Apokalipsa, czyli pierniczków pieczenie

I tak oto nadeszła chwila ścinająca krew w żyłach - dzień pieczenia pierniczków.

Licząc na maksymalne wykorzystanie progenitury w tym zbożnym dziele, umyślnie wybrałam dzień przed Mikołajkami. Mniemając (słusznie zresztą), że 6. dzieciaki. zafascynowane prezentami, będą miały artystyczno-kuchenną działalność w głębokim poważaniu.

Do startu! Gotów! Start

Do zrealizowania naszego chytrego planu potrzebne nam będą:

1.    Przede wszystkim dzieci. Jeśli jeszcze nie posiadamy swoich, to nie rzucajmy się nagle by ten fakt naprawić. Po pierwsze nie zdążymy choćby nie wiem co, a po drugie – dzieci można wypożyczyć. Od rodziny, od przyjaciół. W ostateczności sami możemy zdziecinnieć na tą jedna okazję. Warto.

2.    Cerata, folia ogrodnicza (ta grubsza, dziecioodporna), papierowy obrus (też najlepiej z gatunku pancernych)

3.    Ciasto na pierniki

4.    Wałek, wykrawacze i odporny na wstrząsy blat kuchenny

5.    Ingrediencje do ozdabiania: lukry, perełki cukiernicze, wiórki czeko-kokosowe, wszelakiej maści inne posypki i co tylko nam wyobraźnia podpowie a da się zjeść.

6.    Bardzo dużo nerwosolu, waleriany, neospazminy, belergotu i co tam mamy w podręcznej apteczce. Ważne – aby dużo.

7.    Mydło, proszek do prania, płyn do mycia podłogi, naczyń etc. – w ilościach hurtowych.

Nie bez kozery całą operację rozpoczęłam w środku dnia. Mały był wyspany, najedzony i pałający chęcią niesienia pomocy mamie (może nawet nazbyt pałający). Wałek do ciasta posiadam tylko jeden, więc ważne też było, że Starszy nie wrócił jeszcze ze szkoły. Uniknęłam w ten sposób bitwy o prawo do wałkowania ciasta.

Ciasto wyjmujemy z lodówki i wałkujemy na stolnicy/blacie posypanej mąką na grubość około 3mm. Będzie się trochę kleiło, ale zagniecenie przed wałkowaniem doskonale je uplastyczni. Przygotowujemy płaskie blachy wyłożone pergaminem i rozgrzewamy piekarnik (bez termoobiegu) do 200 stopni.

Wałkowanie ciacha sprawiało taką radość małemu, że gdybym nie interweniowała w porę, to upieklibyśmy opłatki zamiast ciasteczek. A wykrawanie…to dopiero była zabawa!! Co prawda Mały preferował tylko i wyłącznie lokomotywę, ale Starszy (pojawił się ze szkoły w najbardziej odpowiednim momencie) załatwił resztę wzorków. Tak więc babcie i dziadkowie nie będą skazani na kolejarski deser.

O dziwo, mimo przebywania ze sobą, bez odgrodzenia drutem kolczastym pod napięciem, bez pancernych drzwi i patentowych zamków, moi synowie pracowali zgodnie, w miarę cicho i tylko raz się pobili, wtedy, kiedy Mały przerobił Starszemu misia na lokomotywę.
Z takim impetem wykrawali pierniczki, że potem patrzyłam z pod oka na mój blat, czy aby nie ma na nim śladów od foremek.

Pierniki układamy na blasze w dość dużych odstępach – sporo wyrosną i mogłyby się posklejać.  Pieczemy je w zależności od grubości ciasta – 7-12minut, na złoto. Jeszcze gorące delikatnie przekładamy (najlepiej szpatułką do tortów) na kratkę, żeby ostygły. Pamiętajmy, że są bardzo plastyczne i jeśli nie będą leżały „ na płasko” to się powyginają. A przecież nie chcemy dawać w prezencie misia z Parkinsonem. Jeśli pierniki mają wisieć na choince, wykałaczką robimy w nich otworki na przewleczenie wstążki.

Dekorowanie
W całym domu pachnie Wigilią, pierniki złocą się na półmiskach. Dzieci łażą dookoła nich, oblizując się jak koty. Trzeba zacząć część malarską, bo jeszcze trochę, a pierniki będą w poważnym niebezpieczeństwie.

