mamakaja
Fanka BB :)
Cześć kobiety. Dawno nie byłam taka wściekła. Już piszę o co chodzi. Otóż we wrześniu po 11 latach bycia razem i 7 latach od ślubu cywilnego postanowiliśmy zalegalizować nasz związek również w kościele. Jako że mamy sporo wydatków, oprócz comiesięcznych, 7 letni syn idzie do szkoły tez trzeba go obkupić, teściowa postanowiła pożyczyć nam trochę kasy na zorganizowanie niewielkiego przyjęcia. I tu się zaczęły schody. Przy ustalaniu listy gości okazało się ze nie mam nic do gadania. Teściowa od kiedy pamiętam nienawidzi ( nigdy nie dowiedziałam się dlaczego) rodziny od strony teścia. Ja chciałam ich zaprosić a ona do mnie : nie wtrącaj się, nie Ty płacisz za wesele!!! Z wielkim oburzeniem. Ja jej na to ale to moje wesele, a ona ze nie ma mowy! Super po prostu. Jakoś bym to przetrawila gdyby nie reakcja mojego męża który zaczął bronić mamy! Tak obraził się na mnie na amen ze jak ja mogłam tak się do mamusi odezwać bla bla bla, ze Obraziłam ją. Od wczoraj nie odzywa się do mnie. Nawet syn pyta się co jesteś tato taki smutny. Nosz wściekła jestem. Co mam zrobić? Co radzicie drogie kobietki? Bo sama straciłam wątek i nie wiem co robić.
Zacznij nad sobą panować, zachowywać się "poprawnie" to wytrącisz jej argument z ręki. Moim zdaniem nie powinnaś sobie pozwalać na takie wybuchy, to jest matka twojego męża bez względu na to czy zasługuje na dobre traktowanie, powinnaś traktować ją "poprawnie". Bo moim zdaniem mąż nie staje po stronie matki bo ma ONA ma racje, tylko dlatego że według niego nie okazujesz jej szacunku. Jak się domyślam kobieta jest toksyczna i musisz nauczyć się z nią rozmawiać. Ale z takimi osobami trzeba spokojnie i nie wchodzić w żadne układy bo Cię zostawią w skarpetkach