O kobiecości i pięknie. Wzorcach i stereotypach

O atrakcyjności, kobiecości i pięknie, jego wzorcach i stereotypach związanych z wyglądem rozmawiamy z dr Joanną Heidtman, ekspertem Dove.

Ostatnio obserwujemy trend promowania mam-celebrytek. Czy to dobry kierunek - oto nagle kobieta w ciąży nie musi się kryć, bo ciąża stała się trendy, czy raczej przynosi odwrotny skutek – przyszłe mamy patrzą na gwiazdy i celebrytki, po czym czują się brzydsze i mniej atrakcyjne?

Oba efekty mają miejsce. To dobrze, że zmieniło się społeczne postrzeganie kobiet w ciąży - nie są jakieś "dziwne", nie-kobiece, ale przeciwnie - dzięki pewnemu trendowi, który niewątpliwie wykreowały media, kobiety w ciąży dziś mogą czuć się w pełni kobiece, aktywne, nie wyłączone z życia itd. Mogą ubrać się wygodnie, a zarazem atrakcyjnie - co stanowi poważny kontrast ze znanymi mi sprzed wielu lat "ciążówkami". Nie trzeba kryć w ubraniach ciążowego brzucha, można cieszyć się taką sylwetką, jaka jest w okresie ciąży. Tabu zostało przełamane. Ale oczywiście media "nie śpią" i pokazują pięknie wymalowane i przygotowane do sesji kobiety-gwiazdy w ciąży. A tu życie codzienne bywa różne - czy w ciąży, czy nie,  mamy swoje lepsze i gorsze dni.

Tak więc - cieszmy się z tego, że bycie w ciąży w naszych czasach jest "sexy", ale nie oglądajmy zdjęć "pięknych dam" magazynów kolorowych zbyt często. Pamiętajmy zawsze, że nie wszystko takie piękne, co pięknie wygląda i o tym, że piękno jest w nas i w dużej mierze w naszym własnym samopoczuciu, samoocenie. Nie warto więc porównywać się z wykreowanym światem mediów, to zazwyczaj niczemu nie służy.

Dlaczego tak silnie odczuwamy presję, by być atrakcyjną?

Nie zawsze odczuwamy presję. Czasem po prostu "lubimy być piękne". To miłe, kiedy osoba, którą widzimy w lustrze nam się podoba. Ważne, żeby nie mieć zbyt idealistycznego podejścia do tego "jak powinnyśmy wyglądać". Wówczas bowiem skoncentrujemy się na wadach i niedostatkach, zamiast cieszyć się i chwalić się za to, co w nas ładne, ciekawe, wyjątkowe, ujmujące. Nie chodzi zresztą jedynie o wygląd. "Skwaszona" piękność nie będzie specjalnie przyciągająca, a niedoskonała, zadowolona z siebie i uśmiechnięta kobieta zawsze zawojuje świat (także płci przeciwnej:). Oczywiście owa "presja" istnieje - wygląd i atrakcyjność fizyczna daje bowiem czasem przewagę w świecie społecznym. Badania pokazują, że ludzie postrzegają osoby ładne jako lepsze, bardziej pomocne, towarzyskie itd. niż osoby mniej atrakcyjne fizycznie.

Oczywiście między jednym a drugim nie ma ścisłego związku (bywa pośredni, ponieważ osoby ładne uzyskują więcej akceptacji społecznej i skutkiem tego mogą rzeczywiście rozwijać się jako bardziej otwarte, swobodne, z większym sukcesem towarzyskim itd.). Jest także element porównania - czasem dla ludzi ich własna samoocena jest zależna od tego, jak wypadają na tle innych. Także pod względem urody. Stąd także może pochodzić część tego zaangażowania w poprawianie i doskonalenie swojej urody. Ostatni element to media. W reklamach, na zdjęciach magazynów modowych itp. pojawiają się same piękne kobiety i mężczyźni. Zapominamy, że to "świat wykreowany" i zaczynamy traktować to, co widzimy w mediach jako wzorzec. Może to budzić poczucie presji, a nawet różnego rodzaju frustracje, przesadną koncentrację na wyglądzie, itp.

Od czego zależy przekonanie o własnej atrakcyjności?

