. Ona urodzila tutaj dwoje dzieci. Tak sobie rozmawialysmy i juz wiem, ze moze sie zdarzyc, ze lekarz ¨przez przypadek¨ da mi oxy zamiast znieczulenia... Generalnie rzecz jest w tym, ze jak sie tutaj wykupuje prywatny porod, to placi sie za godzine sali porodowej. Dlatego daja oxy, zeby sie w tej godzinie wyrobic - zaczynam sie bac.
    Co do Meksykanek, ktore rodza i zyja, to jest tak, ze wiekszosc z nich nie ma innego wyjscia. Od wczesnego dziecinstwa mowi im sie, ze maja sluzyc swojemu panu i wladcy - najpierw to ojciec, a pozniej maz, nie zadawac pytan, nie domagac sie podstawowych praw, a slowo meza traktowac jako swiete i jesli on chce miec 10 dzieci, dac mu je. Tutejsze kobiety dziwia sie, ze ja - biala twarz- uwazam za normalna obecnosc ojca przy porodzie i znieczulenie do porodu podane.
     
  8. AgnieszkaSz-r

    AgnieszkaSz-r Mama VI 2007 i IV 2010

    Poszczególne posty rozróznione sa odstępem...
     
  9. zielona maupa

    zielona maupa Na skrzydłach melancholii

    przebrnelam przez strony 6 - 14. Niewiel znalazlam, mozliwe, ze cos mi umknelo...

    [FONT=&amp]Olapop[/FONT][FONT=&amp] u nas, niezaleznie od rodzaju porodu, jesli odbyl sie on bez komplikacji, masz prawo pozostac pod opieka lekarska 2 dni. I tak, jesli rodzilas w panstwowej placowce, sa nikle szanse na to by zostac dluzej, a jesli w prywatnej - to rzecz jasna, za odpowiednia oplata... Jesli decydujesz sie rodzic prywatnie, klinika oferuje ci okreslony pakiet (rodzaj pokoju ma wielkie znaczenie), ktory mowi ile dni wliczonych jest w cene (zwykle to sa 2 lub 3 dni). Lekarze jednak wychodza z zalozenie, ze po SN mozna wyjsc juz po 8 godzinach (co dla mnie jest zbawienne, ze wzgledu na niechec do szpitali i wiekszosci lekarzy haha, a takze w takim wypadku zmniejsza sie koszt, hmm, pobytu), po CC zalecaja pozostac przez 24 godziny. Oczywiscie teoria teoria, a wiekszosc kobiet wychodzi ze szpitala, jak tylko nieco odpoczna i zbiora sie do kupy. Nawet jesli nie chodzi o koszta zwiazane z prywatna opieka, chodzi glownie o to, ze wiekszosc kobiet zostawila w domu gromadke dzieci pod opieka nieudacznego meza (ktory pewnie podrzucil je jakiejs babci albo cioci, albo sasiadce...)
    No i szpitale panstwowe nie oferuja kobietom zadnych udogodnien. Wystarczy zapytac matke w jakich warunkach rodzila i bedziecie mialy obrazek. Sale porodowe sa wieloosobowe, rzadko sie zdarza zeby lozka rodzacych przedzielone byly chocby parawanem. Nie podaje sie znieczulenia (zadnego, nawet gazu rozsmieszajacego, nic. Nie wiem czy chodzi o koszty, czy o co, ale marijuane mozna tanio kupic i tez nie daja ... ), nacinanie krocza to rutyna, podobnie jak ¨wyciskanie¨ malca. Od momentu gdy zaczyna sie akcja porodowa, do konca lezy sie plackiem. Sale poporodowe sa przepelnione do tego stopnia, ze moja (zdrowa jak rybe) znajoma, po porodzie umieszczono na intensywnej terapii. Noworodki szprycuje sie sztucznym jedzeniem. Ciezarowka zanim zostanie przyjeta na oddzial, MUSI byc zaszczepiona przeciwko grypie. Ja nigdy sie nie zaszczepilam i nie mam zamiaru tego robic! Rola tatusia ogranicza sie do tego, ze pojawia sie jakis czas po porodzie, zwykle by juz odebrac matke i dziecko. Wczesniej jest trudno, bo w wiekszosci szpitali nie ma systemu odwiedzin. Moja matka rodzila mnie 100 lat temu, ale jej przynajmniej podano gaz oglupiajaco-rozsmieszajacy. Spieprzono kilka innych rzeczy, ale...
    Klinika prywatna to juz nieco inna bajka. Fakt, ze musisz zaplacic nawet za to ze oddychasz ale... Jesli lekarz prowadzacy dysponuje pomoca anastezjologa, dostaniesz znieczulenie, no chyba ze pomyli im sie z oksytocyna... Ojciec dziecka (jesli lekarz sie zgodzi) moze byc obecny przy porodzie, a juz po porodzie moze spedzic kazda minute z matka, bo w pokoju jest dodatkowe lozko (to w cenie calej imprezy). Jesli sie to ustali z lekarzem, prawie do samego konca mozna chodzic, skakac i co tam jeszcze... Niestety takze dokarmiaja dziecko. No i trzeba sie z akcja porodowa w godzine uwinac, bo jesli dluzej to oczywiscie kosztuje to co niemiara. [/FONT]


