reklama
Wegetarianizm. Z czym to się je?

Wegetarianizm. Z czym to się je?

Wegetarianizm to dieta (rozumiana jako sposób odżywiania), polegająca na rezygnacji ze spożywania pokarmów pochodzenia zwierzęcego. Najpopularniejsze i najmniej restrykcyjne jest jarstwo – pozwalające jeść ryby, przetwory mleczne i jaja. Coraz większą popularność zyskuje obecnie weganizm, sposób odżywiania odrzucający wszelkie pokarmy odzwierzęce, a bazujący głównie na ziarnach, warzywach i owocach.

Choć przy standardowej polskiej diecie, weganizm może wydawać się dietą drakońską, część wegetarian idzie o krok dalej: witarianizm dopuszcza jedynie surowizny, a frutarianie jedzą tylko te warzywa i owoce, których zerwanie nie oznacza śmierci całej rośliny – jabłko jest dopuszczalne, ale sałata już nie.

Odrobina historii

Od czasów starożytnych wegetarianizm był ceniony przez mędrców, którzy sławili prostotę życia i odżywiania, a potępiali wywyższanie się człowieka, jako gatunku chcącego panować nad innymi istotami. W czasach późniejszych wegetarianizm zyskiwał popularność głównie poprzez łączenie go z systemami wierzeń i zakazami religijnymi - przy wierze w wędrówkę dusz, jedzenie mięsa zakrawałoby na kanibalizm. Źródeł współczesnego wegetarianizmu można się doszukiwać już w XVIII wieku. Wówczas do głosu zaczęła dochodzić nowa wrażliwość, coraz większe cenienie świata natury, inspirowane tekstami myślicieli wegetariańskich z lat wcześniejszych. Nie bez znaczenia wydaje się również znaczący wzrost populacji i fakt, że dieta wegetariańska jest zwyczajnie tańsza – bydło hodowlane zjada ogromne ilości zboża, które można by przeznaczyć na wyżywienie ludzi. Aktualnie nikt poważny nie traktuje już diety wegetariańskiej jak dziwactwa. Restauracje serwują coraz więcej bezmięsnych posiłków, nawet fast foody zaczęły dodawać do zestawów sałatki i owoce.

Wegetarianizm = Ekologia?

Jak pisze w „Przekroju”(nr 29/3447/)  Agata Białachowska: „Tu już nie chodzi o zdrową dietę. Rezygnacja z mięsa to kwestia elementarnej odpowiedzialności, racjonalny wymóg naszych czasów. Jeśli nie zmienimy nawyków żywieniowych  - nie powstrzymamy globalnego ocieplenia i przyniesiemy zagładę licznym gatunkom roślin oraz zwierząt. A także ludzkości.”
I nie są to informacje wyssane z palca. "Globalne ostrzeżenie: zmiany klimatyczne, a dobrostan zwierząt hodowlanych" –  raport przygotowany na zlecenie brytyjskiego stowarzyszenia Compassion in World Farming w pełni potwierdza tę tezę.

Hodowla zwierząt odpowiada za 18 procent emisji gazów cieplarnianych – to więcej niż transport (14%). Produkcja zwierzęca to 37% ogólnej emisji metanu i 64% emisji amoniaku, który zanieczyszcza wody gruntowe, glebę, przyczynia się do powstawania kwaśnych deszczy i ma niekorzystny wpływ na dziurę ozonową.

Można by jeszcze zastanawiać się nad etyką samego zabijania zwierząt, można by opowiadać o doświadczeniach pokazujących wielką inteligencję świń, które potrafią dla przyjemności grać w proste gry komputerowe, jeśli dostaną odpowiednio przystosowane do ryjków dżojstiki (tak, naprawdę były takie doświadczenia – można o tym przeczytać na przykład tu: liftlab.com/think/nova/2005/05/16/a-joystick-targetted-for-pigs/) i w idealnym świecie to by wystarczyło do zrobienia wegetariańskiej rewolucji. Jednak ludzi bardziej przekonuje to, co ma na nich wpływ bezpośredni i natychmiastowy; na przykład choroby.

Czy to jest zdrowe?

Już w 1991 roku Amerykańskie Towarzystwo Nowotworowe twierdziło, że jeden na trzech Amerykanów zachoruje w życiu na nowotwór, a aż w 35% prawdopodobną przyczyną przypadków śmierci na raka jest sposób odżywiania. Rząd USA od końca lat 70-tych przeprowadzał badania nad związkiem diety i raka, na podstawie których zalecano radykalną zmianę sposobu odżywiania – m.in. polegającą na zmniejszeniu ilości pokarmów ubogich w błonnik, jak mięso, sery, jajka, sól, cukier i tłuszcze.

Badania z 1999 roku wykazały, że ryzyko śmierci z powodu chorób serca jest u wegetarian o 24 procent niższe, niż u osób jedzących mięso regularnie. Nadciśnienie tętnicze i cukrzyca dotyka wegetarian o połowę rzadziej; przypadków reumatoidalnego zapalenia stawów jest także wśród nich mniej (o 1/4). Spożywanie dużej ilości czerwonego mięsa wpływa bezpośrednio na częstość wstępowania raka jelita grubego. Ma to związek z długim okresem trawienia białka zwierzęcego, wskutek czego niestrawione resztki pokarmu dłużej przebywają w ludzkim jelicie, gdzie dochodzi do gnicia i wyrzutu do organizmu niekorzystnych dla nas związków chemicznych.

Mięso pochodzące z hodowli przemysłowej pełne jest niezdrowych substancji. Zwierzęta faszerowane są antybiotykami i hodowane w ogromnym zagęszczeniu i złych warunkach, a więc w niewyobrażalnym stresie – to wszystko odbija się na składzie chemicznym zwykłego schabowego. Wymieniać można by długo, wszystko to fakty ogólnodostępne, najważniejsze jednak co zrobimy z taką wiedzą.

Zmiany postaw wymagają czasu. Jeśli nie jesteśmy w stanie zrezygnować z jedzenia mięsa, czy jaj, zacznijmy przynajmniej interesować się tym, co trafia do naszej kuchni. Zwiększmy ilość błonnika w diecie, jedzmy więcej warzyw i ziaren, a nade wszystko ograniczmy ilość spożywanego mięsa. Jeśli jesteśmy w stanie uznać zabijanie zwierząt dla zaspokojenia ludzkich przyzwyczajeń smakowych za usprawiedliwione, albo wierzymy, że produkty mięsne są nam niezbędne dla zdrowia, starajmy się przynajmniej jeść dobre mięso. 

Mówiąc obrazowo: kiedy pokazujemy małym dzieciom książki o zwierzętach, są w nich małe gospodarstwa z kilkoma krowami, zadowolone leżące w błocie świnie i biegające po podwórku kury. Nie ma w książeczkach ptaków pozamykanych w zbyt małych, by rozprostować skrzydła klatkach, nie ma chorowitych, nie znających dziennego światła zwierząt. Jeśli już decydujemy się na spożywanie produktów zwierzęcych, niech pochodzą z miejsc rodem z książek dla dzieci. To najlepsze co można zrobić. Dla siebie.

Elżbieta Zdanowska

reklama