@Paula1207 co tam u Was? Jak sytuacja z bioderkami ? Zamilklas ostatnio :**
Hej, a wiesz co, z tysiąc razy się zabierałam, żeby do was napisać, ale ciągle coś. Mam ogromne problemy z promotorem na uczelni, miałyśmy się teraz bronić we wrześniu, a on robi pod górkę. Kończy mu się umowa z końcem września o otwarcie powiedziano nam, że specjalnie przeciąga, żeby się zmyć i nas nie obronić. Musimy szukać nowego promotora, który nas obroni. Z tym, że marne szanse, bo nikt nie zrobi tego za darmo, a tamten wziął kasę. Mamy nadzieję, że do grudnia uda się obronić, ale nie wiadomo. Istnieje możliwość, że dopiero w czerwcu. A w najgorszym przypadku będziemy musiały powtarzać ostatnie dwa lata i pisać pracę od nowa. Uczelnia umywa ręce.
Miałam też ostatnio duże problemy z laktacją, mam nadzieję, że na razie problem zażegnany.
Tosi idą zęby i ma raz gorsze raz lepsze dni. Czasem cały dzień na rękach, nie chce spać, tylko płacz, a czasem super. Co do bioderek, to na razie jesteśmy w gipsie jeszcze. Teraz 1 października mamy iść na kontrolę tam, gdzie zawsze. Prawdopodobnie ściągną gips i będzie miała ortezę. Okaże się, czy bioderko się ustabilizowało i orteza będzie dalszym leczeniem, czy się nieustabilizowało i orteza będzie tylko pro forma, żeby doczekać do ewentualnej operacji. Nie pamiętam czy wam pisałam, że umówiłam Tosię na konsultację do specjalisty do Poznania. Miałyśmy termin na 30.10, ale wiedzy czasie dzwoniłam w inne miejsce, gdzie ten lekarz przyjmuje i mamy konsultację już 11.10. Także akurat Tosia powinna być bez gipsu, więc będzie mógł ją zbadać i zobaczyć co i jak. Generalnie z niecierpliwością czekamy na poniedziałek, bo wtedy dużo się okaże.
W ten poniedziałek była też w moprze złożyć wniosek o wydanie orzeczenia o niepełnosprawności dla Tosi. Jeżeli będzie potrzebna operacja czy dalsze leczenie, to jak skończy mi się macierzyński, to nie będę mogła dać jej do żłobka (z resztą on też swoje kosztuje), więc złożyłam wniosek, żeby móc potem zostać z nią w domu na świadczeniu pielęgnacyjnym, bo tylko z wypłaty męża się nie utrzymamy.
A, no i po raz chyba 5 od porodu byłam w zusie, bo znów dostałam pismo, że im jakichś dokumentów brakuje. Jakiś meiusac temu dostałam, że mam zapłacić prawie 1000 zł zaległych składek zdrowotnych (mam swoją działalność). Okazało się, że jak byłam po porodzie złożyć wniosek o macierzyński, to babka mnie nieprzerejestrowała z płacenia składek na ten macierzyński, gdzie składki płaci ZUS. A w zeszłym tygodniu dostałam pismo, że im druku dra za dzień 30 kwietnia brakuje. I zaś musiałam lecieć go złożyć. Masakra.
Oprócz tego wróciłam częściowo do pracy. Jeżdżę na zajęcia do szkoły specjalnej raz w tygodniu, a Tosia jeździ ze mną. Całkiem dobrze to znosi, chyba nawet jej się podoba. Dzieci są nią zafascynowane.
Także to tyle u mnie. Ciągle ostatnio stres, zarywanie nocy na poprawki do mgr. Jeszcze finanse się u nas trochę posypały i tak to niezbyt optymistycznie leci. Trochę chyba chaotycznie opisałam, ale się spieszyłam, bo Tosia ma dziś ten dzień bez spania i odpoczynku nie u mnie na rękach...