Dziewczyny, opiszę tu kilka sytuacji ze swoich rozmów z kandydatkami na nianie - kosmos jakis.
Na początek kandydatka nr 1 (wchodzi i widzi śmiejącego się Tadka): "Oooo, ale uśmiech ma śliczny, już ma u mnie plusa!"
Rozwaliła mnie tym tekstem
A teraz kandydatka nr 2:
Ja: "Co Pani w tej chwili robi? Studiuje?"
Ona: "Ja... robię maturę. w takim liceum zaocznie. No bo miałam 2 lata przerwy po gimnazjum."
Ja: "Ooo."
Ona: "No, bo ja to takie różne przejścia miałam..."
Ja (postanawiam nieprofesjonalnie nie wnikać): "A potem co chce pani robić?"
Ona: "Na grafikę komputerową pójdę."
Ja: "Aaaa... To skąd pomysł na opiekę nad dzieckiem? Nie lepiej się porządnie do tej matury przyuczyć?"
Ona: "Ale ja kocham dzieci i ja swoją przyszłość to tylko z dziećmi widzę."
Ja (nie kumam): " O, to skąd w takim razie ta grafika?"
Ona: "No bo ja tak myślałam o pedagogice... Ale nie, to nie dla mnie: 5 lat nauki i w ogóle... odpada. Ja muszę mieć kasę, bo ja chcę potem dzieciom pomagać. Pani wie, że w Rosji 2 mln dzieci na ulicach żyje? Im bym chciała pomagać, tym dzieciom z Rosji. No i dzięki grafice dorobię się. "
Ja (kopara opadnięta, próbuję przetrawić te dzieci z Rosji): "Uuuu, ambitnie, ambitnie... Ale to jak chce im Pani pomagać, tym dzieciom z Rosji?
Ona: "No nie wiem, jakiś dom dziecka czy coś w tym stylu..."
Ja (nie ma to jak konkretny plan): "Uhm. Dobrze. To może teraz przejdźmy do innej sprawy - napisała Pani w swoim profilu, że jest Pani bardzo opanowana nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, bo ja bym o sobie tak nie napisała. Proszę mi podać przykład takiej sytuacji, ze był jakiś kryzys i jak sobie Pani poradziła. Bardzo jestem ciekawa, jak sobie Pani radzi z takimi kryzysowymi sytuacjami, jak Pani opanowuje nerwy."
Ona: "Noooo, ja to jestem naprawdę opanowana. Po prostu zawsze spokój, bez nerwów i w ogóle. Moje koleżanki to od razu stres, a ja? Spokojnie i już."
Ja: "No ale jakiś konkretny przykład może mi Pani podać?"
Ona: "Ooo, to dużo tego było."
Ja: "No to jakiś jeden poproszę. Dowolny, ze szkoły, czy z domu, czy jakaś sytuacja ze znajomymi, naprawdę, cokolwiek.
Ona: "Noo, nie wiem, no różne były, na przykład u zakonnic w szkole dużo się działo, no i w ogóle."
Ja (szkoła u zakonnic? aż mi jęknęło w duszy): "No ale jakaś jedna konkretna sytuacja, proszę mi to tak opowiedzieć, żeby mi się wydawało, że stoję obok."
Ona:" No dobra, to opowiem Pani, jak to u mnie jest ostatnio z telefonem.."
Ja (że co? Telefon? No dobra...): "Zamieniam się w słuch."
Ona: "No bo on mi się co chwila zawiesza. I tak, jeden dzień super działa, a drugiego dnia piszę sms-a i mi się 6 razy potrafi wyłączyć. No wie Pani? Nie wiem, co się z nim stało."
Ja (taki wybór kryzysowej sytuacji mnie rozwalił, nie mogłam się powstrzymać od małej kpiny): I co, i pewnie ma Pani ochotę tak łup o ścianę tym telefonem, co?"
Ona (nie załapała kpiny): "No właśnie nie! Ja właśnie w takich sytuacjach zawsze jestem spokojna, tak jak pisałam. Nerwy mi nie puszczają."