Jak to bywa, częściowo od nas samych, a częściowo od informacji zwrotnej, którą otrzymujemy od otoczenia. Jeśli czujemy się dobrze same ze sobą - to znaczy potrafimy się pochwalić za to, jakie jesteśmy, uznać to co w nas piękne (zewnętrznie i wewnętrznie), wtedy to się udaje. Kobiety tak naprawdę poczucia atrakcyjności nie mierzą wyłącznie wyglądem.

W badaniach pojawiają się wypowiedzi "czuję się atrakcyjna, kiedy jestem zadowolona z siebie, kiedy robię to, co kocham, kiedy mam czas dla siebie, kiedy się rozwijam, uczę czegoś nowego, kiedy relacje z ludźmi, które mam w życiu są dobre". Ale też lubimy, kiedy bliska nam osoba potrafi wyrazić swój zachwyt, to że się podobamy. I także bez względu na to, czy chodzi jedynie o atrakcyjność fizyczną, czy po prostu o osobowość jako całość. Czujemy się atrakcyjne, kiedy jesteśmy zadowolone z siebie. Kiedy w naszym życiu jest harmonia. Kiedy jesteśmy kochane. Obwód w pasie nie jest wtedy taki ważny:)

Polki na podstawie wyglądu, zachowania i stylu życia innych kobiet szufladkują je do dwóch kategorii - kobiecych i nie kobiecych, i bardzo ostro oceniają. Skąd tak kurczowe trzymanie się stereotypów?

Trudno powiedzieć. Generalnie nie jesteśmy specjalnie zadowolone z siebie i może przez to bardziej oceniające - siebie i inne kobiety. Rywalizujemy? Może zamiast starać się koncentrować na własnym samopoczuciu, szczęściu i poczuciu piękna staramy się dowartościować poprzez dewaluację kobiecości i piękna innych? Ale nie chcę w to wierzyć!:) Nawet jeśli dotyczy to jakiegoś procenta widzę, jaki wiele kobiet potrafi cieszyć się urodą i pięknem swoim i innych kobiet.  

A co do "kobiecości" to jest to prawda - Polki bardzo pięknie opowiadają w badaniach, że piękna kobieta to ta, która może nie ma idealnej urody, ale która ma "ciepłą osobowość". Nie uważamy więc za piękne chłodnych "zrobionych" kobiet, ale te, które mają w sobie ową "kobiecość" - to jest ukryte w sposobie bycia, mówienia, poruszania się, gestykulacji. Czasem łatwiej zrobić sobie makijaż niż zachować wewnętrzny spokój:)

Jak zmieniał się wzorzec/ideał kobiecego piękna? Z czego to wynika?

Kanony piękna określane są na dany czas i w danej kulturze. O gustach się nie dyskutuje, ale trendy i mody tworzą mniej lub bardziej spójny wzorzec, którego celem ma być wskazanie kobietom tego, co aktualnie uważa się za piękne i atrakcyjne. Zróżnicowanie pod tym względem na przestrzeni czasów było olbrzymie – raz w kanonie kobiecego piękna pojawiały się bujne i obfite kształty, innym razem niezwykle wychudzona sylwetka, zmieniające się fryzury i proporcje, które raz faworyzowały biusty i dekolty przy skromniejszych biodrach, innym zaś uwydatniały dolną część ciała, by ścisnąć i schować w gorsecie górną. Skóra blada lub zdrowo opalona (za czasów Chanel), włosy długie i w lokach, krótkie i zadziorne, raz bardziej kobieco, raz „chłopięco”, innym znów razem prezentowanie sylwetki i ubioru, który niemal nie pozwalał na określenie płci. Kreowali ów wzorzec malarze, rzeźbiarze - artyści, a potem kreatorzy mody i trendsetterzy.

Ciekawe jednak jest to, co odkrywają socjobiolodzy - że tak naprawdę płci przeciwnej generalnie podoba się wzorzec, który jest uniwersalny - harmonia kształtów, harmonijne rysy twarzy, odpowiednie proporcje pomiędzy talią, biustem i biodrami. To "zakodowane" jest w nas ewolucyjnie. Reszta to wyuczone wzorce kulturowe.

reklama

Niezbędniki w dziale serwisy partnerskie