Witam. Mam syna, w sumie dwóch,ale starszy ogarnia życie, zawsze ogarniał. Młodszy wybitny umysł matematyczny, ucieka od odpowiedzialności jakiejkolwiek, nie robi nic w szkolnym temacie, nawet minimum jest "szkodliwe". Nauczycielka matematyki szuka sposobu żeby wziął udział w olimpiadzie matematycznej, przepracował trochę a on się broni," nie chce, nie czuje tego, będzie piłkarzem, albo sprzedawał metę, albo kradł psy rasowe". Serce pęka słuchając takich pierdół, bo słucham, próbuje zrozumieć i przejść przez ten okres, bo mam nadzieję, że to przejściowe. Mam w domu wybitnego matematyka, który bezwiednie daje korepetycje kolegom, w trakcie towarzyskich spotkań, ale jak twierdzi nie lubi matematyki. Niczego nie lubi,a zna geografię i fizykę lepiej niż nie jeden student, zagina mnie smród kochany na wielu płaszczyznach. Znam się trochę na ludziach, pracuję z nimi, mam męża i starszego syna, proste umysły, ale młody to zagadka, nie umiem znaleźć sposobu motywacji. Może ktoś miał podoblem, ciekawe. Pozdrawiam.