Ja poronilam w 12 tyg. Na początku miałam podobnie. Myślałam: "Dlaczego akurat mnie to spotkało?" Miałam okes płaczu i rozpaczy. Potem przyszedł jakiś taki moment pogodzenia się, a potem mobilizacja. Powiedziałam sobie, że się nie poddam, że mnie również należy się coś od losu. No i tak walczę...