moim zdaniem i możecie się ze mną nie zgodzić , ale na tak wczesnym etapie ciąży to ustalanie tego wszystkiego żeby dostać macierzyński to naciąganie. Ja też jestem za tym, że natura lepiej wie kiedy usunąć wadliwy zarodek i lepiej teraz niż później. Ja wiem że nie byłabym w stanie poradzić sobie z chorym dzieckiem.
Bardzo krzywdzący pogląd. Chciałabym być taką osobą - poronię, to ok, natura tak chciała, założę podpaskę i do pracy. Niestety, nie jestem i po pierwszym poronieniu długo dochodziłam do siebie fizycznie i psychicznie, a największą tragedią dla mnie było to, że moje mikrodziecko skończyło w kiblu.
Popłakałam się jakiś czas temu, jak kolega udostępnił na FB link do artykułu o "pogrzebie nienarodzonych dzieci" i zrobił wielkie heheszki "jak można pochować kogoś, kto się nigdy nie urodził".
Jak ktoś mówił mi "ojej, no dobrze że w 6 tygodniu a nie w 6 miesiącu", pytałam, czy powiedziałby matce martwego 6-latka "dobrze, że teraz, a nie jak miał 60 lat? Bo dla mnie żaden moment nie jest dobry".
Dobrze wiem, że jestem przewrażliwiona.
Ale prawdopodobnie nie jestem jedyna i dla wielu kobiet możliwość pochówku dziecka i przeżycie żałoby po utraconej ciąży mogłoby pomóc uporać się z tym zdarzeniem.
Naprawdę, dla mnie to chlupnięcie do kibla i brak jakiegokolwiek namacalnego świadectwa, że wzbudziło się we mnie życie i przez chwilę istniało - było straszną traumą.
Wiem jednak, że nie dla każdej z nas będzie to tyle znaczyć i jak najbardziej to szanuję. Do czego zmierzam? Dobrze, że jest możliwość pochówku tych wczesnych ciąż, że wystawiają świadectwo martwego urodzenia. Nie każda z nas będzie chciała z tego skorzystać, ale dla wielu z nas będzie to pomocne w uporaniu się z traumą.
Myślę, że nikt nie będzie przechodził przez badania genetyczne i pochówek, tylko po to, żeby wyłudzić macierzyński