    13x13 wprawdzie osemki mam wszystkie na swoim miejscu, ale juz mi bez znieczulenia wyrwano siodemke. Ze korzen mi pekl, bez dlutowania sie nie obeszlo. Wiem jaki to bol i chyba nie potrzebuje tego typu ¨rozpraszacza¨ uwagi. Ale dzieki za dobre slowo. I wiesz co, mam nadzieje, ze nie bedziesz musiala sie tak meczyc. Nie wiesz jak? No to wyobraz sobie sytuacje, ze w trakcie wyrywania glupiego zeba zaczynasz dostawac drgawek z bolu, ze lekarz zaczyna nerwowo spogladac na pielegniarke, bo chyba trzeba zadzwonic po pogotowie, ze zmieniasz kolory w zatrwazajacej predkosci, a twoje palce zaglebione w oparcie fotela zdolaly dokonac w nim nieodwracalnych zniszczen. I wyobraz sobie, ze sytuacja ta trwa przez moze pol godziny, ale masz wrazenie, ze tak cie torturuja juz trzeci dzien. No i na koniec, nie schodzisz z fotela, ale z niego splywasz... Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze nie sposob stracic przytomnosci.

    Dzis zwyzywalam kierowce autobusu od ostatniego kretyna i chu... Palant jeden widzial, ze z siata ciezarowka (znaczy ja) wlazi na poklad i zamiast zaczekac az usiade, ruszyl z kopyta. Na co ja o maly wlos wlasnymi kopytami sie nie nakrylam. Udalo mi sie jednak ustac na nogach. Idiota zdziwil sie, ze ktos moze miec do niego pretensje. Q..wa dosc juz tej ich wolnej amerykanki za kierownica. Zaczynam kolekcjonowac nazwiska kierowcow i pisac skargi.

    Olapop nasze paciorki nazywaja sie pesos meksykanskie ;) Ja jednak nigdy nie przeliczam walut i nie porownuje cen pomiedzy poszczegolnymi krajami. Zniechecilam sie do tego w chwili, gdy odkrylam ze tutaj musze pracowac caly dzien, zeby zarobic tyle ile zarabialam w Anglii w ciagu niespelna godziny... A i z cenami jest strasznie. Pamietam kilka lat temu, gdy bylam swiezo po studiach, zaproponowano mi prace jako socjoterapeuta w pewnej placowce. Za prace w pelnym wymiarze godzin zaoferowano mi okreslona sume - byla to rownowartosc czynszu za kawalerke w starej, zagrzybionej kamienicy, gdzies na gornym Mokotowie. Tutaj jest bardzo podobnie. Wyplata przecietnego Gomeza, ledwie wystarcza na pokrycie czynszu, a co z reszta?