Posypki cukrowe przesypujemy do miseczek (nie całość, bo jeśli się pobrudzą, będziemy mogły wymienić je na nowe),w rondelku rozgrzewamy wodę, wstawiamy do niej lukier w torebkach. Zostawiamy całość na najmniejszym „ogniu”, żeby woda nie stygła. Stół zaściełamy ceratą lub papierowym obrusem. Jeśli mamy tapicerowane krzesła, wymieniamy je na taborety, zwijamy dywany, kopiemy wokół stołu okopy, nakładamy hełmy, ustawiamy posypki w zasięgu łapek dzieci a pierniczki wprost przeciwnie i… zaczynamy!

Idąc na ustępstwo swoim skołatanym nerwom, płynne lukry na pierniczki wylewałam sama. Dzieci szczęśliwe jak fretki nurzały się bez ograniczeń w kolorowych posypkach. No, powiedzmy, że bez ograniczeń. Niemal na każdym zdjęciu widać prawicę mojego „mężowego” niby Boską rękę sprawiedliwości, czuwającą nad tym, by zawartość miseczek nie została błyskawicznie skonsumowana przez Małego.

Mimo permanentnego nadzoru, co jakiś czas od strony Starszego nadciągały wojenne komunikaty „ –Mamoooo, ON znowu zżera mi lukier…”- Mamooo, ON oślinił mojego bałwana..., - - Mamoo… rany! Co za JAMOCHŁON, JA NIE MOGĘ PRACOWAĆ W TAKICH WARUNKACH! A potem: 1.następowała seria kuksańców (z obu stron), 2 wtrącał się mój mąż z kazaniem „Zaprawdę powiadam wam….”, 3. i znów od początku…

Kiedy sprzątałam pobojowisko pomyślałam sobie, że to był naprawdę wspaniały pomysł. To „periamiczenie”. Preludium przygotowań wigilijnych. Początek budowania tradycji w nowym domu. Dzieci robiły coś razem, coś ciekawego. Starszy po raz pierwszy nie buntował się (za bardzo), że mały obok siedzi. Mały powściągnął swój temperament ( w pewnym stopniu) i zajął się tym, co mu matka przykazała.  Cała rodzina była przy jednym stole i doskonale się bawiła (mąż też wzorki malował na pierniczkach,  ale nie pozwolił foty wklejać, pewnie dlatego, że miał bardzo zaangażowany wyraz twarzy). Dzięki odpowiedniej „infrastrukturze technicznej” nikt się nie denerwował, że się rozlało, wysypało, pobrudziło. To był wspaniały dzień i przedświąteczna terapia grupowa.  A dziadkowie też będą zadowoleni z arcydzieł stworzonych przez łapki wnuków.

Pierniczki dla spóźnialskich
Dla spóźnialskich, którzy nie zdążyli zagnieść miesiąc temu długodystansowego ciasta na pierniki, w prezencie podaję sprinterski przepis, również przeze mnie wypróbowany. Pierniczki będą nieco ciemniejsze i mniej urosną (można gęściej je układać na blasze)

  • Pół szklanki melasy - można próbować zastąpić miodem, ale ja robiłam z melasą.
  • 3/4 szklanki cukru
  • 250 g masła
  • 4łyżeczki cynamonu
  • 4łyżeczki imbiru
  • 2łyżeczki goździków
  • 2łyżeczki kardamonu (robiłam bez kardamonu, a dodałam więcej przyprawy do piernika)
  • 1łyżeczki przyprawy do piernika
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki sody
  • 3,5 szklanki mąki


Podgrzewamy melasę, cukier, masło i przyprawy. Po przestygnięciu dodajemy do mąki z jajami i sodą. Wyrabiamy ciasto. Wstawiamy do lodówki na ok 2h.

Pieczemy w temp. 200 stopni 7-10 minut. Dalej postępujemy jak w przypadku pierwszego przepisu.

Pozostaje mi zatem życzyć Wam udanej zabawy z pieczeniem i dekorowaniem oraz:

To właśnie tego wieczoru,
gdy mróz lśni, jak gwiazda na dworze,
przy stołach są miejsca dla obcych,
bo nikt być samotny nie może.

To właśnie tego wieczoru,
gdy wiatr zimny śniegiem dmucha,
w serca złamane i smutne
po cichu wstępuje otucha.

To właśnie tego wieczoru
zło ze wstydu umiera
widząc, jak silna i piękna
jest Miłość, gdy pięści rozwiera.

To właśnie tego wieczoru,
od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy
Bóg rodzi się w człowieku

Wieczór wigilijny - Emilia Waśniowska

Wasz Żużaczek

reklama

Niezbędniki w dziale rodzina

Kalendarz adwentowy

Świąteczne przepisy