reklama
Zaskakujący prezent świąteczny

Zaskakujący prezent świąteczny

Boże Narodzenie to magiczny czas i wiele pięknych tradycji. Jedną z nich jest obdarowywanie bliskich prezentami. Czasem jednak, oprócz upragnionej płyty czy – ekhm - ciepłych skarpet, można dostać coś, co zaskakuje lub wręcz wprawia w osłupienie.

Najbardziej zaskakujący prezent świąteczny

Monika: Moim najpiękniejszym, a zarazem najbardziej niespodziewanym prezentem gwiazdkowym był… mój syn. Urodził się tydzień przed planowanym terminem. Miał jednak nie tylko fantazję, ale i gest – na świat zaczął pchać dopiero wtedy, kiedy kończyłam kuchenne przygotowania do wigilijnej kolacji. 

Julia: Skarpety, majtki, rajstopy - wszystko zniosę, niemniej przesadą są za małe ubrania - oj, to działa bardzo deprymująco.

Viola: Najbardziej niespodziewany prezent świąteczny otrzymała chyba moja znajoma z liceum, w czasach kiedy to robiliśmy sobie klasowe upominki. Ona – biedna - otrzymała deskę sedesową i zapas 10 rolek papieru toaletowego. Dziwnym trafem cała klasa miała zgoła odmienny humor niż obdarowujący. Mnie z kolei zazwyczaj przypadały cudowne prezenty, choć na jeden się obraziłam; był to pierwszy prezent od mojego obecnego męża, wówczas kolegi - płyta Violetty Villas. Tak, w obecnej sytuacji , po śmierci divy, nie wypada może tak mówić,  ale wtedy obraziłam się na amen. Jak można było mnie tak potraktować, nie znoszę jej muzyki:(

Ela: Kilka ładnych lat temu, kiedy byłam świeżo upieczoną mężatką i spędzaliśmy święta u moich rodziców, przy świątecznym stole zasiadła moja babcia. Dostaliśmy od niej wtedy naczynie żaroodporne. Do dziś nie wiem, co ją popchnęło do popełnienia takiego zakupu. Czy chciała nam zafundować praktyczny prezent na nową drogę życia (że niby przez żołądek do serca?), czy zwyczajnie zabrakło jej pomysłu? Tajemnica została nieodkryta do dziś, ponieważ - jako dobra wnuczka - zachwyciłam się perspektywą wszystkich obiadów, jakie poczynię na okoliczność nowego nabytku.

Ania: Nigdy nie dostałam niczego, co by można było uznać za dziwaczne bądź zwariowane. Kilkakrotnie jednak słyszałam opowieści o sprezentowaniu dzieciom zwierząt - i to bez konsultowania tego z rodzicami! Uważam, że  to głupota.

Magda: Dostałam coś takiego. Był to prezent nie dziwny, co najbardziej oryginalny, jaki otrzymałam (wprawdzie nie pod choinkę, a na osiemnaste urodziny) - kolega napisał dla mnie książkę - 60 kartkowy brulion traktatu o przyjaźni. Mam go do dziś.

A czy Ciebie kiedyś zaskoczył Mikołaj?



reklama