reklama

Szkoła start – czego nie powinno zabraknąć twojemu dziecku?

Rok szkolny w toku. Znów pojawił się większy rytm – szkolny zegar odmierza czas do przerwy, plan lekcji dzieli czas dziecka na pracę i czas wolny.

Rok szkolny ma w sobie taką specyficzną energię – robi się chłodniej, mamy więcej zapału do pracy i nauki, ale też mniej swobody na działania, na które w danej chwili mamy akurat ochotę.

Na arenę często wkraczają zajęcia dodatkowe, w trakcie roku szkolnego nierzadko także korepetycje.

Dziecięcy kalendarz zaczyna się powoli zapełniać, a czas wolny  staje się towarem luksusowym, zarówno w życiu zabieganego rodzica, jak i zapracowanego dziecka. Wypoczęte po wakacjach dzieci o wiele lepiej będą sobie radzić z wyzwaniami codzienności niż dzieci zmęczone – szkolną rutyną, różnymi doświadczeniami z rówieśnikami, nauczycielami, stresem związanym z podejmowaniem szkolnych wyzwań.

Dziecięce emocje mają swoją dynamikę – i czasami więcej mówią nam o tym, co aktualnie wydarza się w życiu dziecka (że jest zmęczone, przeładowane, zestresowane) niż o konkretnych sytuacjach, w których różnie reaguje (np. rozdrażnieniem w domu, które może mieć więcej wspólnego z doświadczeniami w szkole niż faktem, że coś niepokojącego dzieje się w bliskich relacjach).

Wobec tych różnych wyzwań, które niesie rzeczywistość roku szkolnego, pojawia się pytanie o wspólną codzienność – wspólne spożywanie posiłków, spędzanie czasu razem, ale też spędzanie czasu osobno na ważnych dla dziecka i dla rodzica aktywnościach. Czasami rodzice mają taki pomysł, by ten kalendarz dziecka maksymalnie wypełnić zajęciami, które z perspektywy rozwoju dziecka będą dla niego korzystne. Myślą, że jeżeli będzie chodziło na szachy, basen, piłkę nożną i garncarstwo – to z perspektywy jego rozwoju intelektualnego, społecznego, fizycznego i kreatywności to będą właściwe decyzje. Warto pamiętać, że poza samą aktywnością ważny jest kontekst – czy dziecko będzie miało w tygodniu wolne popołudnia bez żadnych dodatkowych zajęć?  Czy wyraża chęć udziału w konkretnych zajęciach? Czy lubi konkretną aktywność, czy robi to bardziej dlatego, że według dorosłego ważne jest by określoną umiejętność rozwijało?

Ważna jest motywacja – nie tylko dziecka, ale też rodzica. Co sprawia, że chcemy posłać dziecko na zajęcia na przykład piłki nożnej? Czy chcemy by dobrze się bawiło, czy na arenę zaczyna wkraczać nasza własna ambicja – by dziecko miało wyniki, ćwiczyło swoją silną wolę, wytrwałość, etc.? Zdarza się, że dzieci intuicyjnie unikają takich sytuacji, w których przyjemność i czysta zabawa zamieniają się w „poważny trening”. W zabawie dla przyjemności, bez dążenia do konkretnych rezultatów i nieprzeładowanym kalendarzu zajęć, tkwi ogromny potencjał. Kiedy dziecko będzie mogło robić to, co sprawia mu radość – będzie miało możliwość korzystać z motywacji wewnętrznej, potrzebnej do rozwijania własnych zainteresowań.

Rodzicom czasem się wydaje, że jeżeli dziecko nie przejawia zainteresowania danymi aktywnościami, należy je do tego zachęcać, lub „sprawić” by te zajęcia polubiło, np. jeżeli jest nieśmiałe, zachęcamy je, lub stwarzamy okazje, by mogło z tą nieśmiałością „powalczyć”. Nie widzę przeszkód w podejmowaniu prób, zanim dziecko zdecyduje się na „tak” lub „nie”. Warto jednak słuchać tego, co mówią do nas dzieci. Czasem bowiem okazuje się, że to czego dla nich chcemy, może mieć niewiele wspólnego z tym, kim nasze dzieci są – jakie mają predyspozycje, talenty, mocne strony. Mają określone cechy, które z czasem przyjmują coraz bardziej spójną postać, którą potocznie można nazwać „charakterem” czy „naturą”. W kontakcie z taką „naturą” dziecka, czasami większym wyzwaniem dla rodziców, zamiast działania pod włos, służącego „zmianie” pewnych cech, czy predyspozycji u dziecka, może się okazać uznanie, że nasze dziecko jest takie, a nie inne oraz że samo potrzebuje wsparcia w tym, by mogło siebie lepiej poznać i zrozumieć kim jest.