Jako matka dziecka po ciężkiej zamartwicy i skrajnego wcześniaka wtracę się...
FAS też się tego i nie tylko tego obawiałam myśląc o adopcji. Z tym, że chciałam adoptować najlepiej rodzeństwo, maluszka i starszaka, może nawet nastolatka.
Myśląc o adopcji trzeba się ze wszystkim liczyc i mierzyć. Dzieci są po przejściach i choc miłość ma moc sprawczą, to wszystkiego niestety nie wypełni i nie zmieni. Nie bez powodu przygotowanie do adopcji trwa tyle czasu. Warto podjąć ta drogę jeśli myślicie o adopcji. Zobaczyć z czym trzeba stanąć oko w oko. Zawsze sam proces można przerwać i nie jest hańbą rezygnacja. W każdym momencie zanim trafi do nas dziecko można zrezygnowac.
Trzeba się zastanowić, czy jesteśmy w stanie dać maluchowi to, czego potrzebuje. Bo choroby, upośledzenia itp to rzeczy bardzo ciężkie, trudno je znosic nawet jeśli ma się rodzone dzieci a co dopiero "czyjes". Wiem co mówię, bo choć w ubieglym roku urodziłam syna i również niespodzianie w ubiegłym roku urodziłam córkę, dzieci na które tak czekałam (ponad 5 lat) i o które tak mocno walczyłam (bo mówili mi, że dzieci mieć nie będę) to są chwile, że wymiekam. Zwłaszcza jeśli od września do grudnia ciągle jesteśmy w szpitalu, czy walczę o każdą najdrobniejsza czynność, która zdrowym dzieciom przychodzi bez problemu jak jedzenie, chodzenie, wypróżnianie... Naprawdę jestem harda babka, a jednak wymiekam.
W adopcji... W ogóle w macierzynstwie jest o co drżeć i się troszczyć. Dla mnie to ogromna walka od samego początku, najpierw o poczęcie, potem utrzymanie, potem bezpieczny poród, teraz rozwój... w mojej rodzinie to ogromne wyzwanie i czytając posty mam wrażeniem, że łatwo przychodzi mówienie o chorym dziecku, a inaczej życie z takim dzieckiem. Ja się zawsze tego bałam, bo wiem jakie to trudne. Całe życie przebywałam wśród niepełnosprawnych. Sama do nich należę, choć nie mam orzeczenia, ale tylko dlatego, że całe życie walczyłam, by go nie mieć. I niestety choć ma się wielokrotnie dość i chce się z krzykiem uciec, to przy problemach niestety nie można tego zrobić. Nigdy nie mozna się poddawać, nawet jeśli w ośrodku adopcyjnym twierdzą, że się nie nadajecie. Jak wyrzucają drzwiami, to wchodzi się oknem, albo kominem. Po tym mniej więcej poznać czy komuś rzeczywiście zależy na dziecku, na stworzeniu mu domu, na adopcji. W tym procesie wszyscy będa przeszkadzać, a wy musicie być ponad to... Adopcja to wyboista i kręta droga, ... ale cel dla wytrwałych jest do osiągnięcia.
A więc w adopcji strach przed trudnościami jest zdrowy. I jeśli paraliżuje przed adopcja, to warto się z procesu wycofać.