Nie dostałam powiadomienia o tym poście albo przeoczyłam. Racja, może tak być. Dlatego biję się z myślami czy najpierw jechać do Paśnika i wstrzymać ostatni transfer czy po prostu brać ostatnie 2 zarodki z heparyną i encortonem i embryo glue, bo do blastek w mojej klinice dają i niech się dzieje co chce. A później do Paśnika w razie niepowodzenia.
Coś tam się dzieje przy transferach z 3 dniowymi zarodkami mężowymi. Plemniki mojego męża to były straszne słabiaki, do tego były mrożone, może to też ma wpływ na pogorszenie ich jakości. Tak czy inaczej to, że mąż ma azoospermię o niczym dobrym nie świadczy.
Możliwe, że teraz coś się ruszyło, bo byłam na cyklu naturalnym i czuję się o niebo lepiej niż na sztucznym, więc może hormony lepiej działają (tak tylko gdybam), do tego byłam po histero, dodatkowo nacięto otoczki zarodków.
Za pierwszym razem miałam lekką hiperkę po punkcji i były świeże zarodki, więc coś tam ruszyło w 11 dpt i później się wlokło.
Za drugim razem gdy beta się nie ruszyła, to złapała mnie infekcja i mam wrażenie, że miałam endo za grube. To w ogóle możliwe? Na koniec cyklu miało 15 mm.
Tak czy inaczej za każdym razem pod koniec cyklu transferowego mam uczucie ciężkości nóg, okropnie. Może faktycznie ten acard nie daje rady i krew gęstnieje.