reklama
Prezent gwiazdkowy, który najbardziej zapadł mi w pamięć…

Prezent gwiazdkowy, który najbardziej zapadł mi w pamięć…

Najpiękniejszy, wyszukany, wyśniony. Ten, który okazał się totalnym nieporozumieniem, wielką klapą i rozczarowaniem. Coś uszyte na miarę potrzeb, marzeń i osobowości. Bądź podarunek … ekhm … osobliwy.

Jaki prezent najbardziej zapadł w pamięci zaproszonych do zwierzeń blogerek?

Dorota z www.gertrusia.blox.pl, pisze tak: ”Mój najwspanialszy prezent gwiazdkowy to snowboard, który podarował mi mąż. To jedna z niewielu prawdziwych, prezentowych niespodzianek, jakie mi sprawił – bo P. generalnie niespodzianek się boi, woli prezenty „zamówione”. Ja zdecydowanie nie! Raz się odważył, a było to już pewnie z 10 lat temu. Dzieci nam pomału zaczęły dorastać do wspólnych wypadów weekendowych na narty, Ciech stawiał na deskach pierwsze kroki, a ja dostałam niebieski snowboard i buty! Ależ się na nim poobijałam! Ucząc się jeździć, nabiłam sobie największego w życiu siniaka, a nawet dwa, i to giganty - jeden na pupie, drugi na kolanie. A ile śniegu za koszulę mi wpadło, ile litrów potu ze mnie utoczył ten snowboard! Ależ to są wspomnienia! Muszę wrócić do nauki, bo z wygody porzuciłam jedną deskę dla oswojonych dwóch, a tę pojedynczą przejęli synowie, głównie Paweł – więc wyszło na to, że to taki bardziej prezent dla nich:)”

Jagoda z www. jagajula.blogspot.com: „Zdecydowanie GRAMOFON! Kiedy byłam małą dziewczynką, dostaliśmy z bratem upragniony sprzęt do odtwarzania płyt winylowych. Mam go do tej pory, wciąż jest w moim domu. Jak na tamte czasy, to był prezent przez wielkie pe. Zapakowany w kolorowy papier, w wielkim pudle - to robiło wrażenie. Słuchaliśmy: Dabb, Mannamu, Wandy i Bandy, Republiki.... Płyty pozostały, gramofon również, ale to wspomnienia są ... bezcenne."

Qoopka z www. qoopka.blogspot.com: „Pamiętam z dzieciństwa jeden osobliwy prezent. Jako maluch PRL-u, doświadczałam swoistego podziału dzieci na dwa obozy: większość, czyli tzw. normalne dzieci i mniejszość, to jest wybrańców losu:) Byli to ci szczęśliwcy, których (głównie) tatusiowie pracowali za granicą, najpewniej w RFN. Dzięki temu te dzieciaki miały cudownie kolorowe zabawki, plastelinę w 20 kolorach, kredki w plastikowych obsadkach i zeszyty z Mickey Mouse.... Jej! My, cala „szara masa”, zadowalaliśmy się tym, co stało na sklepowych półkach, zaraz koło octu, czyli niczym specjalnym. Zazwyczaj miało się dokładnie to samo, co koleżanka z ławki obok. Moim marzeniem była lalka Barbie. Tak, wiem kiczowato to brzmi, ale wtedy – łał! Śniłam o niej – super laska z długimi blond włosami i zginającymi się nogami. Jeszcze raz wow! Trułam rodzicom, oj tak... Chodziłam do Pewexu, żeby ją oglądać z oddali. Którejś wigilijnej nocy, w moim życiu nastąpił przełom. Nie, nie dostałam lalki Barbie, a jej polską siostrę:) Nazywała się Lisa i, obawiam się, pamiętać będę ją do końca życia. Nie była długo-, za to siwowłosa (!), a jej fryzura za nic nie chciała się sensownie – ba! Jakkolwiek - ułożyć. Miała dziwna minę i mało wyrafinowany strój. Nie było to jednak istotne. Najważniejsze, że przypominała amerykańską wersję, i co najważniejsze, miała zginane nogi! Byłam przeszczęśliwa, bo mogłam szyć jej ubranka ze skarpetek i gałganków, no i już nie czułam się tak bardzo ”z tyłu” za koleżankami z oryginalnymi lalami....”

MGiH z www.gabrolek.blog.pl: „Prezent gwiazdkowy… Problem w tym, że żadnego nie pamiętam. Zresztą, dziś myślę, że zazwyczaj jest z tym tylko niepotrzebne zamieszanie i gorączkowe poszukiwania, dlatego przez ostatnie kilka lat prezenty dostają tylko nasze dzieciaki. Ale o! Pamiętam prezent mikołajkowy, który dostałam w liceum -  była to staromodna, plastikowa deskorolka, taka polskiej produkcji, na jakiej w dzieciństwie jeździłam”.

Toandfro z www.toandfro.blog.pl: „Mój „naj” prezent świąteczny? To czarne koronkowe body francuskiej firmy, które dostałam od taty. To znaczy teoretycznie od gwiazdki, ale wiedziałam, że za tym prezentem stoi tato - on miał fantazję w takich sprawach. Miałam może 17 -18 lat i generalnie chodziłam w bawełnianych gaciach, rozciągniętym swetrze i spranych dżinsach.  Posiadanie tak wyrafinowanej bielizny, pod tak zwyczajnym strojem sprawiło, że zaczęłam doceniać fakt bycia kobietą. Mam to cudo do dziś, choć dawno już się w nie mieszczę.”

A jaki jaki prezent świąteczny najbardziej zapadł w pamięć tobie?

Monika Zalewska-Biełło

reklama

Niezbędniki w dziale rodzina