reklama

Wybitny odrzucający

Witam. Mam syna, w sumie dwóch,ale starszy ogarnia życie, zawsze ogarniał. Młodszy wybitny umysł matematyczny, ucieka od odpowiedzialności jakiejkolwiek, nie robi nic w szkolnym temacie, nawet minimum jest "szkodliwe". Nauczycielka matematyki szuka sposobu żeby wziął udział w olimpiadzie matematycznej, przepracował trochę a on się broni," nie chce, nie czuje tego, będzie piłkarzem, albo sprzedawał metę, albo kradł psy rasowe". Serce pęka słuchając takich pierdół, bo słucham, próbuje zrozumieć i przejść przez ten okres, bo mam nadzieję, że to przejściowe. Mam w domu wybitnego matematyka, który bezwiednie daje korepetycje kolegom, w trakcie towarzyskich spotkań, ale jak twierdzi nie lubi matematyki. Niczego nie lubi,a zna geografię i fizykę lepiej niż nie jeden student, zagina mnie smród kochany na wielu płaszczyznach. Znam się trochę na ludziach, pracuję z nimi, mam męża i starszego syna, proste umysły, ale młody to zagadka, nie umiem znaleźć sposobu motywacji. Może ktoś miał podoblem, ciekawe. Pozdrawiam.
 
reklama
Pomyślałam to samo, co @Lady im black najpierw diagnoza. Ty go nie rozumiesz, bo umysł neuroatypowy ma inne priorytety, co neuroatypowy. Dzieciak może być sawantem. Mam podobną sytuację w domu. Od 7 lat usiłuje zrozumieć córkę i choć mam nietypowy sposób postrzegania rzeczywistości, to wciąz trudno mi to zrobic. Ciągle jest dla mnie właśnie zagadka.
Taka osoba nie będzie żyła tak, jak ty to widzisz. Ona ma swój własny styl. I choć ty szukasz praktycznego podejścia ona ma odmienne. To też trzeba uszanować i nauczyć się współistnieć. Diagnoza może pomóc ci zrozumieć choć trochę jego perspektywę.
 
Co to znaczy odpowiedzialność? Spełnianie zachcianek nauczycielki?

Akurat baaaaardzo rozumiem Twojego syna, bo byłam w identycznej pozycji całą swoją edukację. Tyle, że ja nie mówiłam, że będę handlować psami ale też miałam podobne odzywki, obawiam się, że gorsze... :D

Ogólnie no cóż, tu nie ma motywacji bo robi się coś co nie wymaga od Ciebie niczego. A jeszcze właśnie te nauczycielki, magisterki i dohhhturki na studiach, którym bardzo się wydaje, że jak Ci nie pozwoli z marszu wejść na kolosa po niechodzeniu na zajęcia to tak Ci wielce "nosa utrze". Albo, że to ona tak Cię cudownie jeszcze "wyciągnie" w górę... A daj spokój. :D

Nasz system edukacji to generalnie porażka. Jeśli syn jest w czymś bardzo dobry, to go zepchną do poziomu kolegów, którzy mu sprzedadzą łatkę kujona bo oni nie mogą zrozumieć, że ktoś pewne rzeczy robi z marszu. Na studiach czeka go marnowanie czasu na siedzenie i słuchanie wykładów o czymś, co już dawno opanował. Za unikanie siedzenia na darmo (czyt. chodzenia na zajęcia, które niczego go już nie uczą), będzie karany. 🤷‍♀️ Grunt to złoty środek. Niech syn znajdzie sobie coś co lubi, np. co jest jakąś dziedziną pokrewną albo skorelowaną w jakiś sposób.
 
Ostatnia edycja:

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry