Ja pamiętam, że te kilka miesięcy temu, gdy robiłam badania genetyczne, wydawało mi się to takie naturalne i "fajne", że lekarz skierował mnie na te, dodatkowe bądź co bądź, badania. Myślałam, że dzięki temu, że są to badania wykraczające poza podstawową opiekę medyczną w ciąży, jestem wygrana, mogę niemalże lepiej prowadzić swoją ciążę.
Potem ten "pechowy" dla mnie wynik badań (szczerze mówiąc do dziś nie wiem na jakiej zasadzie prawdopodobieństwo zostało wyliczone, biorąc pod uwagę, że przezierność z USG była ok, podobnie betaHCG, tylko to pappa) i wówczas ogromny niepokój i wyrzuty sumienia, że w ogóle robiłam te badania, skoro i tak nie będę, a raczej nie chciałabym podejmować decyzji o tym co dalej w przypadku ewentualności potwierdzenia przez NIFTY aberracji genetycznych. Po prostu wolałabym nie decydować i zostać z tym, co jest.
Kilka tygodni temu mój lekarz prowadzący dzwonił do mnie i pytał o numer do instytucji, która zajmowała się w moim przypadku wykonaniem NIFTY. Kontakt podałam a potem przez kolejne dni ciągle myślałam o tym, że ktoś inny może nie mieć takiego szczęścia jak ja. Pozostaje tylko nadzieja. Nadzieja nie na to, że można coś zmienić, ale na to, że wynik pappa jest po prostu statystycznie błędny (czy też niedokładny) i dziecko jest zdrowe.
Mam zatem nadzieję, że i w Twoim przypadku tak będzie.
Samo badanie jest takie jak każde pobranie krwi, nic stresującego poza samą świadomością niebezpieczeństwa wyniku. Najtrudniejsze będą dni kolejne, zwłaszcza trzeci tydzień, kiedy będziesz wyczekiwać na wynik. Ja dzwoniłam z samego rana, chyba po 8, w dokładnie 21 dniu od dnia pobrania krwi.