    Mam dla Was kolejna historyjke z zycia wzieta.
    Pewnie juz Wam pisalam, ze wlasciciel domu, w ktorym mieszkamy postanowil zalac czesc ¨patio¨ betonem. Przyslal do nas pracownika, ktory mial oszacowac zapotrzebowanie na material. Facet przyszedl, porozgladal sie dokola, zadal mi jakies pytania swoim niskich lotow hiszpanskim. Na jego pytania moglam mu tylko powiedziec, ze nie wiem lub nie wiem co znacza poszczegolne slowa - cholera jasna, mam prawo nie znac obcego jezyka tak jak bym znala ojczysty, ba! mysle ze gdyby jakis hydraulik pytal sie mnie po polsku o cos uzywajac fachowego nazewnictwa lub ichniej gwary moglabym miec powazne problemy ze zrozumieniem. Niewazne... Koles stwierdzil, ze on przyjdzie w niedziele - i gowno go obchodzilo, czy ja mam jakies plany, czy nie. On wszak jest panem i wladca - idiota jeden. Na co ja mu odparlam, ze musi skontaktowac sie z wlascicielem domu, a ten porozmawia z moim mezem i ustala kiedy robotnik moze przyjsc. Ten stwierdzil, ze ok i poszedl. Nigdy nie wrocil. Nigdy nie skontaktowal sie tez z wlascicielem domu. To zdarzylo sie okolo 2 miesiace temu. Wczoraj, gdy placilismy czynsz, dowiedzielismy sie, ze on nie chce miec z nami nic do czynienia, bo ja jestem wredna baba, zle mi z oczu patrzy i najpewniej jestem czarownica. Gdybym ja jeszcze jakas niemila dla niego byla... A ja tylko nie rozumialam co on do mnie mowil i moj pies go nie polubil... Moja wina, moja bardzo wielka wina - powinnam pasc przed nim na kolana i po dupie calowac, moze wowczas nie poczulby sie urazony. W moim ukochanym Meksyku to wykonawcy dyktuja pracodawca warunki... Istny cyrk. Ale co sie usmialam to moje. Ide zatem odprawiac czary.

    za jakies 3 godziny bede po wizycie u gina. I tak sobie mysle, na plaster ja tam ide? Znowu obmaca mi brzuch, zapyta czy slysze glosy, sprawdzi cisnienie i cos jeszcze i na tym sie skonczy. Oczywiscie nie zajrzy gdzie trzeba, bo pewnie moglby sie wystraszyc. Dobrze, ze przynajmniej nie kasuje foryuny. Tak sobie mysle, ze wsrod wielu wad i zalet, meksykanski system ma jedna wielgasna wade. Mianowicie, oni przez cala ciaze ani razu nie zagladaja ciezarowce miedzy nogi. Wiele ciaz przez to konczy sie przedwczesnie. Ilu kobietom udaloby sie oszczedzic bolu zwiazanego z poronieniem, gdyby na czas wykryto skracajaca sie szyjke i w pore zareagowano.
    Nic to, moze w tym szalenstwie jest metoda. W koncu szacuje sie, ze jest 120 000 000 Meksykan (szacuje, bowiem tubylcy z jakichs powodow nie rejestruja dzieci - pewnie je rodza na organy, lub sprzedaja do nielegalnych adopcji), wiec jedno dziecko mniej czy wiecej nie robi im roznicy.

    Nareszcie Konstancja zaszczepiona przeciwko gruzlicy i zoltaczce. Tak, tutaj nie szczepia dzieci w chwili urodzenia. TRzeba sie wybrac samemu do jakiegos osrodka zdrowia (ciezko sie zorientowac, do jakiego sie przynalezy), a szczepienia tylko raz w tygodniu - wtorek miedzy 8 a 10 (bardzo przydatna to wiedza). Badan przesiwowych (to chyba te z pietki) tez sie nie robi natychmiast po urodzeniu. Dziecko musi miec przynajmniej 5 dni. Pewnie w piatek pojdziemy na klucie giczalka.
    Zeberka swietnie zniosla szczepienie, zadnego placzu tylko jeden okrzyk, jakby chciala powiedziec: ej, ty babonie, co mi robisz?!
    Wlasnie malenstwo sie budzi na cyca :) Pijawka jedna, moglaby tak wisiec i wisiec...
     
    Ostatnia edycja: 3 Luty 2012
  10. reklama
  11. aniam141

    aniam141 Wrześniowe mamy 2008

    ​14-20


    A ja mam tescia na glowie juz 3 dzien. Jak to dobrze, ze juz dzis sobie jedzie... Niby nie wadzi, bo popoludnia spedza u rodziny, ale jednak...

