Moje patenty na odporność malucha? Jedzenie, spanie, spacerowanie!

Michalina, mama rocznego Leosia razem z X-lander dba o zdrowie maluszka

Treść powstała we współpracy z X-lander 
Moje patenty na odporność malucha? Jedzenie, spanie, spacerowanie!

O ile uwielbiam początek jesieni, to czas, kiedy dni robią się krótsze, coraz częściej pada deszcz, a temperatura spada poniżej 10 stopni, nie należą do moich ulubionych. W dodatku mam poczucie, że jesienne infekcje potrafią się mnożyć jak króliki.

Dlatego szukam różnych sposobów, które mają uchronić Leosia przed chorobami. Z jakim skutkiem? Na razie z niezłym, ale wiem, że chorowanie to też element budowania odporności u dzieci, dlatego nie zamartwiam się każdym katarem. Zanim napiszę więcej, może się przedstawię. Mam na imię Michalina. Jestem mamą 5 letniego Bruna i rocznego Leosia, spodziewam się córeczki. Spotkasz mnie tutaj.

A na co zwracam uwagę dbając o zdrowie Leosia?

Na jedzenie, spanie i spacerowanie. Oto moje patenty.

Spacerowanie praktycznie każdego dnia!

Czasami naprawdę nie mam ochoty wyjść z domu i jak jest totalnie paskudnie, to z tego rezygnuję, ale są to wyjątkowe sytuacje. Staram się codziennie zabierać Leosia na przynajmniej godzinny spacer.

Przede wszystkim naszym „wspólnym obowiązkiem” albo nazwijmy to rytuałem jest odwożenie i odbieranie z przedszkola jego starszego brata. Leoś uwielbia jazdę wózkiem X-lander po swojego ukochanego Bruna, więc do tych codziennych wycieczek podchodzi z entuzjazmem.

Oprócz tego spacerujemy i zwiedzamy świat. Na targu pokazuję synkowi kolorowe warzywa i owoce. Nad zalew jeździmy oglądać kaczki i inne ptaki. Oczywiście wszystkie pieski, kotki czy małe żuczki budzą radość mojego synka.

Ponieważ Leoś dopiero szykuje się do chodzenia, więc podczas spacerów idealnie przydaje nam się ciepły śpiworek. Jest jak puchowa kurteczka. Praktycznie nic nie waży, a ogrzewa idealnie. Lubię go za to, że rośnie razem z dzieckiem, więc posłuzy nam jeszcze przynajmniej przez 1,5 roku. Czasem, kiedy w wietrzny dzień wracamy do domu, zazdroszczę mu, że siedzi opatulony w ciepłą kołderkę. A kiedy zasypia podczas spacerów mam pewność, że nie zmarznie.

O siebie też zadbałam. W chłodne dni najbardziej marzną mi dłonie i nos. Pamiętam jesienne i zimowe spacery z wózkiem, kiedy starszy syn był malutki. Bywało, że musiałam mieć dwie pary rękawic, bo ręce mi po prostu grabiały z zimna. Teraz mam specjalny gadżet, który uwielbiam – mufkę do wózka. Jest nie tylko użyteczna, ciepła, mięciutka i śliczna, ale dzięki temu, że na stałe mam ją przypiętą do wózka, to nawet jeśli zapomnę rękawiczek, nie stanowi to żadnego problemu.

 

Jedzenie a zdrowie Leosia

Leoś niedawno skończył rok i nadal karmię go piersią. W tej chwili tylko w nocy, ale mam poczucie, że dzięki temu dałam mu wszystko, co najlepsze, żeby był zdrowym maluszkiem. Oprócz tego oczywiście je normalne posiłki. Nie mam powodów do narzekania, bo mój synek lubi jeść właściwie wszystko. A ja wychodzę z założenia, które potwierdzają pediatrzy, że niemowlęta i małe dzieci mają naturalną zdolność wyczuwania, kiedy są głodne, a kiedy są syte.

Jedyne, o co muszę dbać, żeby dostarczać mu odpowiednią ilość zdrowych posiłków, które zawierają owoce, warzywa, nabiał, produkty mleczne i nasiona. W tej chwili mamy fazę na jabłka, banany, paprykę i zupę z dyni.


Wiem, że są rodzice, których dzieci nie lubią smaku warzyw, ale przypominam im, że dzieci, które nie chcą jeść warzyw, możemy zachęcać do jedzenia owoców, ponieważ mają podobne składniki odżywcze. Jeśli czasem się zdarzy, że Leosiowi coś nie smakuje, po prostu na chwilę z tego rezygnujemy, a po jakimś czasie podaję ponownie. Zauważyłam, że moje dziecko „dorasta” do różnych smaków. Czy twoje ma podobnie?

Pediatra ostatnio mi podpowiedział, żebym zwróciła uwagę na nawodnienie synka. Dowiedziałam się, że jeśli maluch zbyt mało pije, to jama nosowa i gardło stają się suche, co  ułatwia drobnoustrojom wnikanie do organizmu. Chociaż wydawało mi się, że jesienią i zimą chce się mniej pić, to jednak jest to niezmiernie ważne.

Spanie i rytuały

Mam poczucie, że przygotowania do snu zaczynamy od razu po śniadaniu. Co to znaczy? Po prostu z mojego doświadczenia wynika, że Leoś śpi lepiej po dniu spędzonym na świeżym powietrzu oraz wypełnionym zabawami i ćwiczeniami dopasowanymi do jego nastroju. Staram się podążać za potrzebami synka, bo wiem, że wtedy łatwiej będzie mi go utulić wieczorem.  

Tak, dobry sen Leosia to podstawa nie tylko zdrowia fizycznego dziecka, ale również mojego psychicznego. Dlatego staram się o zachowanie rutyny. Już około godziny przed snem zaczynam go wyciszać, a ciepła kąpiel, przytulanie i czytanie książeczki to dla niego sygnał, że zbliża się pora snu.

Przed snem wietrzę jego pokój i staram się nie przegrzewać synka, więc dopóki nie jest zimno, nie włączam kaloryferów. A później staram się, żeby temperatura w pokoju nie przekraczała 21 stopni. Jeśli jest chłodniej, opatulam go kocykiem, żeby mieć pewność, że jest mu wystarczająco ciepło.

Zdrowie moich dzieci jest dla mnie bardzo ważne i dlatego staram się wzmacniać ich odporność w jak najbardziej naturalny sposób. Stąd zbilansowana dieta, spacery własciwie w każdą pogodę i odpowiednia ilość snu. I najważniejsze, o czym wcześniej nie wspomniałam, a jest naukowo potwierdzonym sposobem na wzmacnianie systemu immunologicznego  - przytulanie. Tutaj nie ma limitów. Im więcej, tym lepiej. Na zdrowie!

Ocena: z 5. Ocen:

Ten tekst nie ma jeszcze oceny. Dodaj swoją!

Czy ta strona może się przydać komuś z Twoich znajomych? Poleć ją: