reklama

Powrót do pracy po macierzyńskim

Jagoda132

Fanka BB :)
Witam,
3 miesiące temu wróciłam po urlopie macierzyńskim do pracy. Nie chciałam tego zwłaszcza, że sytuacja finansowa moja i męża jest bardzo dobra.
Ogólnie w mojej pracy dzieje się bardzo źle, pod względem finansowym super ale pod każdym innym jest strasznie. Atmosfera, nawał obowiązków itp.
Jestem w dalszym ciągu mamą karmiącą i chciałabym nią być przynajmniej do ukończenia przez dziecko 2 roku życia więc jeszcze jakieś 7 miesięcy, a potem będę chciała schodzić z ilości karmień i pewnie zaprzestać tego całkowicie.
Wychodzę w związku z tym wcześniej, ale już widzę, że przestaje się w pracy wyrabiać, stresuję się. Staje się to problemem.
Jestem też wiecznie niewyspana. Do pracy mam około 40 minut- 1h drogi którą pokonuje różnymi środkami transportu.
Dodatkowo dochodzi do tego poczucie winy, że nie jestem z moim dzieckiem, że nie ogarniam domu i wszystkiego innego wokół mnie. Mąż mnie nie wspiera tak jakbym tego oczekiwała. Po pracy nie zajmuje się córką prawie w ogóle, poświęca jej może tak sam na sam około 1h. Kocimy się o różne sprawy, to co wolno jemu, nie wolno mi. Jak on jest niezadowolony bo jest przemęczony, to wychodzi na to, że ja nie mogę być zmęczona i mieć gorszy humor. Znoszę docinki, ciągle uwagi, a w sumie to i tak wychodzi na to, że to ja jestem tą niedobrą i czepiającą się. Dodam, że mój mąż jest dda.

Przytłacza mnie to wszystko coraz bardziej, bo wewnętrznie krzyczę, ale nie uzewnętrzniam tego w pracy i w domu.
W sumie udaje, że jest ok.

Teraz moje pytanie do was czy wy wróciłyście do pracy po urlopie macierzyńskim? Jeżeli tak to czy żałujcie? Czy zmieniłyście pracę z tego z uwagi na panujący w niej ciągły stres?
A może zostałyście w domu i czy uważacie że to była dobra decyzja?
 
Ostatnia edycja:
reklama
Ja wróciłam do pracy, a raczej zmieniłam pracę jak córka skończyła 14 miesięcy, wcześniej zaczęła adaptacje w żłobku. Nie korzystałam z przerwy na karmienie. Nie żałuję i nigdy nie żałowałam, że wróciłam do pracy. Mój mąż bardzo mnie wspierał, głównie on brał wolne jak córka musiała zostać w domu. Zaprowadzał i odbierał ze żłobka jak miał możliwość, jeździł do lekarza jak była potrzeba. Jesteśmy małżeństwem i robimy wszystko wspólnie, mój mąż chyba robi w domu więcej niż ja czasami, bo naprawdę jest dobrze zorganizowany. Teraz jestem w kolejnej ciąży i pracuje póki co, raz ja odwożę córkę do przedszkola raz mąż. Mam przestrzeń na wyjście do sklepu, na trening, na kawę z koleżanką czy do biblioteki jak potrzebuje 😉 mąż tak samo, jak chce wyjść to ja zostaję w domu.

Ja nie chciałam i nadal nie chce być w domu, ale to mój pomysł na siebie, ja potrzebuję być wśród ludzi, mieć zadania do wykonania. Oczywiście czasem, jestem zmęczona, czuje że albo nawalam w pracy albo w domu, ale to są raczej wypadkowe sytuacje, które chyba każdemu się zdarzają.

W weekendy czy popołudniami czasem spędzamy czas w trójkę, na sali zabaw, na placu czy jakimś spacerze, a czemu z córką bawię się tylko ja a mąż robi coś innego albo na odwrót.
 
Witam,
3 miesiące temu wróciłam po urlopie macierzyńskim do pracy. Nie chciałam tego zwłaszcza, że sytuacja finansowa moja i męża jest bardzo dobra.
Ogólnie w mojej pracy dzieje się bardzo źle, pod względem finansowym super ale pod każdym innym jest strasznie. Atmosfera, nawał obowiązków itp.
Jestem w dalszym ciągu mamą karmiącą i chciałabym nią być przynajmniej do ukończenia przez dziecko 2 roku życia więc jeszcze jakieś 7 miesięcy, a potem będę chciała schodzić z ilości karmień i pewnie zaprzestać tego całkowicie.
Wychodzę w związku z tym wcześniej, ale już widzę, że przestaje się w pracy wyrabiać, stresuję się. Staje się to problemem.
Jestem też wiecznie niewyspana. Do pracy mam około 40 minut- 1h drogi którą pokonuje różnymi środkami transportu.
Dodatkowo dochodzi do tego poczucie winy, że nie jestem z moim dzieckiem, że nie ogarniam domu i wszystkiego innego wokół mnie. Mąż mnie nie wspiera tak jakbym tego oczekiwała. Po pracy nie zajmuje się córką prawie w ogóle, poświęca jej może tak sam na sam około 1h. Kocimy się o różne sprawy, to co wolno jemu, nie wolno mi. Jak on jest niezadowolony bo jest przemęczony, to wychodzi na to, że ja nie mogę być zmęczona i mieć gorszy humor. Znoszę docinki, ciągle uwagi, a w sumie to i tak wychodzi na to, że to ja jestem tą niedobrą i czepiającą się. Dodam, że mój mąż jest dda.

Przytłacza mnie to wszystko coraz bardziej, bo wewnętrznie krzyczę, ale nie uzewnętrzniam tego w pracy i w domu.
W sumie udaje, że jest ok.

Teraz moje pytanie do was czy wy wróciłyście do pracy po urlopie macierzyńskim? Jeżeli tak to czy żałujcie? Czy zmieniłyście pracę z tego z uwagi na panujący w niej ciągły stres?
A może zostałyście w domu i czy uważacie że to była dobra decyzja?
Wróciłam do pracy jak corka miala rok i niecałe 2 mies. Na 7/8 etatu + przerwa na karmienie. Udało mi sie z zespołem dogadać godziny pracy. Córka poszła do zlobka. Oczywiście byl to dla mnie duży stres, duza zmiana w organizacji/logistyce. Psychicznie tez mi bylo ciezko. Ale chciałam wrócić do pracy, bo corka jest w pewnym sensie wymagającym dzieckiem i byłam potwornie zmęczona na tym tzw urlopie. Oczywiście mialam mimo to pewien problem w głowie, żeby oddać ja do zlobka. Innym wyjściem byl urlop wychowawczy, ale bałam sie, ze pracodawca moze mnie wtedy z łatwością zwolnić, bo jednak sytuacja jest taka, a nie inna. Po powrocie okazało sie tez, ze sa redukcje, ale zeby sie nie rozpisywać - udało mi sie zachować pracę. To byl dodatkowy stres. Oprócz tego corka jak wiekszosc zetknęła sie z wirusami i przez pierwsze miesiące chorowała, wiec tez często bylam nieobecna. U mnie w pracy jesli chodzi o podejście do rodziców (tyczy sie to mężczyzn i kobiet, takie mam wrażenie przynajmniej) nie robi sie problemów, wręcz jest atmosfera wsparcia. Co tez bylo pomocne w tej całej trudnej sytuacji. U mnie tez duzo ułatwia praca zdalna, o którą mialam prawo zawnioskowac.
Jeśli chciałabyś cos wiecej wiedziec - napisz prywatnie do mnie.

Nie żałuję tej decyzji. Nie jestem typem "karierowiczki" czy jak to tam nazwać, ale brakowało mi odskoczni, ze tak nazwe. Kocham swoją córkę, ale widocznie jestem takim typem, ze musze tez spędzać troche czasu bez niej. Teraz ma 3 lata i chodzi do przedszkola, ale po weekendzie czy dniach spędzonych razem jesteśmy z mężem przebodzcowani nie raz. Jakbym nie poszła do pracy, to szukałabym sobie innych zajęć. Po prostu tego potrzebuje. I wydaje mi sie, ze wiele matek tego potrzebuje.

Mój maz uczestniczy w takim procencie w jakim moze (nie karmił jedynie dziecka). Tez mamy spięcia, zwłaszcza jak sa różnego rodzaju stresujace sytuacje i ciężkie chwile awantur, wrzasku, tzw buntu dziecka. Trafiło nam sie charakterne i nie jest łatwo. Ale staramy sie ze sobą rozmawiać. Staramy sie tez tworzyć dla siebie czas - oddajemy czasem babci na parę h i idziemy do kina lub bierzemy wolne i cos razem robimy jak corka jest w przedszkolu. Pomaga tez jak spotykamy sie ze znajomymi, niekoniecznie dzieciatymi (widujemy sie z takimi zarowno z dzieckiem jak i bez niego), ale jak sa dzieci to tym lepiej, bo corka jest towarzyska i dzieci same sie zajmują soba, a my rozmawiamy albo pijemy kawę i juz samo to jest wg mnie wsparciem/odskocznia. Staramy sie tez wynaleźć czas, zeby kazde z nas mogło na chwile pobyć samo lub poza domem, czyli maz np chodzi na basen, a ja idę sie spotkać z kolezanka itp, a któreś wtedy zostaje z dzieckiem.