    Wczoraj w nocy Konstancja troche poplakala, bo goraco jak ..., a ona chcialaby spac, a nie mogla. Na co tesc wypalil, ze trzeba ja skorupka z jajka natrzec. Ja zroilam oczy wielkie jak strusie jaja. Na co on, ze moge nie wierzyc, ale jak dziecko styka sie z kims, kto byla na cmentarzu, to oddech zmarlego do dziecka sie przykleja i ono placze, a skorupka jaja to na placz najlepsze remedium. Moj malzonek polecial do kuchni po jajko. No zesz... Stwierdzilam, ze jesli mi sie do dziecka zblizy, to go i jego ojca za drzwi wywale i jajami obrzuce. Konstancje rozebralam, wlaczylam wentylator na maksa, wpakowalam ja do naszego lozka i cisza jak makiem zasial. Oczywiscie dzis rano tesc zapytal meza czy mala plakala w nocy, ten stwierdzi ze nie. Na co tesc sie pyta czy natarlismy dziecko jajkiem - maz musial potrzasnac glowa, ze nie, bo uslyszalam teatralny szpt tescia: "nie chciala...". No i chyba poczul sie urazony...


    Ja tam tesciowi to jajko wybaczyc moglabym bez trudu, bo to starszy, prosty czlowiek. Chowany w atmoswerze glebokiej wiary we wszystko co nadprzyrodzone. Jemu trudno zrozumiec, ze zabobony, ups przepraszam - ludowe wierzenia przekazywane z pokolenia na pokolenie, nalezy miedzy bajki wlozyc. Niech mu tam bedzie... Moj maz mnie zaskoczyl, jak on to jajo do sypialni przyniosl. Cholera, wydawalo mi sie, ze wyszlam za swiatlego czlowieka...
    NIc to, tesc juz wyjechal i mam nadzieje, ze z kolejnymi odwiedzinami nie bedzie sie spieszyl - a ta nadzieja z wielu przyczyn.

    Aga, jest tak: ludzie juz od 13ej nie pracowali - no znakomita wiekszosc. Gdy zaczal sie mecz, wszyscy poprzebierani z zacieciem na twarzy ogladali rozgrywke. Przy kazdym golu tequila lala sie strumieniami... Teraz w Mexico City tlum zgromadzil sie pod pomikiem Angel de Independencja - taki slawny zloty aniol na cokole - i swietuja. Wszyscy wszedzie tancza i spiewaja. Ja siedze w domu i slysze co sie dzieje dookola. Samochody jezdza na wlaczonych klaksonach, slychac spiewy i gre na bebnach. Teraz juz niewielu ludzi pozostalo w pracy. Jest istny szal :D Teraz tylko wszyscy zaciskaja kciuki zeby z Urugwajem wygrac - co bedzie bardzo trudne, ale kto wie...

    Tak czytam o tych Waszych "zapracowanych" mezach i powiem Wam jak ja zrobilam. Kiedys przychodzila do nas kobieta do sprzatania raz w tygodniu, ale ja pogonilam, wiec obowiazkami domowymi sila rzeczy musimy sie teraz z Ukochanym dzielic.
    Kiedys wielce zmeczony przyszedl z pracy i cos tam o kolacji zaczal kwekac. A ja leb jak sklep i jeszcze mi rosl, bo Konstancja caly dzien wyla jak opetana.
    Wiec sie pytam starego, kiedy jego zdaniem mialam sie kolacja zajac. Na co on, ze siedze w domu, wiec pewnie mam wystarczajaco duzo czasu. W dodatku nie palil sie do odpracowywania swojej czesci obowiazkow domowych. Wkurwilam sie strasznie. Zadzwonilam do agencji i zapytalam ile kosztuje godzina pracy: kucharki, prasowaczki, sprzataczki i nianki (hehe call girl nie mieli w ofercie [​IMG]), policzylam ile czasu spedzam na wykonywaniu kolejnych czynnosci w domu i wystawilam mojemu Ukochanemu fakture. Zbaranial. Nadal jednak nie pomagal, wiec ja przestalam robic cokolwiek. Nie bylo jedzenia, bo nie bylo w czym ugotowac, bo nie bylo komu garow pomyc. Bylo jedzenie dla mnie, bo ja karmie i dobro dziecka najwazniejsze [​IMG]. Stary nie mial czystych ubran do pracy, bo praczka do roboty nie przyszla... Od tego czasu, niestety nadal po napomnieniach, robi cos tam w domu i nie pyta o kolacje - malo tego, sam mi ja robi [​IMG]

