Jeszcze tak Wam powiem odnośnie pierwszych objawów, bo wiem, że wszystkie się tu zastanawiamy. Każdy ma inaczej, ale jak było u mnie :-). Generalnie uważam, że jednoznacznie mogłam to zinterpretować dopiero z perspektywy czasu, no nie porzygałam się nigdy spektakularnie jak w filmach.

Ja na przykład ani w styczniu ani teraz nie czułam zupełnie żadnego bólu piersi (może dlatego, że są bardzo małe), jedynie brodawki były jakby pełniejsze. Miałam dziwne sny z większą częstotliwością i ataki płaczu, ale to też nie tak, że nie miewam ich nigdy (wytłumaczyłam to sobie stresem). Potem przeczytałam, że początkowy wzrost bety powoduje właśnie takie zawirowania, włącznie ze snami. Poza tym odczuwałam dziwnie pachwinę, ale to były dosłownie momenty w ciągu dnia, nic stałego. I ciągnęło mnie w nogach, od ud aż do kolan - także nic bardzo oczywistego, ale też dowiedziałam się, że to przez to, że miednica jest połączona z tymi wszystkimi wiązadłami i może dawać takie właśnie objawy. Podejrzewam, że osoba nie doszukująca się objawów nawet by tego nie zauważyła, bo żadna z tych rzeczy nie wpływała na moje funkcjonowanie jako tako. No i w obu przypadkach w dniu spodziewanej miesiączki bolały mnie lędźwia, czego NIGDY nie odczuwałam przed okresem. W pierwszej ciąży ten ból był na prawdę silny i utrzymywał się jeszcze kilka dni po poronieniu. Do tego stopnia, że bałam się wrócić do pracy, że nie dam rady wysiedzieć w jednej pozycji cały dzień - ale na szczęście przeszło wraz z krwawieniem. Teraz w maju też czułam ten ból i niestety przez to zawsze będzie mi się to kojarzyło negatywnie... Chociaż wiem, że inni też tak czują i nie zwiastuje to niczego złego.
No i cóż, zaraz znowu zacznę dopatrywać się wszelkich potencjalnych objawów, ale prawda jest taka, że większość z tych rzeczy jest spowodowana progesteronem. Może znaczyć w sumie wszystko i nic. Ale! Zauważyłam też, że w ciążowych cyklach te opisane objawy były właśnie takie "falujące". Pojawiały się i znikały. Cycki napięte - potem dętki, coś zakuło - potem cisza. Podobno takie falujące objawy są częstszym zwiastunem ciąży niż na przykład stałe napięcie w piersiach - to niby bardziej na PMS.
Oby wszystkie chujocienie przerodziły się w krechy, dziewczyny