Dziewczyny tyle się tu dzieje, ze nie nadążam Was czytać ostatnio


. Rzuciłam się na maksa w prace, będę podchodzić do drugiego transferu i chyba nie chce myśleć. A może i tak jest lepiej? Mąż się ze mnie śmieje, ze przy pierwszym podejściu bardzo wszystko było dopięte na ostatni guzik, po zastrzyku leżałam jakby mi co najmniej operacje zrobili... dosłownie, nawet urlop wzięłam, no i niestety nie poszło

. Teraz już tak nie chce żyć, nie przeszkadza mi zrobić sobie zastrzyk w toalecie jak np mam gości, wyjść i żyć dalej, ale do czego zmierzam... ze chyba jednak trzeba sobie dać czas po nieudanym transferze, u mnie to było 2 miesiące, żeby zebrać siły i może spojrzeć inaczej. Tak jak pisałyscie, docenić to co się ma i cieszyć się z małych etapów. A szczególnie z nikim się nie porównywać, bo nigdy nie wiemy przez co druga osoba przeszła.
Życzę Wam wszystkim powodzenia i za wszystkie trzymam mocno kciuki. Fajnie ze jesteście