    Dzis bylam w urzedzie skarbowym.
    malo urzednikowi w pysk nie strzelilam, co by sie obudzil. Zapytal mnie o jakis dowod tozsamosci. Dalam mu meksykanski papier, a on stwierdzil, ze to nowy format i ze on nie jest pewien, czy nie jest podrobiony. POkazalam mu polski paszport, wyrobiony w Anglii wiec mu sie nie podobal, nadgryzione przez psa polskie prawo jazdy i polski dowod osobisty. A ten idiota sie pyta, czy nie mam meksykanskiego paszportu - powiedzialam, ze jeszcze nie wydrukowalam sobie. Nie zajarzyl sarkazmu. Moj maz zapytal, czy karte szczepien psa tez mamy przedlozyc. Koles bakal cos pod siebie, a jak mu powiedzialam, ze nie slysze to w ogole przestal mowic - jakis uwsteczniony chyba. Czekam teraz na wizyte domowa ze skarbowki, he he he


    Obrazkow z Meksyku ciag dalszy...

    O zastosowaniu spacerowki.

    Idziemy sobie cala rodzina, patrzymy, a tu pomyka inna rodzina. Typowa meksykanska rodzina: matka, ojciec, dwoje wiekszych dzieci i malenstwo w spacerowce. Spacerowka, jak spacerowka: cztery kola, uchwyt, siedzonko/lezonko, a pod nim kosz. W koszu co? zakupy? Nieeee. Zabawki? Nieeee. Kot? ee Pies? nieeeee. Odpowiedz brzmi: starsze dziecko...


    Katik, tutaj gdzie ja mieszkam pelno jest ruin kultury Aztecow. Jest ciekawie. Natomiast Cywilizacja Majow (wschod Meksyku, Guatemala i Belize) to zupelnie inna bajka. Ja uwielbiam te piramidy! Juz za jakis czas planuje zrobic doktorat wlasnie na temat kultury Majow. Musze poczekac az Konstancja podrosnie, bo zamierzam przemierzyc Ameryke tropem Majow. Czy warto przyjechac tutaj po to by podziwiac ruiny? Zdecydowanie tak. Szczegolnie na Yucatan i do Quntana Roe (Majowie), tam tez sa przepiekne plaze, dzungle i rafy koralowe ;) Ale trzeba przygotowac sie na tropikalna pogode. Ja uwielbiam, a nie kazdy jest w stanie zniesc okolo 40ºC i ponad 90% wilgotnosc powietrza. Ruiny po Aztecach tez sa ciekawe, nie jest to jednak moja milosc [​IMG]


    Katik, wiesz ostroznie z tym Meksykiem. Ja tutaj przylecialam jakies 5 lat temu wlasnie na wschodnie wybrzeze. No i klops. Po powrocie nie moglam o Meksyku przestac myslec. Zakochalam sie do szalenstwa. Po jakims czasie rzucilam swietna perspektywiczna prace, spakowalam walizeczke i wskoczylam do samolotu. Tak sie zaczela moja przygoda z Meksykiem.
    Czasem narzekam, ale nie umiem juz zyc gdzieindziej. Jak raz napelnisz pluca tutejszym powietrzem, to juz nie da sie bez niego w srodku.
    Poza tym Meksyk przyniosl mi dwa najwieksze cuda [​IMG]
     
  12. AgnieszkaSz-r

    AgnieszkaSz-r Mama VI 2007 i IV 2010

    No i po tych 20 stronach samych postów Zielonej zaczynają się schody :-( bo to 500 postów i nie chce wyświetlać więcej :no: a post jest z 19 lipca 2010r!!! Więc teraz trzeba rzeczywiście wertować strona po stronie i szukać postów zielonej... będzie ciężko ale damy radę a co!
    ja dzisja chyba nie dam rady nic szukać bo mam urwanie głowy i tak mi się zapowiada w najbliższych dniach ale może znajdę chwilę czasu...

    Dla chętnych należy zacząć szukac postów od strony 2093 ;-) ja rezerwuje strony od 2093-2123 na już jak się z tym uporam to dam znać które pójdą następne...
     
    Ostatnia edycja: 6 Luty 2012

Poleć forum