Nie żałuję chyba tej decyzji. Nie jest łatwo, ale tez sie dużo nie zastanawiam czy cos bym zrobiła inaczej, bo juz czas minął i nie chce mi sie cofać do przeszłości. To juz nic nie zmieni ze tak powiem. Moze moglam wziac mniejszy wymiar etatu (ale na tamten moment podjęliśmy właściwa dla nas decyzje). Naczytałam sie i nasłuchałam o szkodliwości zlobka w tak wczesnym wieku, co mnie tez stresowało. Po tym doświadczeniu wiem, ze jesli placówka jest w porządku, to naprawdę nie ma sie czego obawiać. Ale każda rodzina podejmuje decyzje jaka na ten moment jest najodpowiedniejsza. Moze mnie tu zjedzą, ale ja uwazam, ze dziecko nie jest nasza własnością i w ten sposob jak i w przedszkolu poznaje zycie w społeczeństwie.

Pamiętam, ze jakis czas temu pisałaś o tym braku wsparcia męża. To bardzo trudne.
A twój maz chodzi na terapię jak jest dda?
 
Witam,
3 miesiące temu wróciłam po urlopie macierzyńskim do pracy. Nie chciałam tego zwłaszcza, że sytuacja finansowa moja i męża jest bardzo dobra.
Ogólnie w mojej pracy dzieje się bardzo źle, pod względem finansowym super ale pod każdym innym jest strasznie. Atmosfera, nawał obowiązków itp.
Jestem w dalszym ciągu mamą karmiącą i chciałabym nią być przynajmniej do ukończenia przez dziecko 2 roku życia więc jeszcze jakieś 7 miesięcy, a potem będę chciała schodzić z ilości karmień i pewnie zaprzestać tego całkowicie.
Wychodzę w związku z tym wcześniej, ale już widzę, że przestaje się w pracy wyrabiać, stresuję się. Staje się to problemem.
Jestem też wiecznie niewyspana. Do pracy mam około 40 minut- 1h drogi którą pokonuje różnymi środkami transportu.
Dodatkowo dochodzi do tego poczucie winy, że nie jestem z moim dzieckiem, że nie ogarniam domu i wszystkiego innego wokół mnie. Mąż mnie nie wspiera tak jakbym tego oczekiwała. Po pracy nie zajmuje się córką prawie w ogóle, poświęca jej może tak sam na sam około 1h. Kocimy się o różne sprawy, to co wolno jemu, nie wolno mi. Jak on jest niezadowolony bo jest przemęczony, to wychodzi na to, że ja nie mogę być zmęczona i mieć gorszy humor. Znoszę docinki, ciągle uwagi, a w sumie to i tak wychodzi na to, że to ja jestem tą niedobrą i czepiającą się. Dodam, że mój mąż jest dda.

Przytłacza mnie to wszystko coraz bardziej, bo wewnętrznie krzyczę, ale nie uzewnętrzniam tego w pracy i w domu.
W sumie udaje, że jest ok.

Teraz moje pytanie do was czy wy wróciłyście do pracy po urlopie macierzyńskim? Jeżeli tak to czy żałujcie? Czy zmieniłyście pracę z tego z uwagi na panujący w niej ciągły stres?
A może zostałyście w domu i czy uważacie że to była dobra decyzja?
Dodam jeszcze ze na twoim miejscu rozwazylabym wizytę u psychologa, wydajesz sie zagubiona i przygnębiona. Psycholog da narzędzia, ktore pomogą. Te pierwsze miesiące sa naprawde trudne. U nas jeszcze bylo tak ze intensywnie do 1,5 r zycia wychodziły zęby (ostatnie wyszły jakos krótko przed 2 rz, ale do 1,5 roku to byl jakis kosmos w nocy i zdarzylo sie brac urlop na żądanie żeby odespac) plus infekcje zlobkowe, no mnogosc i kumulacja problemów, a tu jeszcze zwyczajne zycie sie toczyło. To moze niejedna osobę przytłoczyć. Ale ważne by byc razem z partnerem w takiej sytuacji i to musi byc rzeczywiście trudne dla ciebie...
A jak z niania? Bo kiedyś właśnie cos o tym pisałaś?
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry